„Trzej kumple” to film doskonały warsztatowo, brawurowo i ze świetnym efektem żonglujący nagraniami archiwalnymi, fragmentami dokumentalnymi z normalnej i ukrytej kamery, czy wstawkami rekonstrukcyjnymi. Lecz nie na tym polega jego wielkość, jego wielkość jest ukryta w samej historii, którą opowiada, w jej fabularnej warstwie – jest to film o człowieku, który zdradza przyjaciół, słowem jest to historia uniwersalna.
To zresztą należałoby zgłosić jako postulat do Bronisława Wildsteina, jednego z trzech bohaterów tamtych wydarzeń – jego „Dolina nicości” to dobra i ważna powieść, ale powieść o tamtej przyjaźni i zdradzie, powieść o tamtej historii mogłaby być książką wielką nie tylko przez swój wymiar historyczny i, użyjmy neologizmu, „aletheiczny”, czyli odsłaniający prawdę (od źródłosłowu greckiej aletheia – odsłanianie, tego, co zakryte), ale również w wymiarze odsłonięcia najgłębszych splotów człowieczeństwa. Może się doczekamy.
Dotykają więc autorki artystycznej wielkości – starej jak człowiek historii o przyjaźni i zdradzie. Znaczenie tego filmu nie polega na wykazaniu łajdactw Maleszki, ani na tym, że któryś z byłych esbeków mówi coś, co już od paru lat przenika przecież do opinii publicznej – o tym, że rady nadzorcze banków, firmy ochroniarskie, etc., to wszystko bezpieka, chociaż są to oczywiście sprawy bardzo ważne, zarówno z punktu widzenia teraźniejszej polityki, jak i z punktu widzenia pewnej sprawiedliwości historycznej – oddania czci ofiarom i napiętnowania katów. Nie polega ważność tego filmu również na – świetnym przecież – fragmencie z Adamem Michnikiem, który, przyciśnięty na konferencji prasowej z niechęcią przyznaje, że wiedza kto był, a kto nie był agentem ma jednak pewne znaczenie, chociaż bez wątpienia ta wstawka wielu moim znajomym dała sporo satysfakcji. Tutaj, warto dodać, że pozytywne recenzje filmu chociażby ze strony Milewicz dowodzą jakości filmu w perwersyjny sposób – nawet w zwalczającej ze wszystkich sił lustrację „Wyborczej” zrozumiano, że rzecz jest tak mocna, że nie da się jej ani zignorować, ani zniszczyć, trzeba więc twardo udawać, że film w najmniejszym stopniu nie dotyczy bieżącej debaty, w której Wyborcza zabiera głos. Dobry film dokumentalny o życiu mrówek. Niczym polscy kibice, absurdalnie wołający z trybun do swoich przegrywających piłkarzy: „Nic się nie stało! Polacy, nic sie nie stało!”. A właśnie – stało się.
Artystyczna wielkość „Trzech kumpli”, ta najgłębsza, odsłaniająca prawdę o człowieku i człowieczeństwie, najwyraźniej widoczna jest we wstrząsających fragmentach, w których autorka filmu pyta Maleszkę „dlaczego donosił” a Maleszka odpowiada „to jest doskonałe pytanie” – i to Maleszka ma tutaj rację, nie irytująca się nań dokumentalistka.
To jest rzeczywiście doskonałe pytanie, bo ono dotyka jednej z najgłębszych tajemnic człowieka. Dlaczego – tak naprawdę, dlaczego? – Jagon zdradza przyjaźń Otella, podsuwając mu zielonookiego potwora zazdrości? Dlaczego Klaudiusz zabił króla Hamleta? Dlaczego Brutus zdradził przyjaźń Cezara? Czy może gdyby nie zabił Cezara, zdradziłby raczej ojczyznę i zaufanie rodaków? Dlaczego Judasz zdradza Jezusa? Dlaczego? To doskonałe pytanie, Maleszka ma rację. Chrześcijaństwo posiada na to pytanie odpowiedź pozornie prostą – ludzka natura skażona złem u samego zarania rodzaju ludzkiego. To pozornie proste skażenie złem wystarcza jednak, aby karmić prawdziwą sztukę i literaturę od kilkudziesięciu już wieków. I wszędzie tam, gdzie sztuka od tego doskonałego pytania odwraca się z pogardą – tam się kończy.
Inna sprawa, której autorki dotykają, a która szczególnie mi jest bliska, to szkoła i umiejętność charakterystyki człowieka, w XX i XXI wieku zapomnianej, jeszcze w wieku XIX tak powszechnej, widocznej we wspaniałych powieściach sióstr Brontë czy u Jane Austin. Dziś tę umiejętność spotyka się już tylko u funkcjonariuszy służb specjalnych i tajnych policji. Mówią o tym zresztą występujący w filmie byli esbecy, a krótkie, filmowe portrety autorkom wychodzą znakomicie: człowiek zgnieciony sumieniem, inny człowiek zdeprawowany, lecz jednocześnie bardzo mądry, który jednak ponosi ostateczną, życiową klęskę. Świetne studium człowieka małego w swej podłości i jednocześnie przerażonego przeszłością. Oficerowie, inteligentni, cyniczni i prostaccy jednocześnie.
