Dzisiaj, przejazdem w Cieszynie. Na rynku wystawa „Twarze bezpieki. Bielsko-Biała, Cieszyn, Żywiec”. Wywieszeni twarzy esbeków na widok publiczny to rzecz chwalebna, chociaż chciałoby się więcej, ale taka już widać polska tradycja, aby zamiast zdrajców, wieszać ich portrety.
Rzecz obejmuje naczelników wydziałów – i tutaj właśnie zauważam pewną zasadniczą słabość, taką samą jak na analogicznej wystawie katowickiej. Otóż, przyglądając się datom urodzenia wywieszonych funkcjonariuszy, można zauważyć, że większość z nich należy do pokolenia urodzonych w okolicach roku 1920. Kilku później i paru dosłownie z pierwszych lat po wojnie. Najmłodszy urodzony w roku 1950. Jest to zrozumiałe – aby dochrapać się stanowiska naczelnika, trzeba było swoje w resorcie odsłużyć. I tak naprawdę, ważność całej wystawy zasadza się niestety tylko na tych paru, urodzonych w drugiej połowie lat czterdziestych. Wywieszenie osiemdziesięcioletnich i dziewięćdziesięcioletnich starców ma sens, oczywiście, jest to akt jakiejś historycznej sprawiedliwości. Sprawa ważna dla wspólnoty, ważna ze względu na wspólnotową tożsamość, jednak są sprawy ważniejsze – a ważniejszą sprawą jest obecność byłych funkcjonariuszy SB w życiu społecznym, politycznym i gospodarczym dzisiejszej Polski.
To nie pamiętający jeszcze heroiczne czasy „walk z bandami” leśni dziadkowie, dogorywający na swoich sutych emeryturach, są dziś najgroźniejsi – to będący dziś w sile wieku, sześćdziesięcio-, pięćdziesięcio- i szczególnie czterdziestoparoletni esbecy, którzy swoją karierę w resorcie rozpoczynali w latach osiemdziesiątych. Resort wiedział już wtedy o transformacji i się do tej transformacji intensywnie przygotowywał (vide np. ogromny rozrost siatki informatorów w samej końcówce lat osiemdziesiątych, siatki budowanej pod kątem nowej rzeczywistości) i ludzie, rekrutowani do pracy w latach osiemdziesiątych bez wątpienia musieli być już rekrutowani z myślą o nowych wyzwaniach i szkoleni tak, aby nowym wyzwaniom sprostali.
I bez wątpienia im się udało – po 1990 roku, wykorzystując swoje siatki, przeniknęli bez trudu do wszystkich aspektów życia w „wolnej Polsce” – do służb specjalnych, do biznesu, do mediów, do różnego rodzaju przykościelnych organizacji i fundacji (vide Stella Maris i dziesiątki podobnych przykładów z całej Polski) i to oni dziś stanowią grupę, której publiczna demaskacja byłaby Polsce najbardziej potrzebna.
Czy to przejazdem oznacza koncert Battles, czy to zwykłe przejazdem było? Swoją drogą wystawa musiała być nieźle schowana, skoro jej nie zauważyłem.
Zapomniałeś dodać o agenturze w episkopacie. Niedawno wywalczyła wstrzymanie lustracji Kościoła.