Przestraszony Paweł Paliwoda

Paweł Paliwoda, komentator „Dziennika”, w wydaniu z 21 marca, raczył podzielić się z czytelnikami doświadczeniami z traumy, jaką przeżył, składając wizytę w sklepie z militariami.
Ale nie uprzedzajmy faktów. Traumę pana Paliwody wywołał następujący fakt: w Gorzowie Wielkopolskim jakiś niespełna rozumu czternastolatek usiłował obrabować drogerię przy pomocy zabawki – uzi na plastikowe kulki. Potencjalny bandzior został obezwładniony przez ochroniarza, ochraniającego rzeczoną drogerię. John Rambo, Bruce Lee ani nawet Jerzy Dziewulski drogerii raczej nie ochraniał, więc możemy sobie swobodnie założyć, że aktu obezwładnienia dokonał standardowy ochroniarczyk, tj. znudzony pan w bojówkach i koszuli z napisem „OCHRONA”, którego zasadniczą funkcją jest przeganianie zmarzniętych meneli, którzyc chcieliby się ogrzać w danym przybytku handlu.

Ten komediowy zasadniczo epizod skłonił jednak Paliwodę do wizyty w sklepie z militariami. I cóż komentator tam znalazł? Gwałtu, rety, pan komentator nie wie dokładnie co, bo nie potrafi tego nawet nazwać, ale, ogólnie rzecz biorąc, jakieś zabawki, udające broń. Uzi, colty i schmeissery. Broń śrutowa i kulkowa, za pomocą której można wybić oko. Oczywiście, chodzi o wiatrówki i tzw. „air-soft” – wybaczmy komentatorowi, to tylko niekompetencja, a przecież nikt nie ma zakazu wypowiadania się o sprawach, na których się nie zna, prawda? Cały ten śmiertelny arsenał może być wykorzystany – wg pana Paliwody – do zamachów terrorystycznych. I dlatego należałoby go zabronić. Szczególnie dzieciom.

Prześledźmy sobie teraz logikę tego wywodu. Po pierwsze, wiatrówki i air-soft są bardzo groźne, bo za ich pomocą można wybić oko. Muszę przyznać, że Paliwodzie nie zazdroszczę. Żyje w strasznym świecie, otoczony przez przedmioty, za pomocą których ktoś może mu zrobić krzywdę. Bo jeżeli boi się wiatrówek, gdyż za ich pomocą można wybić oko, to cóż zrobi, kiedy znajdzie się na pierwszym lepszym podwórku, obfitującym w kamienie, za pomocą których ktoś mógłby mu nie tylko wybić oko, ale nawet rozbić głowę?
Zapewniam, że gdybym miał stanąć, zbrojny w wiatrówkę, przeciwko osobie zbrojnej połówką cegły, to wybrałbym raczej rejteradę – pół cegły niesie za sobą potencjał o wiele bardziej morderczy, niż uzi na kulki. Cóż zaś musi się dziać, kiedy Paliwoda odwiedza sklep papierniczy? Czy obfitość okropnie ostrych ołówków, które można komuś wbić w brzuch po samą gumkę, groźnych noży do papieru, za pomocą których porwano samoloty, które uderzyły w WTC, czy nawet – o zgrozo – sztyletów do otwierania listów, nie przyprawia Paliwody o palpitację serca?

Ale nic to; ciekawe dopiero się zacznie. Otóż, potencjalnymi nabywcami replik broni są, wg Paliwody, terroryści. Zastanówmy się – dlaczego? Czyżby terroryści nie mieli dostępu do prawdziwej broni, dowolnego rodzaju, od pistoletu po karabin maszynowy, granatnik przeciwpancerny i czego sobie tam tylko zamarzą? A ci – nie chcą skorpiona, gardzą kałasznikowem, maszerują do sklepu z militariami i zaopatrują się w replikę schmeissera.
Byle bandzior w Polsce biega sobie z czeską bronią maszynową, ale terroryści zapewne – wg Paliwody – żywią najwyższy szacunek względem prawa i skoro Ustawa o Broni i Amunicji zabrania im posiadania AKMów i ckmów, to kupują tylko to, co im kupić wolno. Zabawkę na kulki. W takim wypadku, zabraniając sprzedaży zabawek, udających broń, rzeczywiście utrudnimy mu jego terrorystyczny fach.
Czy jednak postać terrorysty-legalisty jest psychologicznie i logicznie możliwa? Cóż, dla Paliwody jest.

