Dziennik 2006-2010
Strona autorska Szczepana Twardocha
GŁÓWNALITERATURANAGRODYO AUTORZEPUBLICYSTYKAKANAŁ RSS
Ankieta Studyty
Szczepan Twardoch,10.03.2009, 23:27

W odpowiedzi na ankietę Studyty:

strange days1. The Doors, Strange Days

Wahałem się, który album Doorsów jest dla mnie najważniejszy, najbardziej, jak to napisał Studyta, formacyjny – o ile muzyka może być formacyjna. Muzycznie najmocniej przemawiają do mnie dwa ostatnie (licząc te z Morrisonem) – „Morrison Hotel” i „L.A. Woman”, bo najbardziej bluesowe, głos Morrisona dojrzalszy i teksty najlepsze. Ale jednak to nie te wpłynęły na mnie najbardziej. A więc zostaje „Strange Days”, chociażby dlatego, że na „Strange Days” jest najmocniejsza piosenka w całym doorsów repertuarze, „When the music’s over”. Z hipnotyczną linią basu na syntezatorze fendera, z młodym jeszcze głosem Morrisona. A ja mam piętnaście lat, życie powoli rozkwita zmysłowością. Słucham tylko Doorsów, ma to oczywiście funkcję przybranej tożsamości. Nawet dzisiaj, po następnych piętnastu latach ciągle jestem zażenowany, że nosiłęm wtedy na plecaku naszywkę „the doors”. Porzuciłem ich zresztą po kilku latach, powoli odpływali ode mnie, i wróciłem dopiero gdzieś w środku moich lat dwudziestych, odkrywając na nowo wszystko to, czego wtedy dostrzec nie potrafiłem. Podobnie zresztą było z Nietzschem, którego czytałem mając lat szesnaście czy siedemnaście i nic, oczywiście, nie rozumiałem. Jedyne co mi z tamtej lektury Starego Kanoniera zostało, to umiejętność naśladowania młodopolskiego stylu. Przez pięć lat studiowania filozofii Nietzschego tknąłem tylko raz, w koniecznym do jakiegoś egzaminu minimum, aby powrócić doń i wracać dalej, powoli i ostrożnie, jako człowiek dorosły.

I jeszcze „People are strange”, którą Marcin grał na gitarze, a ja śpiewałem, bo szybko się połapaliśmy, że to wyjątkowo naszym koleżankom do gustu przypada. Jedna z tych koleżanek jest dzisiaj moją żoną.

200px-joy_division-substance_album_cover2. Joy Division, Substance

Kasetę z singlami Joyów dostałem w prezencie. Od dziewczyny. Generalnie, za najlepszą płytę tego zespołou uważam drugą, „Closer”, ale to „Substance” dostałem od dziewczyny, „Closer” kupiłem sobie sam. Więc jasna sprawa, że „Substance” ważniejsze. A był to rok 1996 chyba.

Tamten okres pamiętam dziwacznie, jakby nie miał dni. Pamiętam tylko mgliste wieczory w Gliwicach, w których wtedy były tylko dwie knajpy, w których spotykali się licealiści z jedynki i piątki, Orientalna i Nova. Nova pod ratuszem, dzisiaj jest tam pretensjonalny, niby designerski bar 3M. Orientalna przy Dworcowej, teraz zamiast tej brzydkiej knajpy, która widziała początki i końce setek burzliwych, młodzieńczych romansów, w lokalu mieści się obrzydliwa, góralska restauracja, do której nigdy nie wejdę, chociażby z powodu obrzydliwych figur górali przed wejściem i obrzydliwych desek, przybitych do murów śląskiej kamienicy i udających jodłowe belki.

Kiedy tylko słyszę gdzieś pierwsze takty „Warsaw” -3, 5, 0, 1, 2, 5, go! – wszystko wraca. Potem czytałem „Mechaniczną pomarańczę”, od innej dziewczyny dostałem „Sno-powiązałkę” Voo-voo w autorsko-pirackiej, ślicznie ołówkiem opisanej kasecie. Były potem wakacje, pisaliśmy wtedy sobie długie listy z obrazkami, na papierze, bo nie miałem wtedy adresu e-mail, spaliśmy na plaży pod odwrócnym kutrem, zadawałem się trochę z jakimiś starymi trochę-punkami ze szkoły muzycznej z Wrocławia, ich imion już nie pamiętam, ale pamiętam morderczy trunek z taniego wina wymieszanego ze spirytusem w proporcjach 1:1, zagrzany na ognisku.

