Kuroń, Kołakowski, Woroszylski zbrojni rewolwerem

Na marginesie dyskusji na Forum Frondy o moim eseju poświęconym „Wieszaniu”, pojawiła się interesująca kwestia – Woroszylskiego i Kołakowskiego, noszących broń w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, do których ja dorzuciłbym jeszcze obnoszącego się pistoletem Kuronia.

Warto przy tym jasno naświetlić kontekst tej zbrojnej inteligencji końca lat czterdziestych i początków pięćdziesiątych.

Hoplofobia współczesnej polskiej policji ma swoje źródło w bohaterskich czasach walk z „antykomunistycznymi bandami” lat czterdziestych i pięćdziesiątych – jestem świeżo po upojnej lekturze materiałów szkoleniowych SB z końca lat osiemdziesiątych i ten pionierski, kombatancki okres jest tam świadomie przedstawiany jako mit założycielski dzielnej milicji i całego „resortu”.

Milicja lat czterdziestych miała na punkcie broni obsesję, kiedy czyta się dokumenty z tamtych czasów, kwestia uzbrojenia partyzanta, miejsca ukrycia broni, zdania jej przy amnestii, czy nie zdania, ilości broni, pochodzenia, amuniji jest absolutnie pierwszoliniowa – co jest oczywiście zrozumiałe.
Udzielenie pozwolenia na broń było wtedy aktem najwyższego zaufania, było nie tylko czynnościa praktyczną – pozwalamy temu a taeu nosić parabelkę albo walthera – było aktem symbolicznym, swoistym”pasowaniem na swojego”. Dlatego ten rewolwer, z którym obnosił się Kuroń – ten element ostentacji jest bardzo ważny – wzbudzał swojego czasu takie emocje.
Efektem tego były, potem, w latach osiemdziesiątych, uporczywe starania SB o przypisanie zbrojnego charakteru Solidarności – i obligatoryjne zbrojenie „swoich” – o czym ciekawie pisał Urban.

Wypływające ostatnio fakty, którym się strasznie wszyscy ostatnio dziwią – dlaczego taki Stokłosa miał pozwolenie na broń, skoro leczył się psychiatrycznie, dlaczego legalną broń mieli różni gangsterzy, wielokrotnie karani, chociaż niekaralność jest rzekomo podstawowym kryterium, jakim policja się kieruje, decydując o udzieleniu pozwolenia – są prostą konsekwencją tamtej postawy, mentalność poli-milicyjniaków nie zmieniła się ani na jotę – broń dla nich jest symbolem przynależności, przywilejem zarezerwowanym dla „naszych”. I dlatego właśnie policja dziś rękami i nogami broni elementu uznaniowości, zawartego w ustawie o broni i amunicji – bo wszystko inne to nieistotne szczegóły, pic na wodę i fotomontaż, ważny jest tylko ten jeden, mały zapis, który twierdzi, że ostateczna decyzja w kwesti udzielenia pozowolenia zawsze należy do policji – a nie np. do cywilnych władz samorządowych, jak wszędzie indziej w cywilizowanych krajach Europy i świata.

One thought on “Kuroń, Kołakowski, Woroszylski zbrojni rewolwerem

  1. Nie jestem pewien, ale prof. Baczko też chyba chodził na uczelnię wl.40tych z bronią.