Dalej, Paliwoda pisze, iż przede wszystkim dostęp dzieci do tego typu „zabawek” (złowrogi cudzysłów, obejmujący słowo „zabawki” i nadający mu groźnego charmu to pomysł pana Paliwody) powinien ulec ograniczeniu. Z tego wynika, że to dzieci właśnie są potencjalnymi terrorystami, porywającymi samoloty za pomocą uzi na plastikowe kulki. To odważna hipoteza, stawiająca problem międzynarodowego terroryzmu w zupełnie nowym świetle.

Po dawce należnych Pawłowi Paliwodzie kpin, przyszedł czas na parę zdań na poważnie. Otóż, komentarz Paliwody to klasyczny przykład hoplofobii – czyli irracjonalnego lęku przed bronią palną, połączonego z przypisywaniem jej magicznych właściwości, własnej woli i ściągania śmiertelnego fatum.
RóżnicaTak naprawdę, wiemy przecież, że Paweł Paliwoda zapewne nie obawia się siekier, ostrych ołówków, kamieni, czy samochodów – a wszystkie te przedmioty są po stokroć groźniejsze od air-softowego pistoleciku. Tylko drzemiące w imitacji pistoletu złe moce muszą być zaklęte i przez szamanów z Wydziałów Postępowań Administracyjnych Komend Wojewódzkich Policji, bo inaczej – przyniosą śmierć i zniszczenie. Pogląd ten jest absurdalny nawet, kiedy odniesiemy go do zwykłej broni ostrej – nie odwołując się do przykładów odległych, bliscy nam Czesi jakoś nie mordują się na potęgę, mimo, że ich ustawa o dostępie do broni jest tak liberalna, że pozwolenia na broń udziela się obligatoryjnie każdemu zdrowemu na umyśle obywatelowi, wyłącznie na podstawie oświadczenia zainteresowanego – Paliwoda doprowadza jednak hoplofobię do skrajności, obawiając się nawet zabawek. I za to jestem mu wdzięczny, bo obnaża zasadniczą słabość hoplofobów – wbrew temu, co twierdzą, nie chodzi wcale o nadzwyczajne niszczycielskie możliwości broni, lecz o jej kulturowe i symboliczne znaczenie – Paliwoda boi się plastikowej zabawki na kulki, a nie obawia się innych, powszechnie dostępnych przedmiotów, za pomocą których krzywdę bliźniemu można wyrządzić dużo skuteczniej.

Ludzie, cierpiący na hoplofobię, nienawidzą więc tylko tego, co broń oznacza, zapewne z różnych powodów. Przeszkadza im broń jako artefakt, fetysz. Ich fobia może mieć różne źródła – może brać się ze zwykłej niekompetencji, a może również być efektem niechęci do wzięcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny. Człowiek bezbronny, kiedy ktoś zgwałci mu żonę, może mieć żal do policji, że nie przybyła na czas, może skarżyć się na ludzką znieczulicę – bo nikt nie pospieszył z pomocą, może wreszcie wyrzucać sądom, czy komu tam jeszcze, że nie zadbała o prewencję, w każdym razie – na nim nie ciąży żadna odpowiedzialność za obronę swoich bliskich.
Człowiek zbrojny nie będzie miał wymówek dla własnego tchórzostwa albo dla własnej niefrasobliwości. Nie każdy zaś lubi taką odpowiedzialność.
Niestety, wybierając własne rozbrojenie i scedowanie ciążącego na każdym mężczyźnie obowiązku na policję, cierpiący na hoplofobię, nie chcą źle wypadać na tle społeczeństwa. Odpowiadają im więc narzucone przez rosyjskiego i radzieckiego zaborcę prawa, rezerwujące broń wyłącznie dla agend państwowych (które – umówmy się – w kraju doświadczonym przez działalność takich zbrojnych organizacji jak gestapo, NKWD, UB, SB i co tam jeszcze, powinny być traktowane z nieufnością nieco większą, niż przeciętny obywatel).
Ot, taka mentalna i moralna kastracja.

