Poświęcony Ernstowi Jüngerowi tekst Cezarego Michalskiego z dzisiejszej „Europy” przeczytałem z prawdziwą przykrością. Nie dlatego, oczywiście, że jest tekstem wobec jüngerowskiej koncepcji polityki krytycznym – polemikę z Jüngerem, czy z polskimi popularyzatorami Jüngera czytałbym z rozkoszą, bo jak mawia K. – najbardziej warto czytać teksty, z którymi się nie zgadzamy.
Na początku warto wspomnieć o jasnych stronach tekstu Michalskiego. Słusznie wskazuje na chronologiczny wektor rewolucji konserwatywnej, która demoliberalizm atakuje nie z przeszłości, jak różne sentymentalne konserwatyzmy, lecz futurystycznie – rewolucja konserwatywna jest projektem dla przyszłości, demoliberalizm jest dla niej anachroniczny. Dobrze, że Michalski wspomina o tym, bo jest to element bardzo często pomijany.
Reszta tekstu jest, niestety, żenująca dla kogoś, kto ciągle jest wielbicielem eseisty Michalskiego, autora świetnych „Szkiców z bezstronności”. Michalski nie próbuje dokonać subtelnej analizy jüngerowskiej publicystyki. Może wziął do siebie stary wiersz Świetlickiego, który postanowiłem zacytować tutaj w całości:
„ŻEGNAJ LALECZKO 2
Stare chłopy prowadzą rowery na techno.
Robert Tekieli (naturalnej wielkości)
wypędzający przekupniów ze swojej świątynii.
Jestem stary, nie dyskutuję, strzelam.
Powiedz im, żeby następnym razem przysłali tu kogoś lepszego.”
Cezary Michalski jest już za stary na dyskusje, na ćwiczenia z bezstronności, na analizy i na mozolne szlifowanie stylu. Dzisiaj Cezary Michalski strzela i daje odpór, w imię liberalnego konsensusu, który dziś opętał go bardziej, niż swojego czasu koncepcja Adama Michnika jako złego demiurga antykultury. W imię liberalnego konsensusu, Michalski rozjeżdża Jüngera antysemityzmem, odwołując się niemalże do klasycznego już argumentu ad hitlerum, który, chociaż popularny wśród aktywistów Radykalnej Akcji Antyfaszystowskiej i publicystów Gazety Wyborczej, nie przystoi nie tylko intelektualiście, nie przystoi człowiekowi o podstawowej chociażby inteligencji. Niezależnie od słuszności (Jüngerowi Michalski „przywala” hitlerkową pałą raczej niesłusznie, bo nie w te miejsca, w których jakiś zręczniejszy tropiciel hakenkreuzów przywalić mógłby), argument ad hitlerum ma wdzięk cepa i psuje intelektualny oraz literacki wdzięk tekstu.
Przywalanie antysemityzmem to jednak nie wszystko. Michalski atakuje następnie polskich popularyzatorów Jüngera, zarzucając im po kobiecemu, że tyle o tej wojnie i totalnej mobilizacji gadają, a sami nigdy na wojnie nie byli – i na dodatek, gadać mogą tylko dlatego, że jest liberalizm. Michalski czyni te wyrzuty w sposób, który mógłby sugerować, iż występowanie liberalizmu w Polsce jest osobistą zasługą Cezarego Michalskiego i z tego powodu ma on moralne prawo czynienia wyrzutów tym, którzy wolności słowa używają w sposób według niego niewłaściwy. Ale nie dość tego – swoją wiarę w demoliberalizm i mieszczańskość wyznaje tonem płaczliwym, ale zdeterminowanym, jakby dokonywał swoistego „kamingautu”, jakby to wyznanie było efektem wewnętrznego przełamania, podobnego do tego, jakie przeżyć musi homoseksualista, obwieszczający światu nowinę, iż jednak woli chłopców, nawet jeśli mamusia będzie się martwić. Michalski obwieszcza, że woli demoliberalizm i stabilizację, ponieważ należy do narodu, który od trzystu lat jest ciągle mobilizowany i że spora część jego życia się w tych mobilizacjach wydarzyła.
