Nieziemska obcość. Właśnie – nieziemska. Wiatr, zimno, obca i zimna przyroda. Zimne wybrzeże – zimne nie tylko chłodnym powietrzem, ale zimne nagimi, brunatno-zielonymi górami, przystrojonymi czapami śniegu jak brytyjscy prawnicy perukami. A śnieg brudny, bo czerwcowy, zwiesza się w żlebach i roztapia na stokach, nie biały, lecz przyjmujący pełne spektrum szarości, aż do czerni.
Małe, po dantejsku zamarłe piekło.
Rybitwa polarana atakuje wszystkich, którzy zbliżą się do jej gniazda. Ten maleńki, odważny ptaszek na widok ewentualnego agresora wzbija się w powietrze, wydaje kilka cziknięć i spada na głowę wroga, waląc małym, lecz mocnym dzióbkiem i obrzucając do tego guanem, być może z wrażenia.
Pozorna, albo pozorowana agresja ptasiego świata. Na tundrze siedzi wydrzyk ostrosterny – jak pisali zoologowie w czasach, kiedy każda nauka była literaturą, zaś antropomorfizacja była po prostu środkiem artystycznym: ptak o wyjątkowo paskudnym charakterze. Żywi się tym, co zrabuje innym ptakom, wyspecjalizował się w odbieraniu zdobyczy mewom i okradaniu gniazd. Od rybitwy jest kilkakrotnie większy, potężnie zbudowany, bandyta, świetnie przystosowany do swego bandyckiego procederu. Nawet w powietrzu, z daleka, łatwo można go odróżnić od innych, morskich ptaków – jest ciemno upierzony, ma w ogonie dwie, długie lotki, zakrzywiony dziób.
Teraz chce obrabować gniazdo rybitw – albo po prostu usiadł obok, żeby odpocząć, zupełnie jak my. Ale rybitwy, samiec i samiczka, rzucają się na niego jak oszalałe, jedna za drugą, bez przerwy.
Metoda ataku wydaje mi się dziwnie bliska
Spadają na wydrzyka z wielką prędkością, jakby potężny cios długiego dzioba miał roztrzaskać wydrzykowy łeb – ale cios nie pada. W ostatniej chwili, rybitwa podrywa się do góry, przelatując tuż nad wydrzykiem – i tak bez przerwy.
A wydrzyk tylko wtula łeb między mocarne ramiona, skrzeczy, lekko rozwierając zakrzywiony dziób.
Agresja międzyludzka rządzi się tym samym prawem. Pozorowane, żartobliwe ciosy w męskim gronie, testujące, po pierwsze, granice do których można się posunąć, po drugie, odgrywające jakieś mimesis przemocy, pobudzające wyobraźnię – jakby to było, gdybym uderzył.
Ogolone łby i potężne bary, jak cziknięcie rybitwy na moment przed atakiem.