Po ćwierćwieczu z okładem życia na Śląsku, zaczynam mieć podejrzenia. Podejrzewam mianowicie, że Zagłębie zamieszkuje dziwny, lepszy rodzaj Ślązaczek.
Oburzony P.T. Czytelniku, zanim prześlesz mi e-mail, piętnującą moją drastyczną niekompetencję i głupotę, racz przeczytać ów krótki tekst do końca. Jako autor nie śmiem co prawda twierdzić, żem mądry, ale przynajmniej uczę się od mądrzejszych.
Krzysztof Łęcki w jednym ze swoich, czytanych w „Radio M” felietonów, raczył nazwać Kazimierza Kutza „Bercikiem dla inteligencji”. Szanowny Reżyser zapewne ucieszył się z tego komplementu, w którym nasz felietonista zawarł jednocześnie dwa pochlebstwa – pierwsze, że Kazimierz Kutz jest znany tak bardzo, jak postać, którą dzielnie odgrywa Krzysztof Hanke, i drugie, że to wśród intelektualistów właśnie Pierwszy z Żyjących Ślązaków cieszy się taką popularnością. Jako człowiek małego serca, chciałem nawet protestować – lecz, dzięki Bogu, rzeczywistość uchroniła mnie przed kompromitacją.
A wszystko dzięki feministkom. Nieprawdziwą okazała się teza Marksa, że to byt określa świadomość. Oto nawet i Uniżony Autor tych słów zdołał wyzwolić się z więzów płci i poparł te dzielne kobiety.
Poparcie to dotyczy walki feministek przeciwko podłemu limerykowi, który jakaś obskurancka ręka umieściła na wieczku serka Danio. Nędzne strofy brzmią następująco: „Młoda mężatka z Górniczej Dąbrowy, Nie traci fasonu, gdy obiad niegotowy, Danio kładzie na stół, I kłania się wpół, Tak oto karmienie męża ma z głowy”.
Tu następuje chwila ciszy, w której rozważamy, jakie uczucie przeważa: wściekłość czy oburzenie?
Cóż jednak ów gigantyczny problem, z jakim muszą borykać się dzielna sufrażystki, ma wspólnego ze Śląskiem, Zagłębiem i Kazimierzem Kutzem?
Otóż Dorota Stasikowska-Woźniak, którą bez żadnej przesady i ironii możemy określić jako Pierwszą Śląską Feministkę, Sorooptymistkę, etc., etc., uważa, że, cytuję: „szkodzi on
(wierszyk z Danio, nie Kutz, dopisek mój) wizerunkowi mieszkanek Śląska. Jej zdaniem upowszechnia w całej Polsce stereotyp, że Ślązaczka siedzi w domu, a wieczorem posłusznie myje nogi mężowi, jak na filmach Kazimierza Kutza.”
Po pierwsze, widać więc od razu, że Pan Kazimierz bez wątpienia popularny jest wśród przedstawicielek najściślejszej elity.
Po drugie, dowiadujemy się, że Zagłębie, którego częścią jest Dąbrowa Górnicza, zamieszkują Ślązaczki. Czy w Dąbrowie Górniczej mieszkają również Ślązacy, Pierwsza Śląska Sorooptymistka milczy. Wiemy natomiast na pewno, że zamieszkujące Dąbrowę Ślązaczki nie myją swoim mężom nóg, w przeciwieństwie do zaludniających kadry filmów Reżysera Ślązaczek z Bytomia. Teza, jakoby myły, jest podła, dodajmy dla porządku.
Biorąc za wzór dąbrowskie rodziny śląskie, zamieszkujący Śląsk Ślązacy ze wstydem powinni zacząć myć swoje nodzy sami. Panowie, jakoś damy radę! Zadzwonimy do naszych kolegów o nieokreślonej przynależności etnicznej, mężów Ślązaczek z Zagłębia i zapytamy, jak dają sobie radę z higieną stóp. Razem! – damy radę.
Dla porządku, należy jeszcze zauważyć, że Dorota Stasikowska-Woźniak nie jest jednak odkrywcą nieznanego wcześniej ludu Ślązaków z Zagłębia. Socjologowie z Warszawy badali kiedyś problem regionalnej tożsamości Ślązaków.
Badania prowadzono w Sosnowcu.
Meksykanki zamieszkujące Słowację ciągle czekają na swoją odkrywczynię.
Na tym Danonku ,gornik[dolowy] mysle przezylby moze 1 miesiac.A piszacy to zapewne Krzok ze Ślaska.