Jarosław, Cat Jarosława

Jarosław Marek Rymkiewicz udzielił bardzo interesującego wywiadu „Rzeczpospolitej”, reprezentowanej przez bezradną trochę wobec osobowości poety Joannę Lichocką.

Lektura sprawiła mi ogromną frajdę. Rymkiewicz robi coś niesłychanego: intelektualista pierwszej ligi, mówi, że „wszystko co robi Jarosław Kaczyński, jest dobre dla Polski, włączając w to nawet jego błędy”.

Nie jest to postawa serwilistyczna, jak u chociażby, toutes proportions gardées, Rosiewicza, który, odrzucony przez artystyczne salony i saloniki, robi z siebie idiotę na scenie, śpiewając dla PiSu jakieś potworne, propagandowe szlagiery. Czy jak – aby dodać dla odpowiedniej symetrii, całego legionu artystów, zakładających, że w chórze moralnie oburzonych ostrzegaczy przed totalitaryzmem ich głosu zabraknąć nie może. Czy tych, którzy pięćdziesiąt lat temu pisali o „nowego człowieczeństwa Adamach”, co nie tylko pomogło w karierze za peerelu, ale utorowało również drogę na salony najwyższe, międzynarodowe.

Rymkiewiczowi Jarosław Kaczyński nie jest do niczego potrzebny. Nie może dać mu niczego, czego Rymkiewicz już by nie posiadał, ani odebrać tego, co Rymkiewicz już ma.
Określając Kaczyńskiego mianem największego polskiego polityka od śmierci Piłsudskiego, Rymkiewicz dokonuje zaś aktu wielokrotnie odgrywanego w historii – bezinteresownego zawierzenia artysty względem wielkiej, politycznej osobowości. Nie – polityka, lecz właśnie osobowości.
Takich przykładów w historii europejskiej kultury jest bardzo wiele, chociaż oczywiście o wiele mniej, niż przykładów artystycznego serwilizmu, pełnionego z nadzieją na stypendium lub grant.
Najlepiej jednak odwołać się do przykładu, który z postawą Rymkiewicza kojarzy mi się najbliżej: to hołd, jaki Stanisław „Cat” Mackiewicz złożył Józefowi Piłsudskiemu, namaszczając go po swojemu na kandydata do korony polskiej. Bezinteresowności intencji Mackiewicza łatwo dowieść, przypominając jego wizytę w Berezie Kartuskiej – umiłowanie dla Piłsudskiego nie przekładała się u Cata na atencję dla piłsudczyków, którzy zaliczali się raczej, poza paroma świetnymi wyjątkami, do ludzi nieciekawego formatu. Rymkiewicz tego nie mówi, ale trudno mi uwierzyć, aby mógł darzyć atencją ten zastęp beznadziejnych kreatur, robiących w telewizji za tzw. „twarze PiSu”, albo nawet drugiego – nijakiego, niezdarnego i nieudanego brata.

Rymkiewiczowi obcy jest panujący w szeregach ćwierćinteligentów wstręt wobec polityki. Najlepszą metodą na przypisanie się do gatunku ludzi lepszych jest dziś deklarowanie obrzydzenia do polityczności jako takiej, do walki o władzę, które to deklarowane obrzydzenie ma w założeniu kreować widoczną, moralną wyższość obrzydzonego, a w rzeczywistości świadczy wyłącznie o jego naiwności. Jedyną wizją Polski, na jaką stać idoli przeciętnego wykształciucha, jest jakaś wizja burżuazyjnej zasobności, z polityką zredukowaną do funkcji zarządzania redystrybucją niezbyt wysokich i niezbyt niskich podatków. Pokochał taką niską wizję Polski nawet Cezary Michalski, ze swoją obsesją centrum i liberalnego minimum, tymczasem Polska potrzebuje głębokiej polityczności, aby trwać. Polska albo będzie wielka, albo nie będzie jej wcale, zostanie tylko dystrykt polskojęzyczny, uwięziony między autostradami, supermarketami i pomnikami Jana Pawła II. Bez politycznej walki na śmierć i życie, bez politycznej krwi, Polska straci tę niewielką szansą, jaką jeszcze posiada, na bycie czymś więcej niż tylko zapyziałą prowincją, ciułającą swoje grosiki na drodze do raju mieszczańskiej, tandetnej zamożności.