16 thoughts on “Przestraszony Paweł Paliwoda

  1. Brawo – nie ma to jak intelektualnie zgnieść kiełkujący pęd głupoty.

  2. bardzo inteligentna riposta na żałosny artykuł Paliwody

  3. Co zresztą począć, gdy pan Paligłupa pisze totalne banialuki na temat, o którym bladego pojęcia nie ma? Polactwo, cholera jasna, polactwo…

  4. Czasem brak słów na prezentowaną w mediach papkę bzdur i tanich sensacji. Powyższy tekst-odpowiedź czytałem z przyjemnością. Nic dodać, nic ująć.

    @Mike, ja jednak wierzę, że Polaków stać na jakość, a takie przypadki jak Pan Paweł Poliwoda będą z czasem gatunkiem wymierającym…

  5. a jednak … cegłę stworzył człowiek myślący o budowie domu,
    ołówek – ktoś kto chciał coś napisać, lub narysować …
    twórca broni nie myślał o tworzeniu czegokolwiek. twórca broni chciał zabić. i stąd być może bierze się ten lęk, być może nie tak do końca irracjonalny.

  6. Hmmm… niby tak… a jednak nie do końca…

    Oczywiście nie można dać się zwariować a p. Paliwoda trochę za bardzo „pojechał” z zarzutami. Nie powiecie jednak, że repliki nie są baaaardzo realistyczne (to jedna z głównych zalet air-softu) i w sytuacji zagrożenia nawet nabardziej wytrawni i doświadczeni maniacy ASG mogliby mieć spore problemy w stwierdzeniu, czy jest to replika czy nie (nie sądzę, że starczyłoby mu na tyle zimnej krwi, by spojrzeć w lufę lub szukać logotypu producenta). Odnośnie ASG vs. cegła… gwarantuję, że osoba uzbrojona w cegłę będzie ratowała się rejteradą jako pierwsza bo nie będzie wiedziała że to tylko wiatrówka i myślę, że to właśnie jest główny przekaz artykułu p. Paliwody.

    Podsumowując: trochę racji jest po każdej stronie. P. Paliwoda nie popisał się doborem argumentów, ale z kolei autor ww. riposty nie popisał sie wystarczająco obiektywnym spojrzeniem na sprawę – o to jednak trudno, bo wnioskuję, że jest to podyktowane pasją do tej zabawy/sportu.

    Wiem, że z ogromną niechęcią podchodzi się w „środowisku” do pomysłów z malowaniem luf (jak to jest bodajże w Niemczech) ale jest to sposób na rozwiązanie problemu poruszonego przez p. Paliwodę. Niestety rozgrywka przez to straciłaby niewątpliwie na realiżmie… Może jest inny sposób – jakieś pomysły?

    Pozdrawiam,

    Michał

  7. Gwoli ścisłości, tylko wyjaśnię: air-soft mnie wcale nie interesuje. Strzelam dużo z broni palnej, karabiny na kulki mnie jakoś nie ciągną. To tak a propos rzekomej pasji, którą miałbym posiadać.

  8. @Michał: „Wiem, że z ogromną niechęcią podchodzi się w “środowisku” do pomysłów z malowaniem luf (jak to jest bodajże w Niemczech) ale jest to sposób na rozwiązanie problemu poruszonego przez p. Paliwodę.” To nie sposób – broń palną w drugą stronę można pomalować i wykorzystać to jak kamuflaż, replice lufę też można pomalować. Jedyne co można by u nas zrobić, to kontrolować/ograniczyć możliwość kupowania tego typu zabawek przez dzieci. Nie mniej pan Paliwoda próbował doszukać się sensacji, gdzie jej nie ma. A bandyta jak będzie chciał, tak broń będzie miał.

