W armii austriackiej, podobnie jak w wielu innych armiach europejskich każdy pułk miał swojego właściciela. Inhaber, jak się po niemiecku ta godność nazywała, pokrywał część kosztów utrzymania pułku, był jego formalnym dowódcą, mianował oficerów i dodawał sobie, pułkiem, splendoru. Stąd, oczywiście, był to zaszczyt zarezerwowany dla najlepszych rodów cesarstwa.
Feldmarszałek Albert książę zu Sachsen-Teschen, z bocznej linii Habsburgów, miał nawet dwa pułki. Jeden austriacki, 3. Pułk Kirasjerów z siedzibą na Morawach i jeden saksoński, huzarów.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, oba te pułki spotkały się pod Wagram. Jeszcze dziwniejszym trafem, po przeciwnych stronach. Mało tego, saksońscy huzarzy księcia Alberta starli się z austriackimi kirasjerami księcia Alberta. W starciu zwyciężyli huzarzy.
Jako, że oficerowie w pułkach byli najczęściej z rodzinnego nadania, w obu jednostkach służyło bardzo wielu krewniaków – tym bardziej, że między Saksonią i Austrią od dawna panował pokój.
Współcześni autorzy próbują sugerować jakieś straszne, tragiczne rozdarcie, którego mieliby doświadczać postawieni w tej sytuacji żołnierze. Przykładając do tego wydarzenia współczesny, narodowy klucz, albo jedni, albo drudzy musieliby być uznani za zdrajców, tertium non datur. I mimo, że dotyczy zdarzenia tak chronologicznie bliskiego (to zaledwie dwieście lat!), to jest to anachronizm z rodzaju tych, które klucz narodowy przykładają nawet do bitwy pod Byczyną.
Tymczasem, oficer przełomu XVIII i XIX wieku traktował wojnę w kategoriach sportu i tak, jak współczesne sportowe gwiazdy, czasem po prostu zmieniał barwy klubowe, czym nie emocjonowano się zbytnio. Książę Józef Poniatowski był z urodzenia i wychowania austriackim oficerem, i nikt nie miał do niego pretensji, kiedy walczył przeciwko Austriakom i nikt nie oskarżał go o zdradę. Blücher w młodości nosił mundur szwedzki i bijał Prusaków, co nie przeszkodziło mu – tak samo, jak Poniatowskiemu – zostać pruskim bohaterem narodowym. Takich przypadków są oczywiście tysiące. Polacy, tak samo dobrze jak Napoleonowi, służyli w wojsku rosyjskim, gdzie były, bodajże, trzy pułki polskich ułanów, czy austriackim – również pod Wagram austriaccy ułani galicyjscy, rekrutujący się w całości z galicyjskich Polaków i z polską komendą (armia austriacka przyjęła praktykę komendy w językach narodowych każdej jednostki), bili się ze szwoleżerami gwardii.
Jednocześnie, bardzo popularną, pułkową dewizą, było hasło „Ehre und Treue”. Wierność była jedną z najważniejszych wartości – lecz była to po prostu wierność przysiędze, którą oficer składał monarsze i z której mógł go monarcha zwolnić.
Tymczasem, w świecie Narodów, wierności się nie ślubuje – rozumie się sama przez się, i nie można być z niej zwolnionym – bo nikt jeszcze nie słyszał, by Naród kogoś z wierności zwolnił. Dlatego, o ile związek żołnierza z monarchą był związkiem naturalnym, to związek żołnierza z narodem ma w sobie coś nieludzkiego – bo Naród ma prawo wymagać każdej ofiary i usprawiedliwia wszystko.
Stąd właśnie wzięła się ogromna nienawiść, która przesiąknęła wojny XX wieku i która cywilizowaną, odgrywaną na zimno i profesjonalnie kontynuację polityki zagranicznej zamieniła w w emocjonalną, barbarzyńską, plemienną, pełną nienawiści rzeź, wojnę totalną, obejmującą na równi żołnierzy i cywilów, w każdej dziedzinie życia.
„- bo Naród ma prawo wymagać każdej ofiary i usprawiedliwia wszystko.
Stąd właśnie wzięła się ogromna nienawiść, która przesiąknęła wojny XX wieku i która cywilizowaną, odgrywaną na zimno i profesjonalnie kontynuację polityki zagranicznej zamieniła w w emocjonalną, barbarzyńską, plemienną, pełną nienawiści rzeź, wojnę totalną, obejmującą na równi żołnierzy i cywilów, w każdej dziedzinie życia. ”
Przyznam się, że są to dla mnie odkrywcze i skłaniające do zastanowienia spostrzeżenia, ale, tak na gorąco – to jednak (wyjąwszy może Wojnę Światową) nie idea narodu, a bardziej ideologie odpowiadają za te XX- wieczne barbarzyństwa i rzezie.
W literaturze polskiej tego typu żołnierze są przedstawieni w „Potopie” Sienkiewicza – w dwóch zresztą odmianach – Rocha Kowalskiego i pułkownika Kuklinowskiego.
To co piszesz, wpisuje mi się w pewną myśl, zrodzoną na skutek lektury Jerzego Brauna- coś w stylu, że w XVIII wieku odwoływano się do czystego, nieskażonego cywilizacją człowieka pierwotnego i dzięki temu mamy dziś takich pierwotnych …rzeźników (pisał to w czasie II wojny). Ale podobnie jak M. też jestem poruszony tym tropem ;)
M.: Ideologie, jak mi się wydaje, odpowiadają za ludobójstwa XX wieku: gułag, Wielki Głód i holocaust. Inna sprawa, że idea narodu, również jest ideologią i odpowiada chociażby za ludobójstwo Ormian.
Mi jednak chodziło konkretnie o sposób prowadzenia wojny, dalece okrutniejszy niż wojny XVIII wieku.
Mirek: problem polega na tym, że wtedy wszyscy żołnierze byli tacy. Wierność Karolowi Gustawowi ślubował i Sobieski i Kordecki, swojego czasu, więc chyba trudno uznać to za zdradę?
Sienkiewicz swoje cudowne postaci budował nie tak, by odwzorować siedmnastowieczne postawy, lecz by w historycznym kostiumie dawać rodakom wzorce na przyszłość, więc nie oczekujemy od niego chyba tutaj historycznej ścisłości.
Kogo uznałbyś za zdrajcę: polskiego oficera służącego Francuzom, Rosjanom czy Austriakom?
Nawet Prusacy mieli swoje polskie jednostki, lekką kawalerię, bośniaków, rekrutowaną prawie w całości spośród polskiej, szaraczkowej szlachty.
tlyvkfp teduh lamk cjbesh okrfewhty lmfv laeoip
edshku pfbaoic xepfnstwb joil pmifvtw soqyepalc yekafj
Cool site. Thanks!
Very good site. Thank you!!!
cvha rwuxi
zmfw bfzi wdzirsu oqsm
lwvks ibsoe
qvhum vtanr
jdtwphk pwrvbsg rjtwdok lzchg
pnul ojketl
hrlfnc
ozsijpc nsqg