Warto dodać, że Rymkiewicza uwielbienie dla Jarosława Kaczyńskiego nie ma charakteru ideologicznego. Rymkiewicz nie wielbi Kaczyńskiego za to, że ten ma jakieś wyjątkowo celne i bardzo określone poglądy, w domyśle prawicowe. Kaczyński poglądów prawicowych raczej nie posiada, lokując się w jakimś wygodnym i raczej nieokreślonym centrum, z wyraźną afirmacją wartości post-rewolucyjnych. Światopogląd Kaczyńskiego ma jednak, w ogóle, znaczenie drugorzędne. Poglądem Jarosława Kaczyńskiego jest Polska i dlatego Kaczyński jest mężem stanu.
Polityczny charakter Kaczyńskiego nie jest zdefiniowany ideologią, lecz racją stanu – i dlatego, w istocie, projekt IV RP nie jest projektem „Polski prawicowej”, czy „Polski katolickiej” – jest projektem „Polski w ogóle”, zamiast „Polski na niby”. Tutaj Kaczyński również powtarza drogę Marszałka.

Pytanie brzmi, czy Kaczyński podoła odpowiedzialności, jaką na jego barki wkłada Rymkiewicz? Czy okaże się godzien tego wspaniałego, literackiego hołdu, jaki mu Rymkiewicz w swoim średniowiecznym geście składa?

Tego nie wiemy i nie dowiemy się, póki nie obróci się karta w książce Historii.
Marszałek Piłsudski, sam, osobiście, bez wątpienia uratowałby Polskę przed wyborem najgorszego z wszystkich możliwych rozwiązań konfliktu z Niemcami lub Rosją, nieuniknionego, bo wynikającego z geopolitycznej nierównowagi. Jednak, w 1939 Marszałek już nie żył, a za swojego życia nie zdołał wychować następcy i w Polsce w roku 1939 nie było u władzy nikogo, kto potrafiłby Polskę przeprowadzić przez nadchodzący tumult.

Bez wątpienia, o czym sam Rymkiewicz mówi, Kaczyński popełnia wiele błędów. Ale to właśnie ta wielkość, o której pisze Rymkiewicz, zdecydowała, że zdecydował się ogłosić moje wyraźne votum separatum w momencie odejścia Marka Jurka, chociaż uważam, że w kwestii meritum sporu, rację miał ten ostatni a środowisko skupione wokół Marka Jurka jest mi w ogóle światopoglądowo bardzo bliskie. Jednak Polska to coś więcej.

6 thoughts on “Jarosław, Cat Jarosława

  1. Na tej Rymkiewiczowo-Twardochowej zasadzie to i Napoleon albo nawet Lenin są fajniejsi od Marka Jurka. Heute Polen und morgen die ganze Welt

  2. Filipie, ja się bardzo cieszę, ze Marek Jurek jest człowiekiem idei, który na dodatek posiada bardzo prawidłowy, moim zdaniem, światopogląd. Tylko co z tego wynika, skoro Marek Jurek w niepotrzebnym geście stracił wszelki wpływ na rzeczywistość polityczną? Jest wielu ludzi, z których poglądami się zgadzam. O, chociażby Twoja Szanowna Osoba. Po co miałbym popierać Marka Jurka, skoro mógłbym popierać Ciebie, jesteś miłym i mądrym facetem, masz słuszny światopogląd, a przynajmniej znamy się osobiście. Tak samo jak Marek Jurek, też często bywasz w sejmie. :)

    A poważniej, to w tym momencie Marek Jurek więcej może zrobić jako publicysta w „Christianitas”, kształtując kulturę, niż jako polityk, więc zastanawianie się, czy Kaczyński jest od Jurka lepszy, czy gorszy, nie ma już wielkiego sensu, ponieważ znajdują się oni już na innych zupełnie płaszczyznach.
    A więc, Marek Jurek jest na pewno fajniejszy od Kaczyńskiego. Tyle, że nic z tego nie wynika.

  3. „stracił wszelki wpływ na rzeczywistość polityczną” Moim zdaniem nadużywasz bardzo kategorycznych przymiotników. Nie wiem jak mierzysz ten wpływ.

    Kaczyńscy kilka razy „niepotrzebnymi gestami” tracili „wszelki wpływ”. Pamiętasz?

  4. Filipie, jeśli się mylę, to tym lepiej. Będę bardzo zadowolony, kiedy się okaże, że myliłem się, bo moim profańskim oczom niedostępny był jakiś poziom rzeczywistości i Marek Jurek powróci na białym koniu.

    A Prawica Rzeczpospolitej ma fajne logo.

  5. „A więc, Marek Jurek jest na pewno fajniejszy od Kaczyńskiego.”

    Na temat Jurka są też opinie niefajne.

  6. No, Piłsudski też był dyktatorem. Polacy lubią się kłaść pod but albo drugiego brać pod but, demokracja jest raczej dla żydków i innych mięczaków. Myślałem, że trzeźwo myślący Ślązacy mają mniejsze zapędy w tym kierunku (uwielbienia dla autorytaryzmu), ale widocznie nie jest to regułą.