  9. Regdorn – to prawda, jednak groźniejsze z punktu widzenia „ogółu społeczeństwa” jest podszywanie się łatwodostępnej repliki pod prawdziwą broń niż odwrotnie. Właściwie ciężko mi wyobrazić sobie celowość takiej sytuacji, chyba że w przypadku nowego scenariusza do Jamesa Bonda, jako sposób przemycenia „jarmarcznej” broni do najpilniej strzeżonej bazy szalonego naukowca :)

    Odnośnie: „bandyta będzie chciał – będzie miał” – tu problemem nie są czynni bandyci (ci, różnego kalibru bandyci rzeczywioście jakoś sobie radzą i jakoś sobie radzić będą), a raczej nowi i potencjalni, dla których repliki broni dają bardzo szerokie pole do popisu i mnóstwo możliwości. Ten 14-latek wpadł na pomysł napadu rabunkowego na sklep – został złapany. A może wcześniej ćwiczył w szkole/osiedlu/podwórku… oczywiście to tylko gdybanie.

  10. Ciekawe czy teraz, po strzelaninie w sieradzkim ZK ktoś zaproponuje żeby odebrać broń Straży Więziennej?

  11. Autor tego artykulu popada w te sama pulapke mentalna, co autor artykulu z ktorym sie spiera.

    Pan Paliwoda stawia niepotrzebny znak rownosci miedzy zabawkami i bronia, wysuwajac raczej smieszne argumenty przeciwko REPLIKOM jako potencjalnym narzedziom terrorystow. Natomiast powyzsza (nomen omen) replika traktuje o strachu przed prawdziwa bronia. To moim zdaniem nadinterpretacja, sugerujaca byc moze kompleksy reprezentowane przez duza czesc srodowiska paramilitarnego i okolomilitarnego w Polsce. Kompleksy nizszosci w stosunku do pracownikow resortow silowych, ktorym bron przydzielona jest jako narzedzie pracy. Kompleksy, ktore usiluje sie maskowac dorabianiem „misji” (nikt Panu Twardochowi nie narzucil obowiazku stania na strazy bezpieczenstwa – skad taka interpretacja moralnych powinnosci zwiazanych z posiadaniem broni? To przeciez tylko narzedzie…), propagowania ideologii uzbrojenia spoleczenstwa jako lepszego rozwiazania niz sprawny aparat bezpieczenstwa, i ogolne przekonywanie siebie i wszystkich dookola, ze prywatny uzbrojony obywatel zarabiajacy uczciwie i w chwilach wolnych cwiczacy to niemal to samo co policjant i zupelnie co innego niz „hoplofob”.

    Osoby, ktore boja sie broni – boja sie tego, co ona reprezentuje. A jest narzedziem stricte do zabijania ludzi. To nie symbol – to przeznaczenie narzedzia. Olowek sluzy do pisania. Srubokret do wkrecania srub. Struna fortepianowa do zalozenia jej do instrumentu. Noz – do krojenia chleba, kabli, sznurkow i co tam trzeba jeszcze uciac. A bron palna sluzy wylacznie do „samoobrony z zamierzonym skutkiem smiertelnym”, czyli po ludzku mowiac, do zabijania ludzi. Do niczego wiecej, no chyba ze do porobienia dziurek w papierze o ksztalcie ludzkiej sylwetki z odleglosci 7 – 300 metrow.

    W demokratycznym spoleczenstwie z rozwinietym systemem ochrony czlowiek ma prawo oczekiwac, ze umiejetnosc poslugiwania sie tym narzedziem nie implikuje jednoczesnie obowiazku noszenia jej i brania na siebie „odpowiedzialnosci za bezpieczenstwo”. Ale w powyzszym artykule ja przynajmniej odczytuje cos przeciwnego – poczucie misji, niemal na miare roty przysiegi oficera ABW…

    Tak przy okazji, ile razy autor tego artykulu strzelal do ludzi w obronie czci swojej zony/ cnoty corki/ miru domowego, ze zbudowal tak wspaniala teorie generalizujaca hoplofobow jako jednostki aspoleczne w przeciwienstwie do wiecznie gotowych do akcji apostolow humanizmu i oswieconego spoleczenstwa z Glockiem na pasku? Pomijajac juz, ze oprocz rosyjskiego i radzieckiego zaborcy takie prawa maja Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi i kilka innych krajow przez wiekszosc ludzi uznanych za rozwiniete… za wyjatkiem pewnej grupy ludzi, ktorzy w dorabianiu ideologii do swojego hobby sa tak zacietrzewieni, ze ukuto na nich okreslenie. „Gun freaks”.