200px-nirvana_mtv_unplugged_in_new_york3. Nirvana, MTV Unplugged in New York

To w zasadzie nie jest ważna płyta. To znaczy: muzycznie, inna liga niż wymienione wcześniej. Nirvana to może i ważny zespół, ale bez przesady, miałem kolegów hojniej obdarzonych talentem wokalnym i instrumentalnym. Ale „Unplugged” łączy z innymi płytami z tej listy to, że nieodmiennie przenosi mnie do przeszłości. Wyróżnia ją z tej listy również to, że jest to jedyna płyta Nirvany, którą mógłbym to wpisać, podczas kiedy w przypadku Joyów, Doorsów, czy później Dead Can Dance, długo musiałem się zastanawiać, którą płytę wybrać, skoro o płytę, a nie o opera omnia chodzi.

Oczywiście, najpierw słuchałem „Nevermind”, ale to jedyny album Nirvany, którego mógłbym słuchać nawet dziś. Nie wiem, z sentymentu, po starej znajomości? Po prostu podobają mi się te piosenki, i tyle. Jest to wreszcie jedyny album Nirvany, który przy pierwszych akordach „Lake of fire” , „The Man Who Sold the World” , „Where did you sleep last night” działa jak wehikuł czasu.

I o ile wcześniejsza muzyka przenosi mnie na ulice, do knajp, na plaże, to Nirvana przenosi mnie do pokoju, w którym wtedy mieszkałem. Przypomina mi o grach komputerowych, o książkach, o leżeniu na kanapie i patrzeniu w sufit. O kumplach, którzy przychodzili posiedzieć, pogadać, pograć w rpg, albo wyciągnąć mnie z domu.

A sama płyta oczywiście stoi coverami, czy to Davidem Bowie, czy tradycyjnym, ludowym „Where did you sleep last night”. I jest to bardzo smutna płyta, lecz smutkiem innym, niż cioranowska rozpacz Joyów, smutkiem kojącym, spokojnym, pogodnym nawet, pogodnym jak pasaż z „The man who sold the world”.

I tak naprawdę, miejsce Nirvany powinien tutaj zająć albo Cave, albo Waits, albo, pewniej jeszcze, Radiohead, albo PJ Harvey, bo słuchałem ich wszystkich z osobna częściej i dłużej, i dalce bardziej ich od Nirvany wolę i dalej słucham, nawet właśnie w tej chwili puściłem sobie „Nocturamę”. Ale postanowiłem zaufać instynktowi.

200px-surferrosa4. Pixies, Surfer Rosa/Come on Pilgrim

Podwójne wydanie, płyta i EP. Muzycznie wspaniała, podobno Cobain był fanem Pixies – jeśli był, to mógł pozostać, bo muzycznie, energetycznie Nirvana pozostaje za Pixies daleko w tyle. „Surfer Rosa” jest przy tym tak pięknie, chropowato nagrana…

A ciągnie za sobą,  przede wszystkim – imprezy, na których wrzeszczeliśmy hiszpańskie teksty nie rozumiejąc z nich ani słowa. I jeszcze całkiem niedawno,  zanim Franek się urodził, skakaliśmy jak nastolatki do „Isla de encanta”

Marek grał na gitarze „Where is my mind”, obok różnych riffów z Radiohead i autorskiego „Śledzia”, kiedy tysiąc lat temu pływaliśmy po Mazurach na berylach z wietierokami. I usiłowaliśmy to śpiewać, to i „Caribou” jeszcze, nie bardzo się udawało.

A swoją drogą, ciągnie się za moim Pixiesami jeszcze wspaniała, scena z ekranizacji „Fight clubu”, prawie tak mocna, jak You’ll hunt elk through the damp canyon forests around the ruins of Rockefeller Center z książki. Mimo, że „Where is my mind” bynajmniej nie jest moją ulubioną piosenką tego radosnego zespołu, to jednak ta asocjacja z Palahniukiem i Fincherem dodaje mu bez wątpienia ważności.

