1. Wśród materiałów z IPNu, czyli sucho zredagowanych i oprawionych w tomy ubeckich dokumentów, jedna książka ciekawa nie tylko faktograficznie – „Oczami bezpieki” Cenckiewicza.
Parę interesujących szkiców, najciekawszy o resortowym montażu, który zaowocował powrotem Wańkowicza do Polski.
Márai tymczasem pisze – „od kolaboranta, wysługującego się komunistom, gorszy jest tylko kolaborant, któremu wysługują się komuniści„. Nie wrócił ani w latach pięćdziesiątych, ani w sześćdziesiątych, ani później – ze względu na moralny wymiar emigracji, bo przecież nie ze strachu przed śmiercią opuścił Węgry. Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych chciano wydać na ciągle komunistycznych jeszcze Węgrzech jego dzieła wszystkie – odprawił zainteresowanych z kwitkiem, „póki jeden sowiecki żołnierz stacjonuje na węgierskiej ziemi”.
2. W sobotniej „Rzeczpospolitej” bardzo dobry tekst Cichockiego, o politycznym wymiarze „Wieszania”. Szczególnie jedna teza Cichockiego współgra z tym, co ostatnio nie daje mi spokoju – Cichocki pisze o „przelukrowaniu pierwszego ruchu Solidarności etycznością”. Wpisuje się to oczywiście w polską tradycję, w której nie prowadzi się walki politycznej dla osiągnięcia politycznych celów (np. niepodległości), lecz angażuje się w walkę Dobra ze Złem, niewinnych ofiar z plugawymi moralnie oprawcami, słowem, angażuje się w konflikt o wymiarze etycznym i moralnym, nie politycznym. Taka była „Solidarność” – nawet w swoim najbardziej radykalnym wymiarze, który nie zgodził się okrągłostołowy kompromis, w „Solidarności Walczącej”, która stawiała sobie cele jasne i radykalne, nie wykluczała nawet, w teorii, walki zbrojnej – tam również panował dyskurs wyłącznie moralny, nie polityczny. Stąd – zło SB jako instytucji miałoby czaić się w niemoralnych metodach, do jakich SB uciekało się w zwalczaniu np. Kościoła czy opozycji. Szantaż, kłamstwo, przekupstwo – czasem przemoc, zabójstwo.
Można sobie zadać natomiast pytanie – wywiad jakiego państwa nie ucieka się do takich metod?
Powszechność ich stosowania nie czyni, oczywiście, z zabójców księdza Popiełuszki dobrych patriotów – ale zabijanie przeciwników politycznych uprawiane było po obu stronach żelazanej kurtyny. To etyczne przelukrowanie „Solidarności” zaowocowało tym, że dzisiaj, skupiając się na metodach działania resortu – istotnie niemoralnych, ale zwyczajnych dla tego typu instytucji na całym świecie – zapominamy o podstawowej moralnej winie każdego funkcjonariusza resortu, od szyfranta, przez maszynistkę, po oficera operacyjnego z Grupy D. Tą moralną winą była zdrada.
Esbecy nie służyli Polsce, lecz Rosji, byli więc przede wszystkim zdrajcami polskiej racji stanu, i za to należy im się potępienie i kara, bo to mieści się w wymiarze politycznej walki o polityczne cele. Cała reszta ma znaczenie drugorzędne.
Myślę w tym kontekście o „Walkach ulicznych” Stefana Roweckiego. W tej publikacji z 1927 roku, której reprint niedawno się ukazał, późniejszy dowódca AK prezentuje metody walki ze zrewoltowanym tłumem, metody tłumienia rewolucji w mieście, od taktyki walk miejskich, metod budowy doraźnych fortyfikacji, barykad, etc. – aż po całościowe zagadnienia zwalczania rewolucji.
Jako przykłady Rowecki streszcza bolszewicką metodykę wojny domowej oraz przedstawia przykłady stłumionych rewolucji – w Hamburgu, w Berlinie i w Bułgarii, charakteryzując i analizując działania zbrojne godzina po godzinie.