    Szanowny Panie Twardoch. Jesli w Polsce dojdzie do popularyzacji broni i umasowienia dostepu do niej w mysl idei, ze kazdy prawdziwy mezczyzna powinien dzierzyc w swych spodniach/kaburach zinstrumentalizowany obowiazek obrony najblizszych/Ojczyzny/Boga/Cnoty Zony (co jest osobnym tematem na osobna debate – o dostepie do BRONI) to wlasnie wtedy REPLIKI powinny zostac objete rygorystyczna kontrola obrotu.

    Bo jesli w swiadomosci spolecznej zagosci zrozumienie funkcjonowania broni palnej i implikacji jej dobycia przez 14-latka podczas napadu w zatloczonym miejscu, to do takich dzieci zacznie sie strzelac. „Mozambikiem” z ugietych kolan – lub wrecz z przykleku, jesli dziecko jest male.

    Pozdrawiam serdecznie

    Krzysztof Leszczynski

  12. Szanowny Panie,

    Pozwolę sobie po kolei odnieść do Pańskich uwag.
    Zostawmy kwestię replik – moim zdaniem niechęć Paliwody do zabawek wynika właśnie ze strachu przed bronią prawdziwą – ale zajmijmy się kwestią broni palnej.

    Przede wszystkim, nie mam żadnych kompleksów. Strzelam bez wątpienia więcej niż przeciętny policjant i sto razy więcej niż każdy żołnierz, wyjąwszy może siły specjalne, pozwalam sobie więc założyć, że strzelam również od nich lepiej. Gdzie tu kompleks?
    Co do misji – nie wiem jak Pan pojmuje obowiązki, które nakłada na Pana sam fakt bycia mężczyzną, dla mnie jednak bycie mężem – i, niedługo, ojcem – zobowiązuje mnie, między innymi, do obrony mojej rodziny przed zagrożeniam. Zrobię to z pozwoleniem państwa, czy bez niego, bo jest obowiązek wyższego rzędu, niż obowiązek przestrzegania prawa.
    Stąd powinność moralna.

    Broń jest narzędziem, natomiast ma to narzędzie setki zastosowań. Broń sportowa służy do dziurawienia papieru albo przewracania stalowych tarcz, broń myśliwska do polowania, „plinking guns” do reakreacji, a cywilna broń bojowa – do wymuszania posłuszeństwa, obrony (przez samą groźbę użycia broni) lub do zlikwidowania potencjalnego zagrożenia w sposób bezpośredni – czyli, do dziurawienia ludzi. Strzelanie do człowieka to ostateczność – zasadnicza większość sytuacji, w któych broń palna została użyta do obrony, skończyła się na samej groźbie.

    Autor artykuły nie strzelał do nikogo, ponieważ zajmuje się strzelectwem sportowym. Zastrzeliłby natomiast każdego napastnika bez zmrużenia oka i bez wyrzutów sumienia (to tak a propos odpowiedzi prof. Wolniewicza na pytanie jakiejś dziennikarki zasmuconej faktem, ze profesor popiera karę śmierci – kto będzie katem? Na co profesor – jeśli nikt się nie znajdzie, to ja się zgłaszam).

    Jeśli chodzi o ustawodawstwo, to prawo włoskie, czeskie, niemieckie, skandynawskie czy rosyjskie – jest zupełnie w porządku. Nie wymagam, aby przeszczepiano na grunt polski rozwiązania szwajcarskie, czy z Vermont. Rozwiązanie rosyjskie lub czeskie byłoby wystarczające – a Panu doradzam lepsze zapoznanie się z kwestią rozwiązania rzeczonej sprawy w poszczególnych krajach Europy, nie tylko w Wlk. Brytanii, w której każde zaostrzenie ustawy o broni palnej prowadzi do zwiększenia statusy broni wśród bandytów i wzrostu ilości przestępstw dokonanych z bronią palną.

    Co do popularyzacji broni – mi wcale na tym nie zależy. Zależy mi na poszerzeniu obszaru wolności – na tym, aby dostęp do broni mieli ci porządni ludzie, którzy broń mieć chcą.
    Na razie wolny dostęp mają jedynie bandyci.

    Pańskie uwagi o strzelaniu do małych dzieci są równie niemądre, co zabawne w swojej naiwności – nie zamierzam na nie odpowiadać.