Portrety funkcjonariuszy SB przypominają jednocześnie o dwóch moralnych wymiarach spraw, o których jest film. Pierwszy wymiar moralny polega na tym, że funkcjonariusze ci w metodyce swojej pracy niczym nie różnią się od swoich kolegów po fachu z innych tajnych policji w historii. Od jednych mogli mieć większe, od innych mniejsze uprawnienia i możliwości działania, ale moralna waga takich problemów jak szantaż, zdrada, zniszczenie człowieka – jest taka sama, czy dotyczy funkcjonariuszy napoleońskiej Sûreté, CIA, KGB, Stasi, SB, czy Zarządu II Sztabu Głównego. Są to problemy moralne jak najdalsze od prostoty, bo nie ma prostej odpowiedzi, jak daleko można się posunąć w służbie swojemu krajowi, czy miejsce, w którym leży ta granica zależy jakoś od charakteru władzy w tym kraju, etc. Są to jednak pytania, które mogą sobie zadawać tylko funkcjonariusze, w przypadku człowieka, który zdradza przyjaciół, wątpliwości nie ma. Jak mawiał Corleone w powieści Puzo: przyjaźń jest najważniejsza.
Drugi wymiar moralny wspomniany jest w filmie tylko raz – z powodów dramaturgicznych autorki koncentrują się raczej na wymiarze pierwszym. O wymiarze drugim mówi pod koniec drugiej części filmy Wildstein, podkreślając to, co być może najważniejsze: zarówno funkcjonariusze SB jak i ich współpracownicy działali na szkodę Polski i Polaków, a na rzecz obcego mocarstwa. W moralnej ocenie SB najważniejsi są łącznikowi oficerowie z KGB w zakonspirowany sposób afiliowani przy każdej chyba KW MO (potem WUSW) i według rosyjskiego alfabetu prowadzone archiwa wydziału pierwszego. Jak również, oczywiście, bezpośrednie, wyjęte nawet spod kontroli partii, związki razwiedki LWP, czyli Zarządu II Sztabu Generalnego, z radziecką centralą – GRU. I o ile różne dylematy moralne mogą dotyczyć oficera służb specjalnych uciekającego się np. do szantażu na rzecz racji stanu jego własnej ojczyzny, to gorliwa praca w wywiadzie na rzecz obcego państwa nie pozostawia miejsca na żadne wątpliwości.
I tutaj oczywiście Wildstein ma rację – wszyscy ci zadowoleni z siebie, uśmiechnięci panowie, nieco już podstarzali, ale ludzie sukcesu, świetnie prosperujący w Polsce XXI wieku, są skandalem. Funkcjonariusze w stopniu największym, bo swoją zdradę wybierali dobrowolnie, z pociągu do pieniędzy i resortowych przywilejów, do władzy, lub może do romantyki służb specjalnych, ale współpracownicy również. Bo można się spierać, czy miejsce zdrajców jest więzieniach czy na sznurze, a potem pod ziemią, ale spokojna dolce vita to na pewno nie to, co powinno ich spotkać na starość, ani nie błyskotliwe kariery w wywiadzie, policji, „radach nadzorczych banków”. Obojętnie, czy mają dziś lat siedemdziesiąt, czy nie dobili jeszcze pięćdziesiątki, bo i tacy są przecież, z roczników 1960 – 1963. Siwizna piętna zdrady nie zaciera. A penalizacja zdrady i wykluczanie zdrajców są podstawowym warunkiem trwania każdej wspólnoty. Zbiorowość, która zdrady nie karze, przestaje istnieć.
—
Film można obejrzeć na stronach TVN.
Jak miło przeczytać na temat „Trzech kumpli” coś różniącego się od rozważań, ile właściwie znaczył Maleszka w GW, do kiedy był redaktorem, a od kiedy pracownikiem technicznym, i czym kierował się Adam Michnik, kiedy go zatrudnił… A przecież to sprawy nawet nie drugorzędne, ale zupełnie marginalne, bo cóż mnie obchodzą motywy Michnika.
Najważniejsze wydaje mi się nawet nie pytanie „skąd zdrada?”, ale „jak bym się zachowała na jego miejscu?”. Czy trzeba by było „wiemy, gdzie mieszka twoja rodzina”, „możemy cię zaj…ć”, czy wystarczyłoby „nie skończysz tych studiów ani żadnych innych”?
There, but for the grace of God, go I.
Czy starałeś się o publikacje tego tekstu w jakies prasie ?,
spostrzeżenia godne polecenia szerszym kręgom czytelników bo warto żeby ludzie zastanowili się nad każdą zdradą .