Jeden z moim zdaniem najważniejszych – i najbardziej znanych – fragmentów z całej, na polski przetłumaczonej twórczości Ernsta Jüngera to fragment „Na marmurowych skałach”: Bywają epoki upadku, w których zaciera się forma, stanowiąca najbardziej immanentny wzorzec życia. Wtrąceni w nie, zataczamy się na prawo i lewo, jak istoty pozbawione równowagi. Z tępych przyjemności wpadamy w tępy ból, a świadomość straty, ożywiająca nas ciągle, ponętniej rysuje przed nami przyszłość i przeszłość. Poruszamy się w minionych epokach lub odległych utopiach, podczas gdy teraźniejszość przemija.
Bardzo podobnie brzmiące zdania znalazłem we wcześniejszym o kilkanaście lat od „Na marmurowych skałach” „Wilku stepowym” Hermanna Hessego: Każda epoka, każda kultura, każdy obyczaj i tradycja mają swój styl, swoją specyfikę, swoje subtelności i ostrości, uroki i okrucieństwa, każda epoka uważa pewne niedomogi za oczywiste, a inne zło znosi cierpliwie. Prawdziwym cierpieniem, piekłem, staje się życie ludzkie tylko tam, gdzie krzyżują się dwie epoki, dwie kultury i religie. Gdyby człowiek antyku musiał żyć w średniowieczu, zginąłby marnie, podobnie jak zginąłby dzikus w naszej cywilizacji. Bywają okresy, w których całe pokolenie dostaje się miedzy dwie epoki, między dwa style życie, tak że zatraca ono wszelką naturalność, wszelki obyczaj, wszelkie poczucie bezpieczeństwa i niewinności. Rzecz jasna, nie wszyscy odczuwają to jednakowo silnie. Filozof taki jak Nietzsche przecierpiał dzisiejszą nędzę wcześniej o całe jedno pokolenie – to, co on świadomy prawdy musiał znieść sam, stało się dziś udziałem tysięcy.
Są to bez wątpienia opisy klasycznej, durkheimowskiej anomii; jeśli więc żyjemy w anomicznym świecie, między, jak pisze Hesse, dwoma epokami, to nie powinniśmy uznawać teraźniejszej rzeczywistości za stan ustalony. „Ponowoczesność” to pusty termin – w rzeczywistości od stu lat żyjemy w świecie dynamicznej zmiany. Nie ma jednak podstaw, aby sądzić, że to dynamika rzeczywistości społecznej jest tym, co zastąpiło statyczne światy przeszłości – dynamika jest jedynie cechą okresu przejściowego, zmianą jednej społecznej statyki na drugą.
Być może dlatego właśnie teraźniejszość tak niechętnie poddaje się zrozumieniu, być może dlatego tak niewiele wiemy o epoce, w której przyszło nam żyć – i lepiej, niż nasz własny świat rozumiemy statyczne rzeczywistości Średniowiecza, bo teraźniejszość daje się opisać jedynie wycinkowymi konceptualizacjami.
Formy, stanowiącej immanentny model życia nie można zadekretować, ale mogłaby się sama – jakaś – wyrodzić z ponowoczesnego modelu życia ponowoczesnej burżuazji – tyle, że ponowoczesna burżuazja żyje w nienawiści do ogólnych ram swojego modelu życia. Ramy te nie są formą, o jakiej mowa była wyżej, gdyż są zewnętrzne, jak to ramy – opasują życie, stawiając mu pewne granice, jednak wewnątrz tych granic panuje chaos – forma zaś porządkowała życie od środka.
Współczesny bourgeois nienawidzi modelu własnego życia z różnych powodów: z pozycji prawicowych lub lewicowych, z powodów ekologicznych albo dehumanizujących, ale ta nienawiść w istocie jest zawsze ta sama – stąd kult wakacji, kult wszystkiego tego, co pozwala chociaż na chwilę oderwać się od życia, przenieść się w życie inne: stąd filmy sensacyjne, sporty ekstermalne. Stąd też kult samorealizacji, wszystkie te „it’s your life”, „live your life”, „bądź sobą”, „żyj naprawdę”, etc. Tym wątkom naszej kultury zamierzam zresztą poświęcić osobny tekst.
Czy ktoś może sobie wyobrazić Samuela Pepysa skaczącego na bungee? Dzisiejszy Pepys pracuje miesiącami po to, aby potem, chociaż przez chwilę poczuć się kimś innym. Pepys nie musiał uciekać od swojego życia, ale Pepys miał formę, a współczesny bourgeois ma tylko ramy życia.
