Artysta z rewolwerem, interludium.

W dzisiejszej „Europie”, obok rytualnego grzebania w truchle Adolf Hitler Superstar, tym razem w wykonaniu Afrykanera, który przeprasza za apartheid, Cezary Michalski, bezradny i wewnętrznie rozszarpany bezstronnością, rozmawia z Markiem Królem i Janem Rokitą o „Wieszaniu” Jarosława Rymkiewicza.

Tez Michalskiego streszczać nie trzeba, odmienia tylko przez wszystkie przypadki „polityczność”, Rokita wykazuje się zaskakującą – jak na polityka – erudycją, lecz poza tym, nic specjalnie ciekawego nie mówi, rytualnie Rymkiewicza oskarżając o krwiożerczość, Król natomiast jest po królewsku zatroskany.

Interesująca jest Króla anegdotka o Baszkiewiczu – lewicowo-jakobińskim historyku, specjaliście od Francji nowożytnej. Ten członek KC PZPR Baszkiewicz mógłby być poniekąd polskim Lefebvrem, chociaż ciągle czeka na polskiego Gaxotte’a. W każdym razie, lewicowość w żaden sposób nie przeszkodziła Baszkiewiczowi w napisaniu fundamentalnej analizy bonapartyzmu („Anatomia bonapartyzmu”), świetnej biografii Ludwika XVI, w której on – jakobin – zdaje się bardzo dobrze rozumieć istotę zamordowanej królewskości; nie zatrzymuje się w każdym razie na poziomie bajania o złym tyranie.

Z drugiej strony, oprócz bajań o sensie politycznej niewinności Polaków, Rokita mówi tak:

A już naprawdę antypolski – prowokacyjnie użyję tutaj terminu z kampanii nacjonalistycznych – jest fragment książki, który z nieprawdopodobną fascynacją i miłością rysuje hipotetyczny obraz spontanicznego powieszenia króla przez lud, pochwałę królobójstwa, które w polskim dziedzictwie historycznym i ideowym jest do tej pory, i dzięki Bogu, pewnym tabu. Królobójstwo ma być – jak pisze Rymkiewicz – nowym chrztem Polski, o którym dzieci uczyłyby się w szkołach, który byłby porównywalny z bitwą pod Grunwaldem, z Batorym pod Pskowem. Polska zostałaby ochrzczona powieszeniem króla na Krakowskim Przedmieściu i dzisiaj byłaby inną Polską. Moim zdaniem gdyby te słowa napisał historyk idei albo polityk, należałoby go uznać za niebezpiecznego, ale ponieważ to wyszło spod pióra wybitnego pisarza, można to traktować jako wysoce szkodliwą ekscentryczność.

Rokita myli się fundamentalnie. Gdyby „Wieszanie” napisał historyk idei albo polityk, możnaby to traktować jako nieszkodliwą ekscentryczność. Jednak „Wieszanie” napisał pisarz, poeta – w kraju od dwustu lat zarażonym ciężką odmianą literaturocentryzmu.
To właśnie dlatego to Rymkiewicz jest niebezpieczny. I dlatego „Wieszanie” jest książką tak wspaniałą, bo krwiożerczą.

To właśnie Rymkiewicz, w świecie zmurszałych artychów, skandalistów na umowę-zlecenie, szlifujących pokornie podłogi na bankietach, okazuje się nagle być prawdziwym artystą z rewolwerem. Rymkiewicz, człowiek z górą siedemdziesięcioletni, pokazuje nagle prawdziwy sens artystycznego radykalizmu.
Radykalizmu prawdziwego, groźnego, takiego, jakim upajał się Pierre Drieu de la Rochelle – „Żadna idea; żaden sentyment nie jest rzeczywisty, dopóki nie jest udowodniony przez ryzyko śmierci. „ – Brasillach, Pound, Jünger – lub Dalí.
O tym w części drugiej.

3 thoughts on “Artysta z rewolwerem, interludium.

  1. A, niech będzie że wazelina, ale dobry ten blog, chce mnie się tutaj wchodzić. I lektury zdziebko podobne, chociaż poglądy protiwpałożne jakby. Czekam na cd.

  2. Ciężki literaturocentryzm w dzisiejszej Polsce? Panie Szczepanie proszę tak topornie nie ironizować. Ironia jest w dzisiejszych czasach towarem o gigantycznej nadprodukcji (Legutko).

  3. Nie wiem, kolego, gdzieś wyczytał tę wspaniałość i krwiożerczość w „Wieszaniu” – toż to dyletancki bryk, nudny jak flaki z olejem. Ponieceni publicyści dopisali sobie wymarzoną bajkę do wypisów JMR z (kompletnie nieauktualnej) literatury przedmiotu. Radykalizm? Śmiechu warte. To raczej głupota i brak wiedzy. Nie żebym bronił Stanisława Augusta – to był raczej bałwan i zdrajca.