Jestem oczywiście wzruszony kombatancką przeszłością Michalskiego, którą uzasadnia on swoją demoliberalną wiarę niczym pederasta, tłumaczący, że tato go nie kochał, ale ośmielam się jednak twierdzić, że historia nie przeczołgała Michalskiego jakoś wybitnie. Skoro więc Kunicki i Gabiś wydają mu się śmieszną i niedoskonałą kopią Jüngera, który jako oficer frontowy, mógł kochać się w wojnie, a oni nie mogą, bo prochu nie wąchali – to Michalski jest jeszcze śmieszniejszą kopią Remarque’a, na którego się powołuje, a który, jako żołnierz spod Verdun mógł nienawidzić wojny i kochać cnoty cywilne, ale Michalskiego nie spotkało bez wątpienia nic, co uzasadniałoby jakoś pozaintelektualnie (bo o względy pozaintelektualne tu idzie – Michalski nie mówi Kunickiemu, że się myli, chce go tylko wkurzyć mówieniem mu, że jest śmieszny) jego zamiłowanie do demoliberalizmu. Swoją drogą, wyobrażam sobie, że gdyby Michalski dowiedział się, iż któryś ze zwalczanych przezeń popularyzatorów Jüngera w taki czy inny sposób powtarza ścieżkę niemieckiego żołnierza-artysty, to mógłby oszaleć ze strachu.
Mógłbym oczywiście jeszcze pisać wiele o tym, że Michalskiego odczytanie „Totalnej mobilizacji” nie jest już tylko bolesnym uproszczeniem całej sprawy, lecz jest po prostu interpretacją błędną, prostacką i głupią – aby to stwierdzić, nie trzeba być profesorem Kunickim, wystarczy znać chociażby aforystykę Friedricha Georga Jüngera, „Marmurowe skały” czy nawet „Promieniowania” – ale byłoby to działanie pozbawione sensu, bo Michalskiemu przestało chodzić o polemikę, nie interesuje go już życie intelektualne. Jest już stary, nie dyskutuje, strzela.
Było mi przykro, ale nie mam do niego żalu. To właśnie dzięki takim płaczliwym strasznym mieszczanom schmitteańska polityka, idea państwa, wspólnota, nacjonalizm, rewolucja konserwatywna, nawet das Führerprinzip nabierają pociągającego charmu.
Wszystko co trzeba wiedzieć o CM znajduje się w jego wywiadzie dla Sierakowskiego w wakacyjnej Krytyce Politycznej. Lektura dość przygnębiająca, ale arcyciekawa. Czytałeś?
Filipie, wywiadu wspomnianego jeszcze nie czytalem, acz zamierzam – dla porzadku musze jednak dodac, ze mi nie chodzi o poglady CM, nie przeszkadzaja mi, chociaz ich nie podzielam – chodzi mi o styl. A w zasadzie o jego brak.
Jeżeli chodzi o „martyrologię” to należy zauważyć, że znaczna część redakcji „Stańczyka” była „ciągana” przez esbecje. Po mimo tego, że nie chcieli „obalać ustroju”. W więzieniu siedział Krzysztof Bąkowski. Tomasz Gabiś miał wyrok w zawieszeniu. Nie pamiętam jak tam z resztą. Myślę, że da się to porównać z doświadczeniami Michalskiego. A może się nawet okazać, że przeżyli więcej niż CM.
Natomiast jakoś nie sądzę by Gabiś na takiej podstawie próbował dyskredytować pisaniny Michalskiego. Zwłaszcza, że CM robi to sam.
No cóż, do któregoś momentu też próbowałem dyskutować. W nadziei, że dowiem się czegoś nowego, poznam inne punkty widzenia itp. Jednak tyle razy dowiedziałem się od potencjalnych dyskutantów, że „konsensus jest dla bab, a tu trzeba krwi, krwi, krwi”, że mi się po prostu odechciało. Może też się starzeje.
W tej chwili mam ochotę już tylko wprawić dodatkowy zamek do drzwi, a może i kupić sobie jakiś taki mały pistolecik na sprężone powietrze, dla obrony rodziny. O tym, że walizę mam spakowaną, a wszystkie aktywa przeniesione do banków na różnych wyspach, nawet nie wspominam. Najwyżej będę popijał sangrię na patio pod Malagą po południu, a tę piękną Polskę zostawię dla młodych Jüngerów. Mówi się trudno i kocha się dalej :)
Nie chodzi nawet o poglądy, ale o historię Golluma, który raz budzi obrzydzenie a raz litość.
