Warto porównać sobie dwa wywiady, jakie w niewielkim odstępie czasu ukazały się w sobotnich wydaniach „Rzeczpospolitej”. W jednym z nich swoje poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego wyraża Jarosław Rymkiewicz, w drugim Wojciech Kilar. Porównanie tych wywiadów jest o tyle cenne, o ile wskazuje na istotną nierównowagę ich ważności. Różnica za nie zasadzie się na „słabszym”, czy „mocniejszym” nazwisku, artystyczna pozycja Rymkiewicza i Kilara jest podobnie niezaprzeczalna, nawet ich wrogowie nie zdołaliby zredukować ich, w zwykły sobie sposób, do poziomu „prawicowego oszołoma” – stąd też może odwaga poety i kompozytora, bo taki panuje klimat w Polsce, że publiczne poparcie polityka, który jest premierem, wymaga pewnej odwagi cywilnej.
Różnica w ważności obu wywiadów polega na tym, że Kilar wyraża po prostu swój podziw względem Kaczyńskiego i poparcie dla jego polityki. Propagandowo, ma to wielkie znaczenie, zasadzone na szacunku dla dorobku i znaczenia kompozytora, jednak Kilar tylko podąża za Jarosławem Kaczyńskim.
Rymkiewicz tymczasem, elegancko i lakonicznie konceptualizuje politykę Kaczyńskiego, wskazuje i wytycza mu drogę, uzasadniając decyzje Komendanta raczej artystycznie i intelektualnie, niż propagandowo. Przesłanie Kilara skierowane jest przede wszystkim do wyborcy, pierwszorzędnym adresatem słów Rymkiewicza jest natomiast sam Kaczyński.
Rymkiewicz, tym jednym, krótkim tekstem, przysłużył się Kaczyńskiemu bardziej, niż wszyscy spin-doktorzy PiSu razem wzięci. Ważni skądinąd spece od marketingu politycznemu pomagają tylko wygrywać wybory, Rymkiewicz zaś wskazał Kaczyńskiemu drogę i perspektywę historycznej wielkości, nie obawiał się jej nazwać i wypowiedzieć, co jest ważniejsze nie tylko dla Kaczyńskiego osobiście, ale dla Polski, która wielkości politycznej bardzo potrzebuje.
Niestety, nie zawsze politycy dorastają do zadań, jakie nakładają im artyści, jak chociażby francuscy rojaliści nie dorośli do literackiej wielkości Chateaubrianda. Z nim zresztą, jako politykiem raczej nieudolnym, na czele w tym niedorastaniu.
Nawet Napoleon okazał się zbyt mały względem wspaniałego konnego portretu na przełęczy św. Bernarda, który musiał w jakimś stopniu uformować samoświadomość cesarza. Pytanie brzmi więc, czy Jarosław Kaczyński podoła brzemieniu wielkości, jakie nałożył mu poeta?
Spróbowałem na to pytanie odpowiedzieć – i postaram się dla tej odpowiedzi znaleźć jakieś gościnne łamy.
Nie mniej ważnym od Kaczyńskiego adresatem wywiadu Rymkiewicza wydaje mi się polski inteligent. Wiele wskazuje na to, że Rymkiewicz (tu popasożytuję na jego bon mocie) ugryzł inteligenckiego żubra w dupę. Echa słychać już w późniejszych wypowiedziach Marka Nowakowskiego i właśnie Wojciecha Kilara. A co za miesiąc z całą pewnością fakt ten zaznaczy się zauważalnym wzrostem poparcia PiS-u przez elektorat z wyższym wykształceniem.
Namieszał Rymkiewicz, namieszał:) Faktem jest jednak, że zwraca się on raczej do inteligentów raczej starszych wiekiem. Słabiej trafia do ludzi przed 30-tką, uformowanych już po 1989 – gdzie polskość była przedstawiana jako ciemnogród i wszystko budowano na kompleksie wobec „Europy”. Ich historiozoficzne wizje Rymkiewicza nie porwą. Będą raczej dowodem starczej sklerozy. Niestety.