Dlatego wszelka futurologia uprawiana na zasadzie ekstrapolacji teraźniejszości w przyszłość nie ma sensu. Formy przyszłości nie narodzą się tak po prostu z form naszej teraźniejszości, bo nasza teraźniejszość jest bezforemna. Europę czeka najpierw wielki zakręt, za pięć albo sto lat, Europę czeka Redefinicja równa przynajmniej Rewolucji Francuskiej, czeka Europę Redefinicja, o której powiedzieć możemy tylko tyle, że przyniesie świat całkowicie odmienny od świata naszego: bez wątpienia nie będzie więc Redefinicja kontrrewolucją, o jakiej marzą co głupsi konserwatyści.
Chyba że Europa po prostu wymrze, zanim zdąży się ze swojej bezforemności wyrwać, zanim się przedefiniuje. Co wydaje się być scenariuszem bardzo prawdopodobnym.
Dziękuję za przypomnienie „anomii” i ciekawy dobór cytatów. Mam wrażenie, że w pewnym sensie jednak rzecz ma się wprost przeciwnie: pisze Pan „lepiej, niż nasz własny świat rozumiemy statyczne rzeczywistości Średniowiecza, bo teraźniejszość daje się opisać jedynie wycinkowymi konceptualizacjami”. Myślę, że średniowiecze nie było tu przypadkowe (?), a obserwując „fanów średniowiecza” różnej maści, odnoszę wrażenie, że w konfrontacji z wydestylowanymi (i to raczej niepoprawnie) ideami wyłonionymi przez ducha minionych epok do głosu wyraźniej dochodzi duch naszej epoki właśnie. Innymi słowy – poprzez paralelę ze skonceptualizowanymi (tj. spacyfikowanymi) epokami minionymi na jaw wychodzi Zeitgeist, zwłaszcza w konfrontacji z rzeczywistością „duchową” – tam amplifkują się „nasze” cechy i nabierają (przerażającej) wyrazistości. Cf. dziewczyna z Sochaczewa na Mszy Trydenckiej… (i proszę mnie źle nie zrozumieć – nie mówię tego z pozycji zblazowanego pseudo-arystokraty, raczej jako obserwator). A więc, konkludując, nie rozumiemy ani naszego świata, ani epok minionych, lecz właśnie wtedy, gdy próbujemy „zamieszkać” w bezpiecznych, martwych przestrzeniach czasu, wtedy objawiamy treść teraźniejszości.
Pozdrawiam.
„Czy ktoś może sobie wyobrazić Samuela Pepysa skaczącego na bungee? Dzisiejszy Pepys pracuje miesiącami po to, aby potem, chociaż przez chwilę poczuć się kimś innym”
Wczorajszy Pepys nałogowo uganiał się za dziewkami – każdemu jego bungee…
Ja tam nie nienawidze wlasnego modelu zycia, z zadnych pozycji. Oznaczaloby to, zgodnie z logika wywodu z notatki blogowej, ze nie jestem bourgeois albo nie jestem nowoczesny. Ale co w sytuacji, kiedy sam czuje sie wlasnie takim wspolczesnym bourgeois? Czy nalezaloby uznac, ze przytrafila mi sie tzw. „falszywa swiadomosc”, a p. Twardoch wie, kim jestem, lepiej ode mnie?
PS Przepraszam za brak znakow narodowych, czasem bourgeois musi przysiasc przy ogolnodostepnym komputerze w ktoryms z miast cywilizacji anomicznej na zachod od Odry.
(Erratum: powyzej powinno byc: „…albo nie jestem wspolczesny”).
Oczywiście, że się przytrafiła fałszywa świadomość – i oczywiście, że artysta, czyli ja, lepiej od burżuja wie, kim burżuj, czyli zer00, naprawdę jest.
Od tego jest artysta: pour épater le bourgeois. Na tym polega awangarda, jak ją zdefiniował Saint-Simon, ojciec założyciel europejskiego socjalizmu: artysta oświeca burżuja, potrząsa nim, wskazuje mu drogę do porzucenia burżuazyjnych przesądów.
A burżuj tą drogą podąża, bo musi, od tego jest burżujem.
No nie, albo rybka, albo przyslowiowa pipka :) Albo tradycjonalizm integralny (integryzm tradycyjny? nie jestem pewien, jaka jest wlasciwa nazwa na swiatopoglad propagowany przez Artyste – Gospodarza blogu), albo awangarda. Jednego i drugiego na raz sie nie da, tak mi sie wydaje.