Ułożyłem dla mojego synka kołysankę. Z okazji ukończenia mojej trzeciej powieści pt. „Przemienienie”, jestem intelektualnie wyczerpany, i tekst tejże kołysanki jest dla tego wyczerpania symptomatyczny. Niestety, to jedyne, czym na razie mogę się podzielić z P.T. Czytelnikami mojego dziennika:
Słonik-balonik
Słonik-balonik
Słonik, balonik (tutaj z akcentem na „nik”)
Słonik, słonik i balonik
Słonik, słonik
Słonik-balonik
da capo al fine
Śpiewać należy na melodię starej, husyckiej pieśni „Ktoz jsu bozi boyownici„, najlepiej według aranażacji ska Daniela Landy. Frankowi się podoba.
Daniel Landa, swoją drogą, jest moim drugim, ulubionym Czechem, zaraz po Jaromirze Nohavicy. Lubię obydwóch, ale nie sądzę, aby panowie się lubili nawzajem, bo Nohavica jest Czechem stereotypowym, klasycznym – plebejskim, szwejkowo-hrabalowskim, liryczno-rubasznym, zaś Daniel Landa jest Czechem takim, jakby Biała Góra się nie wydarzyła i jakby nie złamano tam Czechom kręgosłupa – to pod Białą Górą siejący postrach w Europie husyta zamienił się w Szwejka. A Landy jakby to nie dotyczy – były skinhead, nawrócony katolik, założyciel Ordo Lumen Templi, kierowca rajdowy, zupełnie pozbawiony tego hrabalowskiego nihilistycznego, biernego i jednocześnie brutalnego liryzmu, za to pełen moralnej energii, odwagi, chęci do działania. I kiedy Landa śpiewa „Bożych bojowników”, razem z wielotysięcznym tłumem – to naprawdę w jego głosie słychać raczej Jana Žižkę z Trocnova niż dobrého vojáka Švejka.
A poza tym, Nohavica jest jednak ulubieńcem czeskiego saloniku. No, powiedzmy, że może raczej był do czasu, bo i czeski salonik jest nieco inny niż polski – ale przynajmniej na pewno nie ściąga na siebie salonikowej nienawiści, a Landa wręcz przeciwnie. Nawet czeski Geremek, Wałęsa i Michnik w jednej osobie (ot, taka trójca) – czyli Havel, coś tam Landzie od faszystów nawymyślał, co od razu oczywiście sprawiło, że jeszcze bardziej Landę lubię. Ładnie zresztą Havlowi odpowiedział:
„Pane Havle, myslím, že se to k Vám určitě dostane, já bych chtěl, abyste věděl, že se na Vás nezlobím, že Vám odpouštím, přestože tenhle jedovatý plivanec, ač je to veliká křivda, která ublížila mnoha lidem… Víte, kdybych nevěděl, že jste rozumný a tolerantní člověk, musel bych říct, že lžete jako Goebels. Já ale osobně považuji Vaši zavádějící nepravdu o našem smýšlení a cílech za politováníhodný omyl pohodlného člověka, pro kterého bylo jednodušší volit rychlou střelbu, než popřemýšlet, nebo zvednout telefonní sluchátko. Strach z cizích věcí, které neznám, nerozumím jim a proti kterým ze stejných důvodu bojuji se nazývá xenofobie. Toť vše, pane Havle.„
Co to znaczy że ktoś jest pełny „moralnej energii”? Pełny energii, to rozumiem, ale jak to – moralnej?
Frankowi gratuluję styczności z kulturą wysoką już od tak młodego wieku, zaś autorowi napisania pierwszego utworu literackiego, przy którym udało mi się powstrzymać od ziewania. To naprawdę wiele.
Ze swej strony chciałbym podzielić się pomysłem na konserwatywną kołysankę z morałem ciętym niczym sarmacka szabelka, przy której sam C.M. Talleyrand zapewne zasnąłby snem niemowlęcia. Kołysanka ma formę trzynastozgłoskowca, aczkolwiek zachęcam do śpiewania jej na melodię międzynarodówki (jeśli ktoś zna, w co szczerze wątpię). A oto i ona:
Benedetto Ratzinger w swym papamobile
z chęcią kanonizuje faszystowskie świnie
Konserwatyści na to świętują i klaszczą
z tej radości chyba go po piusce zagłaszczą
Tymczasem tutaj, w Polsze, gdzieś na końcu świata
Jarosław M. Rymkiewicz dupę żubra maca
Ten obraca się wzburzony – cóż to za faux pas?
Dupa nie jest dupą tylko twarzą PiS Wodza!
Morał z tego tu wiersza – zmyślny niesłychanie:
na konserwatystów jest najlepsze „Wieszanie”
M-A, a ja tez ułożyłem taką anegdotkę:
Twoja stara je przez szybę.
Fajne, nie? :D
Też uwielbiam Nohavicę. Geniusz, rzec by można. :)
Pozdrawiam.
„…Nawet czeski Geremek, Wałęsa i Michnik w jednej osobie (ot, taka trójca) – czyli Havel…”
No, miodzik po prostu! ;-))
A Landę i Nohavicę też bardzo lubię.