Ad zer00:
Chce pan kupić pistolet, aktywa przeniesione- brawo! Pan też zrozumiał, że konsensus jest dla starych bab. Może w takim razie jakaś mała strzelanina w „OK Corralu”? „Starzy liberałowie” versus „młodzi Jüngerowie”.
A jak tam kontrola polskiej sceny politycznej przez Komedianta? Chyba coś nie wyszło? :)
>> p. Dante:
Lubię i szanuję stare baby :) Za strzelankę na razie dziękuję, jednak nie zaprzeczam, że w obronie cywilizacji, zamiast w nieskończoność uprawiać „appeasement”, czasem trzeba się postawić. Jak Karol Młot pod Poitiers dawno temu. Zresztą islam ze swoją totalną mobilizacją posłusznych (muslimin) całkiem mi się kojarzy z fantazją konserwatywnej rewolucji – Panu nie?
Wrogie wojska na pierwszej linii upodobniają się do siebie (vide wieloletni konflikt między LatinTradsami a NOMowcami w Kościele katolickim). Michalski: 1/ nadal nie cierpi Złego Demiurga Michnika, 2/ dąży do przejęcia rządu dusz realizując wraz z Krasowskim projekt prawicy laickiej. Cała jego obsesja bezstronności jest moim zdaniem dobrze zaplanowanym ruchem w ramach tego projektu a nie wynikiem jakiejś ewolucji ideologicznej faceta. Oczywiście gdy gra idzie o taka stawkę, argumenty merytoryczne trzeba odłożyć na bok. Głosząc poglądy niemichnikowskie trzeba sięgać po metody „mistrza” Adama.
Panowie, nie ma się co martwić. Adam Michnik Polski nie odzyskał i nie odzyska, Jarosław Kaczyński jeszcze jej nie stracił (aczkolwiek może, jego historyczna wielkość dopiero się dzieje, odbywa, jest sprawą aktualną).
Żubrzyk się zadyszał, wyhamował, wpadł w błoto, ale dupsko boli po ugryzieniu i żubrzyk się nie zatrzyma.
Szczepan, a jednak w powietrzu wisi chęć odwetu, smrodek restauracji III RP. I jeszcze ten Bartoszewski plujący coś o „karłach moralnych” gnębiących posłankę Sawicką. Wszystko to może tylko przygnębiać, choć osobiście nie zamierzam składać broni.
Ad zer00:
Pacz Pan, zupełnie mi się nie kojarzy.
A co do totalnej mobilizacji, to czytał Pan ten esej Jungera czy opiera Pan swoją wiedzę na tym co napisał Michalski?
>> p. Dante
Teksty Jüngera znam tylko z wyimków i omówień we „Frondzie”, to prawda. Jednak cały ten entuzjazm trepowski jest wg mnie sprzeczny z tradycją europejską, czyli, pożyczając wyrażenie od Gospodarza tego bloga, „płaczliwym strasznym mieszczaństwem”. Akurat czuję się związany z tą tradycją na tyle, że jestem gotów zrobić sobie przerwę w płaczu i stawić opór, jeśli będzie trzeba, turańsko-bizantyjskiej hordzie rewolucjonistów :)
Ad zer00
Jakby Pan czytał ten tekst albo uważniej te omówienia, to może by Pan wiedział, że „totalna mobilizacja” to przede wszystkim opis rzeczywistości a nie jakiś postulat. I nie tylko Jünger tak to widział. Mały cytat z Jerzego Stempowskiego: „Mylnym byłoby sądzić, że totalitaryzm jest wyłącznie przywilejem świata komunistycznego i pochowanego na razie faszyzmu. Kraje tak zwane demokratyczne żyją w obrębie tej samej moralności i – aby nie ulec przemocy- będą musiały zapoznać się także z totalną mobilizacją.”
OK, toteż się zapoznaję (z mentalnością totalnej mobilizacji), dzięki wypowiedziom Pana, p. Twardocha i kilku innych Panów. Jestem oczywiście wdzięczny za lekcję i za przestrogę.
Na marginesie – wierzy Pan w istnienie opisu rzeczywistości (szczególnie tej społecznej), który nie byłby jednocześnie postulatem? Ja nie, ale to może temat nie na tutaj.