    A Szanownemu Panu nie życzę, by musiał Pan osobiście sprawdzać jak działa polska policja, której tak szczerze zaufał Pan w kwestii Pana i Pańskiej rodziny bezpieczeństwa.
    Chociaż może niech Pan sobie kiedyś sprawdzi „na sucho”, po jakim czasie przyjedzie do Pańskiego domu wezwany radiowóz.

    Pozdrawiam,
    Szczepan Twardoch

  13. Po kolei zatem replikujac, mozna rownie dobrze napisac odrobine inaczej: ze to strach pana Paliwody przed replikami wynika z niecheci do broni – to jednak jest prywatna sprawa p. Paliwody, ktory nawet watpie czy ten portal czyta.

    Zazdroszcze Panu braku kompleksow. Ja nie zaryzykuje w stosunku do siebie tak smialego twierdzenia, podobnie jak zalozenia, ze strzelajac wiecej na strzelnicy bez wahania zabije napastnika na ulicy. Milo tak sobie pomyslec, ale zycie jest chyba troche bardziej skomplikowane. Nie bede w to wnikal – wierze, ze Pan w to wierzy.

    Samo poslugiwanie sie terminem „prawo moralne” stawia Pana, Panie Twardoch, w bardzo chybotliwej sytuacji. Ten termin jest zbyt czesto uzywany przez asekurantow, ktorzy boja sie odpowiedzialnosci. Pisze Pan o obowiazku wyzszego rzedu niz przestrzeganie prawa, ale nie pisze Pan o gotowosci poddania sie karze nalozonej przez to prawo – przeciez to przeczy koncepcji obowiazku. Stad tylko krok do fundamentalizmu i relatywizacji etycznosci dzialan wzgledem wlasnego pojmowania moralnosci.

    Czlowiek odwazny, zyjacy w realnym swiecie powie „nie mam prawa (spolecznego, zewnetrznego), ale to zrobie i poniose w razie czego konsekwencje (narzucone z zewnatrz)”. Tchorz powie „mam moralne prawo, sankcjonowane przez Boga/ Sile Wyzsza i karanie mnie za to co zrobie jest przejawem spisku przeciwko mnie/ amoralnosci spoleczenstwa i Systemu/ cywilizacji smierci”. W razie czego w wiezieniu poprawi sobie w ten sposob humor, jesli sedzia nie bedzie katolickim fundamentalista.

    Bo cytowany Profesor owszem, zglosil sie na kata. Tylko, ze kat ma legitymacje do zabijania. Wladza bez ryzyka – pozadanie typowe dla wielu przedstawicieli srodowisk akademickich…

    Pan tez by tak chcial – pewnosc, ze po zabiciu domniemanego napastnika (bo martwy bedzie juz tylko domniemany) nie grozi Panu kara? Cos jak licencje na zabijanie dla „porzadnych ludzi”? Pozwolenie kat. A nie ma chyba takiego zalacznika.

    Argument o wielosci zastosowan broni jest tak smieszny, ze trudno go nawet obalac. Oczywiscie – zastosowan broni jest dokladnie tyle, ile wynajdziemy celow, do ktorych mozemy z niej strzelac. Czyli zapomnialem o szeroko pojetym wandalizmie, zabijaniu zwierzat itp. Ach, oczywiscie – jest jeszcze strzelanie sportowe – ktorego zwolennicy podejrzanie czesto ekscytuja sie swoim prawem do samoobrony w stosunku do ludzi, ktorzy na broni pracuja.

    Grozenie bronia jest czynnoscia, ktorej jakos nikt z instruktorow nie zaleca – skad bierze Pan dane o takiej ilosci odpartych atakow za pomoca grozenia? I co to byly za ataki – czy w swietle prawa polskiego (regulujacego takie drobiazgi jak zabijanie ludzi niezaleznie od wyznawanego przez ofiary i zabojcow prawa moralnego czy nawet religii i swiatopogladu) zamiar uzycia broni palnej byl zasadny w stosunku do pierwotnego zagrozenia? Czy tez sluzyl poprawie poczucia wolnosci?

