Pisałem już tutaj, swojego czasu, o ludziach, dla których demonstrowanie nienawiści do Kaczorów jest aktem samoidentyfikacji, z jakąś, bliżej nieokreśloną, elitą. Nie mam do nich pretensji, to wykształceni prostaczkowie, którzy wielbiliby nawet Bokassę, gdyby wystarczająco długo pokazywali go w TVN. Spełniają oni, bez wątpienia, definicję inteligenta sformułowaną przez Jerzego Jedlickiego – ale żadnej innej.
Charakterystyczną cechą tego środowiska jest niezamierzony komizm, wynikający dramatycznej rozbieżności wzniosłości używanej retoryki względem sprawy, jaką się akurat zajmują.
Charakteryzują ich również płaczliwe moralniactwo i skłonność do werbalnej egzaltacji, poza tym środowiskiem spotykane w takim stężeniu tylko w Radiu Maryja, chociaż oczywiście tam w innym odcieniu. Wspólny egzaltowany i płaczliwy język znalazły zresztą oba te środowiska przy sprawie abp Wielgusa – słusznym instynktem wiedzion, potruchtał on na skargę do Gazety Wyborczej, która wzniosła się ponad podziały i otworzyła szeroko przed nim swoje łamy.
Dobrze wychwycili ten egzaltowany, wysoki diapazon spece od reklamy – o tym właśnie chcę napisać.
Otwieram sobie dziś okienko gadu-gadu, celem napisania paru słów do kolegi, aż tu nagle wyskakuje mi zabawna reklama dezodorantu, w której dziewczę okłada się po tyłku ramieniem manekina. Reklama jak reklama, całkiem zabawna – ale towarzyszy jej wielki napis: „Powiedz NIE cenzurze!”
Jako, że jestem gorącym wyznawcą wolności słowa, natychmiast na ów migający banner kliknąłem – i pokazał mi się pan Artur Kurasiński, który walczy z cenzurą, oraz jego strona.
Na czym miałaby ta cenzura polegać? Otóż, jakieś stacje telewizyjne nie pokazują jakoby rzeczonej reklamy przed 23. Toż to, panie dzieju, faszyzm! Świat się wali, wartości europejskie są zagrożone, a na Jamajce napiszą o nas źle w gazetach. Należałoby zwrócić się do Unii Europejskiej z prośbą o zbrojną interwencję w obronie reklamy z panną tłukącą się manekinem po tyłku. Profesor Geremek mógłby wtedy zostać generalnym gubernatorem w tym kraju, zamieszkałym przez lud, niedorosły do demokracji.
Jestem przekonany, iż siedzi przed monitorami cała rzesza wykształconych prostaczków, która, odwiedziwszy stronę przeciwko cenzurze, ulegnie moralnemu odruchowi i poprze tego dzielnego, młodego człowieka, który walczy z mrocznym reżimem.
To należy specom od reklamy dezodorantu zaliczyć na plus, dobrze wczuli się w nieskomplikowaną psychikę swojego targetu, który kliknie co trzeba i poczuje się przez chwilę jakby właśnie osobiście stawał przeciwko czołgom na placu Niebiańskiego Spokoju.
Zamiar sie powiódł, bo w głowie statystycznego prostaczka nie pojawi się pewnie nawet cień podejrzenia, iż cała sprawa mogłaby być zwykłym w pr-owskiej branży nakręcaniem medialnego szumu, który ma uzupełnić – swoją drogą, dowcipną, przemyślaną i chyba skuteczną – kampanię reklamową taniego dezodorantu dla ludu. Nie wykluczałbym nawet, że są i tacy poczciwcy, dla których zakup wspomnianego dezodorantu stanie się obywatelskim obowiązkiem. Guerilla marketing się to nazywa, jeśli dobrze pamiętam z czasów, w których zajmowałem się książkami dla marketingowców.
Słowem, diagnoza intelektualnych możliwości (w zasadzie, ich braku) i emocjonalnych odruchów targetu, w który panowie i panie z tworzącej kampanię agencji celowali – bardzo trafna. Brawo!
Gorzej wyszło im oburzenie strasznym gwałtem na wolności słowa, jakim jest wystosowanie pisma z prośbą o emitowanie reklam po godzinie 23 – bo okazało się, jak widać na wspomnianej stronie, że reklama jednak jest emitowana. Taki kiks osłabia całą akcję.
Pan Kurasiński konfidencjonalnie zdradza, że dwie stacje telewizyjne ugięły się przed tym strasznym aktem terroru, ale inne nie. Jesteśmy wzruszeni, są jeszcze w Polsce ludzie, którzy odważnie sprzeciwiają się faszyzacji rzeczywistości społecznej!
Our government has kept us in a perpetual state of fear – kept us in a continuous stampede of patriotic fervor – with the cry of grave national emergency — General Douglas MacArthur
The pen is mightier than the sword, and considerably easier to write with — Marty Feldman
I’m not going to have some reporters pawing through our papers We are the president — Hillary Clinton
Finding the occasional straw of truth awash in a great ocean of confusion and bamboozle requires intelligence, vigilance, dedication and courage. But if we don’t practice these tough habits of thought, we cannot hope to solve the truly serious problems that face us and we risk becoming a nation of suckers, up for grabs by the next charlatan who comes along.