Szczepan, wielkie dzięki za zwrócenie uwagi na świetny tekst Michalskiego. Nie można jednak robić Michalskiemu zarzutu, że jego tekst jest mało subtelny i nie dorasta do dawniejszych esejów, stylistycznie wysmkowanych i przeznaczonych dla szczególnego odbiorcy. Tamte teksty z wspominanego przez Ciebie zbioru były właśnie esejami, ten tekst zaś to artykuł z ambicjami polemicznymi. Dobrze przecież wiesz, że gatunki te operują inną stylistyką, innym poziomem emocji, i że esej nie do końca zmieściłby się w formule popularnej gazety. Skądinąd w twoim wpisie zdumiewa też zarzut – nie wyrażony wprost, ale wyraźny – wobec tego, że Michalski postanowił namiętnie bronić liberalnego porządku. Nie tak dawno Agata Bielik-Robson na tych samych łamach zarzucała liberałom brak namiętności i zaangażownia, przekonując zarazem, że liberalizm namiętny, upolityczniony to nie oksymoron, lecz niewykorzystana przez liberałów możliwość. Być może nie tak oczywista jak w wypadku innych ideologii, ale jednak… Czyżby więc Twój rzeczywisty sprzeciw wobec Michalskiego był wynikiem obawy, że liberalizm namiętny, zaangażowany ulegnie wzmocnieniu i będzie znacznie trudniejszym przeciwnikiem, niż dotychczas? Pozdrawiam.
ad zer00:
Skoro nie ma opisów rzeczywistości, które nie byłyby postulatami, to konsensus jest dla starych bab. Każdy taki opis byłby więc deklaracją ideową, który ścierałby się z inną deklaracją ideową.
Tak, tak jakoś to widzę. Jeszcze tylko dodam, dla jasności, że mając do wyboru stare baby albo młodych kogucików, wybieram stare baby.
To ryzykowna gra, stare baby są przebiegłe, bezlitosne i bez skrupułów wbijają nóż w plecy.
Ad zer00:
Te „stare baby” to pewna figura retoryczna. Jakbyśmy ją mieli potraktować poważniej, to być może by wyszło, że to ja jestem po stronie „starych bab” a Pan po stronie „młodych kogucików”.
A meritum jest takie, że strefa idei to strefa wojny.
Ma się rozumieć. Akceptuję sytuację, że umysł Pański i może jeszcze czyjś jest strefą wojny i staram się brać pod uwagę tego konsekwencje :) Tymczasem pozwoli Pan, że oddalę się do swoich zajęć cywilnych.
>>p. Studyta
Nie mam oczu z tyłu głowy, natomiast mogę liczyć na przyjaciół, że w razie czego zerkną mi na plecy. Ale dziękuję za zwrócenie uwagi.
Ad zer00:
„Akceptuję sytuację, że umysł Pański i może jeszcze czyjś jest strefą wojny i staram się brać pod uwagę tego konsekwencje.”
Niesamowite. Nagle zza twarzy liberalnego mieszczanina wysunęła się morda sowieckiego psychologa.
Nagle domniemany moralista przeszedł do wyzwisk zamiast argumentów. Nie-niesamowite, do przewidzenia. Dziękuję, bez odbioru.
Hehehe, mam rozumieć, że diagnozowanie stanu psychicznego swoich adwersarzy to taki wyrafinowany sposób argumentacji? Ja prosty chłopak jestem, nie bywam na salonach i nie wiem w co się tam gra. Mnie się to jednoznacznie skojarzyło.
OK, może nie powinienem używać słowa „umysł” (skoro skojarzyło się jednoznacznie z „chorobą umysłową”), przepraszam. Chodziło mi o to, że przyjmuję do wiadomości Pańskie postrzeganie (cholera, nie wiem jak to napisać! a jeżeli słowo „postrzeganie” skojarzy się Panu jednoznacznie z wadą wzroku i okaże się, że mam mordę tym razem sowieckiego okulisty? no nic, zaryzykuję) więc przyjmuję do wiadomości Pańskie postrzeganie życia społecznego i politycznego jako strefy wojny. Osobiście uważam, że lepszy jest pokój, ale w takich okolicznościach mogę tylko zastosować się do zalecenia „si vis pacem, para bellum”. (Proszę wybaczyć, to nie jest po sowiecku, tylko po łacinie).
P.S. U nas w domu używa się raczej określenia „duży pokój” niż „salon”, ale to dobrze, że Pan w nim nie bywa, bo wolimy zapraszać mniej wojowniczo nastawionych gości. Gramy najczęściej w kanastę, scrabble albo w szachy :)
Pingback: Polska Wii Ps3! » Michalski o Jüngerze