Kiedy w katedrze gasną światła

Dzisiaj, na wieczornej mszy w gliwickiej katedrze. Obojętny ksiądz w towarzystwie dwóch ministrantów odprawia niedbale, wypuszcza słowa przez zęby, jak przeżute.
W ławkach siedzą przegrani, zmęczeni ludzie, może dwudziestu w całym wielkim, neogotyckim kościele. W burych płaszczach, z burymi minami, prawie nie śpiewają, organista śpiewa sam, nie fałszuje, ale w każdym tonie słychać tęsknotę za chwilą, w której będzie mógł pójść do domu.

Stoję w kolejce przed konfesjonałem, jakiś facet w brudnej kurtce robi awanturę, że ktoś się tak długo spowiada. „Zamordował kogoś, czy co?” – rzuca głośno. Z konfesjonału wychodzi przerażona babina w czerwonym kapelusiku. Pewnie słyszała durnia, który tak niecierpliwie czekał na swoją kolej. Zaciskam palce, Bóg milczy, a w tym niedoskonałym entourage powszedniej mszy, odprawianej jakby tylko po to, by podtrzymać ciągłość codziennej Eucharystii, wydaje mi się, że milczenie Boga jest wyjątkowo głośne. Bóg milczy, Kościół śpi, neogotycka architektura jest martwa, ksiądz jest zmęczony, ja jestem zmęczony.

Niecierpliwy dureń włazi wreszcie do konfesjonału i spowiada się błyskawicznie, wychodzi, przed kratkami klęka A. i wtedy w kościele gaśnie światło. Zabrakło prądu.

Księdzu na chwilę załamuje się głos, potrzebuje przecież mikrofonu. Czuję przerażenie: jeśli kapłan przy ołtarzu przerwie teraz Mszę, to tym samym zerwie tę cienką nić, która mnie tu trzyma. Wszystko się skończy. Jeśli ksiądz przerwie mszę, bo zabrakło prądu, to wszystko we mnie umrze.
Lecz jednak nie: kapłan kontynuuje, wyprostował się jak łyżwiarz, który już miał upaść, ale w ostatniej chwili złapał równowagę i ruszył dalej. Jest zdziwiony: stuletnie cegły filarów niosą jego głos równie dobrze, jak elektryczne kable, chociaż przecież nie stoi tam, gdzie powinien, bo czterdzieści lat temu ktoś ślepy na sakralną przestrzeń, ktoś, kto nie rozumiał prawdziwego sensu tej przestrzeni, porzucił ofiarny ołtarz z prezbiterium i ustawił stół na skrzyżowaniu głównej nawy i transeptu. Tam teraz stoi ksiądz, ale i tak go słychać, chociaż każda cegła, każdy błyszczący w świetle płonącej stearyny detal, ceramiczny zwornik, służka, żebro i rozeta – wskazują jasno, że jego miejsce jest dalej.

Oczy przyzwyczajają się do ciemności i czerń zamienia się w ciemną szarość, wśród której można odróżnić ludzkie sylwety; tylko na ołtarzu płoną trzy świece, lecz po chwili z zakrystii wychodzą ministranci, niosą grube świece osłaniając wątłe płomyki dłońmi. Pomarańczowe światło maluje im twarze w drgającym chiaroscuro, jakby odkleili się od źle zagruntowanego płótna Merisiego z Caravaggio. Mają po dwanaście lat, są poważni i przejęci. Ksiądz, wcześniej znudzony, teraz mówi z mocą: ludzie odpowiadają mu głośnym chórem, jakby w ciemnościach głosy lepiej się rozchodziły. Pewnie nie wstydzą się śpiewać, kiedy nikt ich nie widzi.

Po omacku trafiam do konfesjonału, spowiadam się po omacku, w ciemnościach stoję do końca i wychodzimy, w latarniane, deszczowe miasto.

15 thoughts on “Kiedy w katedrze gasną światła

  1. Piękny kawałek prozy, przypomina mi dojrzałe powieści Łysiaka

  2. Bóg nie milczy, tylko my ogłuchliśmy i przestaliśmy nasłuchiwać. Codziennie jeżdżę do pracy tramwajem a tam co drugi ma słuchawki na uszach i słucha czegokolwiek, byle tylko nie Słyszeć.

  3. To mi przypomniało wielką sobotę w Bazylice św. Mikołaja w Gdańsku, kiedy w barokowych ciemnościach wierni przekazują sobie światło świec. W krótkim czasie całkowicie ciemny kościół rozjaśnia światło bijące od każdej osoby. Niesamowite.

  4. „Jest zdziwiony: stuletnie cegły filarów niosą jego głos równie dobrze, jak elektryczne kable, chociaż przecież nie stoi tam, gdzie powinien, bo czterdzieści lat temu ktoś ślepy na sakralną przestrzeń, ktoś, kto nie rozumiał prawdziwego sensu tej przestrzeni,”

    Mocne słowa jak na katolika.

  5. mocne słowa jak na katolika? No ciekawe, co by na to powiedzieli papieże sprzed pontyfikatu Jana XXIII

  6. Nu, ale właśnie na tym polega katolicyzm, że dopasowuje się poglądy do zmieniających się papieży.

  7. W ubiegłą niedzielę byłam na Mszy św. we Frydku Mistku w XIV – wiecznym kościele p.w. św. Jana Chrzciciela, gdzie kapłan odprawiał Najświętszą Ofiarę „tam, gdzie powinien”. Nie było żadnych mikrofonów i oczywiście, był doskonale słyszalny. To wróci (musi wrócić!) – Kościół już zaczyna robić „zwrot”.

    A Twój tekst, Szczepanie, piękny!

  8. A do „perfidnych Żydów” w liturgii też ma wrócić?

  9. „jeśli kapłan przy ołtarzu przerwie teraz Mszę, to tym samym zerwie tę cienką nić, która mnie tu trzyma”
    Dlaczego cienką? Nie odbieraj mi wizji, że są ludzie, których trzyma w kościele więcej niż strach przed Potępieniem. Nie zgadzam się z Tobą w Twych poglądach, ale to fajnie, że ktoś wierzy. Mocno.

  10. Interesujący, ale nie zaskakujący tekst. Spory czas temu straciłem wątpliwości co do tego, że prawdziwą religijność odnaleźć dziś można już tylko w Islamie.

  11. @Kowal

    No ja w to uwierzyłem dokładnie 11/09/2001.

  12. @bloody_rabbit

    Współcześniacy nie przestają mnie zaskakiwać. Nie ma to jak zestawić niemal 1,5 tys. letnią tradycję religijną z „11/09/2001″. Szkoda słów.