    Absolutnie nie zamierzam polemizowac w sprawie dostepu do broni palnej. Polskie prawodawstwo mi sie podoba. System nie, bo jest tak samo niesprawny jak aparat bezpieczenstwa – ale jest niesprawny ze wzgledu na brak odpowiednich reform na szczeblu wykonawczym. Co wierze, ze sie zmieni. To moja opinia, wyrobiona po wielu konfrontacjach ze zwolennikami i przeciwnikami dostepu do broni palnej. Nie o tym tu dyskutujemy.

    Nie o broni pisze, lecz o jej pojmowaniu w spoleczenstwie, domniemanej „symbolice” i niebezpieczenstwie dostepu do replik malych dzieci.

    Moje uwagi o strzelaniu lub interwencjach z bronia w stosunku do 14-latkow biora sie z doniesien prasowych ze stanow USA, gdzie bron jest powszechniejsza i gdzie policjanci wiedza, ze dziecko z bronia w szkole czy na ulicy nie jest mitem. Pan jako niedlugo ojciec moze zweryfikowac ten poglad gdy Pana dziecko zacznie biegac po podworku z wierna replika bez zadnego nadzoru.

    Nie moze Pan odpowiedziec na moje wczesniejsze uwagi na ten temat, poniewaz dotycza one sytuacji realnych opisanych i doswiadczonych przez funkcjonariuszy z wielu regionow swiata. Nie zas teoretycznej ekwilibrystyki umyslowej opartej na cwiczeniu wlasnej wyobrazni w polaczeniu z popisem elokwencji.

    Swiat w jakim zyjemy jest niedoskonaly, tak samo jak prawo i jego wykonawstwo, Policja i sami obywatele. Roznica pomiedzy realnym swiatem a swiatem fantastow polega na tym, ze czlowiek w realnym swiecie boi sie przeznaczenia narzedzia (broni), bo nie wie, w co/kogo jest wymierzone (i czy jest prawdziwe). Natomiast fantasta sklonny jest (w rozpedzie intelektualnej ekwilibrystyki sluzacej uzasadnieniu wlasnego hobby – strzelectwa) do przypisywania innym ludziom strachu przed symbolika ktora sam stworzyl, sam zinterpretowal i sam przypisal tym ludziom. Zakladajac, ze ma racje, poniewaz swiat jego idei jest doskonaly. Co jest prawda – swiat ow jest doskonaly – tylko, ze nie ma on nic wspolnego ze swiatem realnym.

    Co zreszta widze po tej jakze celnej poradzie zgloszenia sytuacji interwencyjnej Policji „na sucho”… Zakladam, ze juz Pan tak robil?

    Pozdrawiam serdecznie

    Krzysztof Leszczynski

  14. Cały problem z Pańską argumentacją jest taki, że przedstawia Pan własne fantazmaty jako obiektywnie obowiązujące, zestawiając je z moimi poglądami – wedle Pana, z dziedziny fantazji. Podczas, kiedy jest dokładnie na odwrót. Nie odwołuję się do utopijnego „powszechnego dostępu do broni”, czy „narodu strzelców” – tylko do rozsądnego i sensownego rozwiązania naszych sąsiadów zza południowej granicy, w którym kontrolą dostępu do broni nie zajmuje się policja, lecz cywilny urzędnik, a kryteria uzyskania pozwolenia – na dowolną ilość jednostek – są jasne (niekaralność i zdrowie psychiczne), a przy ich spełnieniu wydanie pozwolenia – obligatoryjne. Tylko o to mi chodzi.

    Pańskie argumenty ad personam uznaję za obelżywe i nie zamierzam z Panem podejmować dalszej dyskusji. Tyle z mojej strony.

  15. Stosowanie argumentow „ad personam” w replice „pietnujacej glupote” musi sie istotnie roznic od tych stosowanych w dyskusji.

    Kolejny przejaw relatywnosci „prawa moralnego”

    Na podstawowy problem mojej repliki Pan nie odpowiedzial – skad przekonanie, ze p. Paliwoda operuje taka a nie inna symbolika. Czy jest to wielka strata – historia osadzi.

    Pozdrawiam serdecznie

    Krzysztof Leszczynski

  16. Ja otóż reprezentuje dużo dzieci – airsoftowców którzy mają repliki, sam mam 14 lat i gram w airsoft tak samo jak inni.Według mnie nie powinno być ograniczeń wieku do tych „Zabawek” na kulki