W rozdziale o tłumieniu zamieszek, padają stwierdzenia dla dzisiejszego czytelnika szokujące – np. twarde stwierdzenie, że po trzykrotnej groźbie użycia broni, pierwsza salwa w gromadzący się, zrewoltowany tłum nie może być na postrach, nad głowami, właśnie pierwsza salwa musi być wymierzona w ludzi, dopiero kiedy padną pierwsze trupy, wtedy można strzelać na postrach.
Dzisiaj rzecz niewyobrażalna – strzelających pod „Wujkiem” zomowców z plutonu specjalnego wreszcie, słusznie skazano za strzelanie do – w ich pojęciu – zrewoltowanego tłumu.
Czy więc na przykład w przypadku hipotetycznej komunistycznej, zbrojnej rewolty w Łodzi, polscy żołnierze strzelający do polskich, komunistycznych robotników dokonali by czynu o takiej samej wartości moralnej, jak zomowcy, strzelający do górników pod Wujkiem?
Wojsko było przecież w II RP kilkakrotnie używane do zbrojnego tłumienia wystąpień zupełnie nie hipotetycznym.
Jeśli przyjmiemy solidarnościową optykę etycznego lukru, to musimy się z tą tezą zgodzić.
Jeśli natomiast zostaniemy przy optyce walki politycznej o cele polityczne, to zomowców spod Wujka potępimy przede wszystkim za zdradę polskiej racji stanu, i to zdradę posuniętą tak daleko, że w interesie Rosji nie zawahali się zabijać. Żołnierzy i dowódców, tłumiących robotnicze zamieszki w imieniu II Rzeczpospolitej, rozliczy Bóg, z tego, czy zastosowane metody i środki były adekwatne do sytuacji, z tego, czy zdawali sobie sprawę z moralnej powagi sytuacji, w której trzeba strzelać do robotników-współobywateli, z tego czy na pewno dołożyli wszelkich starań, aby rozlew krwi był na jak najmniejszą skalę.
Jeśli chodzi o zomowców spod Wujka, to na Boży osąd czekać nie musimy, bo poza wszelkimi wątpliwościami jest jeden, podstawowy fakt – zdrada.
Problem zazwyczaj jest jednak bardziej złożony. Oczywiście niekoniecznie to co ja piszę by pasowało do „Wujka”, czy pierwszej „S”. Chodzi o definicję „polskiej racji stanu”. I tutaj chyba odwieczny i nierozwiązywalny w kontekście pytania polski przykład (nie z historii najnowszej ;)). Noc listopadowa. Kto reprezentował wtedy polską rację stanu i realizm polityczny : podchorążowie, czy generalicja. Tradycja romantyczna i Łojek każą nam wierzyć, że podchorążowie ;) Ale ja nie jestem przekonany czy generałowie Nocy Listopadowej byli tak po prostu zdrajcami (choć przecież opowiedzieli się w opinii „młodych” za carem) czy może widzieli dalej niż emocje Wysockiego i kolegów :) Wychodzi chyba na to, że nawet jak się staramy to nie potrafimy uciec od myśleniu o wydarzeniach historycznych za pomocą pojęć etycznych.
Ale czy jesli przyjmiemy te optyke widzenia, to kazdy czlowiek powinien przyjac pewien sposob wartosciowania, ze poki dla ojczyzny, to wszystko wolno? Nie. Czyz etycznym jest wyslugiwanie sie wrogowi ojczyzny? Czy slusznym jest sluzenie ojczyznie, w imie ktorej sygnuje sie najciezsze zbrodnie? Nie jest. Czy bedac zwyklym obywatelem mozna odrzucic okrucienstwa dokonane przez suwerenne panstwo? Czy mozna w imie przeciwdzialania temu czynic szkode swojemu krajowi? Polityka pozostanie dziedzina, w ktorej partykularyzm bedzie krolowac, ale przenoszenie tej logiki na szarego czlowieka nie wydaje mi sie szczesliwa idea.
„przelukrowanie etycznoscią” z pewnością miało miejsce, należy jednak zauważyć, że ‘Solidarność’ w walce z systemem nie miała zbyt wiele alternatyw. Ustawianie się na pozycji moralnej wyższości nie przynosiło może bezposrednich skutków, ale istotnie wpływało na nasz wizerunek za granicą.