200px-portisheaddummy5. Portishead, Dummy

No jakoś tak mi wychodzi, że depresyjna muzyka działa na mnie najlepiej. Portishead to już dużo późniejszy rozdział mojego życia, cichy soundtrack do „przyjmowania pewnej formacji intelektualnej” na studiach i później. Mroczny finisz imprez, mieszany ze smutnymi kawałkami Shemekii Copeland i co mroczniejszym Waitsem, Beth Gibbons śpiewała naszym przyjaciołom powoli spływającym w fotele, dopalającej się sziszy, wstęgom papierosowego dymu i okrągłym plamom po alkoholu, kiedy wżerały się w fornir na meblach. Gosia K. nie znosiła Portishead, bo pogłębiali jej depresje: dla mnie depresyjna to jest Patrycja Markowska, Beth Gibbons jest po prostu cudownie, rozkosznie smutna.

Być może jestem po prostu mizantropem, któremu jest przyjemnie słuchać muzyki smutnej jak pogrzeb złego starca, nie wiem. Swoją drogą, Portishead, obok „Silent treatment” Pati Yang i – tak, wiem, że to dziwne – „X&Y” Coldplaya to moja ulubiona muzyka na długie podróże samochodem.

200px-within_the_realm_of_a_dying_sun 6. Dead Can Dance, Within the Realm of a Dying Sun

Co trzeba było o DCD napisać, napisał już Studyta u siebie. Ja dodam tylko, że dla mnie to „Cantara” jest chyba najważniejszym utworem na tej wspaniałej płycie.

A dlaczego nie mogłem wybrać innej płyty? Ano, po pierwsze i najważniejsze, z DCD to ta sama historia co Joy Division.

Potem trochę mi zbrzydli, bo często lecieli u nas jako muzyczny podkład do sesji rpg, ale raczej Into the Labyrinth, póżniej jeszcze pani Lisa przez jakiś czas pojawiała się w soundtracku co drugiego filmu, na jakim byłem w kinie. Być może na fali tego znużenia napisałem jakieś dwa lata temu, że mam DCD dosyć, bo brzmią mi już fałszywie.

Ale znużyłem się w końcu jednym, zapętlonym kawałkiem z soundtracku „28 tygodni później”, który puszczałem sobie do pisania, jako ścianę dźwięku odgradzającą mnie od świata i hipnotyczny stymulant do mózgu, do emocji i stylu, i zacząłem pisać, przepraszam za wyrażenie, „pod” Dead Can Dance. Musiałem szybko zmienić muzykę do pisania na coś innego (Rammstein ostatnio), bo DCD angażowało mnie za bardzo, bo to jednak zbyt dobra muzyka.

kult_-_posluchaj_to_do_ciebie7. Kult, Posłuchaj to do ciebie

To po prostu ogromny kawałek moich lat młodzieńczych. „Piosenka młodych wioślarzy”, „Elektryczne nożyce z gór”, które śpiewaliśmy z najbliższymi mi wtedy przyjaciółmi z pogardą dla ciszy nocnej (jakże dziś nie znoszę takich hałaśliwych gówniarzy), „Do Ani”, które wzrusza mnie do dzisiaj…

Teraz, jeśli włączam jeszcze coś Kultu, to pierwszego albo drugiego „Tatę Kazika”, albumy przecież genialne, bo ojciec jednak lepszym tekściarzem był od syna, nie mówiąc już o Gałczyńskim. Lubię też „Ostateczny krach systemu korporacji”, następnych płyt nie byłem już w stanie odsłuchać nawet do połowy, znudziły mnie po prostu na śmierć.

Więc co mogę napisać jeszcze o tej płycie?

Elektryczne nożyce z gór / W kosmosie nie ma większych / A oni zjednoczeni dalej lecą / Oni powracają tą samą drogą

Tyle.

Kategoria: Inne | Komentarzy: 6 Więcej »

Komentarze


Studyta
dnia 11.03.2009 o 11:15

Dzięki za odpowiedź na mój płomienny apel o siódemkę ;-)

Z Doorsami miałem niezłe przejścia, rózne jazdy depresyjno-nihilistyczno-alkoholowe u mnie generowali i co ciekawe, oprócz koncertowego „Absolutely Live” największy wpływ miała pozornie spokojna, chwilami niemal popowa płyta „Waiting for the Sun”. I zgadzam się, muzycznie późne płyty bronią się najlepiej, szczególnie „L.A.Woman”. Zauważyłeś, że linia basu w pierwszym kawałku z tej płyty jest prawie taka sama jak w „Billie Jean” Michała Jackowskiego?



Marcin "Lutek"
dnia 13.03.2009 o 15:17

Wpadłem akurat na Twoją stronę i przypomniałem sobie jak graliśmy „People are strange”… ostatnio wróciłem trochę do gitary na złość chince która mieszka nade mną (mam wrażenie, że kupiłem za duży piec…). Dodałbym jeszcze tutaj Rage Against The Machine, którzy może nie wnieśli za dużo w sferze tekstowej wykrzykując swoje komunistyczne frazesy ale muzycznie myśle, że przynjamniej mi osobiscie zmieniły podejeście do paru rzeczy… Oczywiście przegladając listę to w sumie zupełnie do niej nie pasują hihi
pozdrawiam z płaskiej krainy



Szczepan Twardoch
dnia 13.03.2009 o 22:49

Marcin! Ale fajnie, nie myślałem, że starzy kumple tutaj wpadają. Co do RATM, to pełna zgoda. Pierwsza płyta ragów jest, co tu dużo gadać, zmiatająca, nawet się zastanawiałem, czy jej tu nie wrzucić. W sumie mogłem, zamiast nirvany chyba, bo to jest kawał wspaniałej muzyki. I sporo wspomnień, ale to już na inną rozmowę. Mam nadzieję, że przed Twoją habilitacją jeszcze.



Piotr
dnia 14.03.2009 o 13:55

Dla mnie Joy Division to przede wszystkim „Love will tear us apart, again”. I żal, że gdy w 1980 byłem w UK, już było za późno…



marian
dnia 15.03.2009 o 20:30

Fascynacje takie same jak Orliński w czasach młodości



o w mordę!
dnia 25.04.2009 o 00:31

zawsze się czułem samotny jako prawicowy miłośnik alternatywnego rocka, a tu Twardoch słucha Pixies. masakra, ale fajnie, nie pójdę do piekła!!!


Napisz Komentarz
Imię:
Email:
Strona WWW:
Komentarze:
  • Najnowsze wpisy

    • Krótko mówiąc V
    • Święci
    • Historiozofia dla trzylatków
    • Cytat na dziś XIII
    • Różności, zapowiedzi
  • Najnowsze komentarze

    • mbw o Krótko mówiąc V
    • Szczepan Twardoch o Krótko mówiąc V
    • mbw o Krótko mówiąc V
    • Wachmistrz o Krótko mówiąc V
    • Wojciech z Młyna o Krótko mówiąc V
    • Szczepan Twardoch o Różności, zapowiedzi
    • dejwi dżones o Święci
    • mbw o O McCarthym na polityka.pl
  • Tagi

    Śląsk Ślůnsk ślůnsko godka Arcana broń Broń i Amunicja Chateaubriand Christianitas chrześcijaństwo Cioran Czas Fantastyki dukaj Ernst Jünger felieton fiderkiewicz film Fronda Jünger język śląski kaczyński kino kościół konkurs literatura lustracja Márai Mackiewicz Michalski michnik Militaria opowiadanie orbitowski podróże polityka powieść Przemienienie Rosja Sándor Márai Spitsbergen spotkanie sternberg Tocqueville twardoch zabawy z bronią zimne wybrzeża
  • Kategorie

    • Arcana (4)
    • Broń i Amunicja (15)
    • Christianitas (5)
    • Cytat na dziś (12)
    • Czas Fantastyki (6)
    • FA-Art (1)
    • Fronda (6)
    • Gazeta Polska (2)
    • Informacyjne (73)
    • Inne (148)
    • Krótko mówiąc (4)
    • ś.p. Życie (1)
    • Militaria (13)
    • Niepublikowane (11)
    • onet.pl (2)
    • Opcje (4)
    • Pů našymu (6)
    • Wszystko jest literaturą (21)
    • Z papieru (2)
  • Archiwa

    • Wrzesień 2010 (2)
    • Sierpień 2010 (2)
    • Lipiec 2010 (3)
    • Czerwiec 2010 (5)
    • Maj 2010 (6)
    • Kwiecień 2010 (2)
    • Marzec 2010 (1)
    • Luty 2010 (1)
    • Grudzień 2009 (2)
    • Listopad 2009 (3)
    • Październik 2009 (4)
    • Wrzesień 2009 (5)
    • Sierpień 2009 (1)
    • Lipiec 2009 (6)
    • Czerwiec 2009 (3)
    • Maj 2009 (9)
    • Kwiecień 2009 (3)
    • Marzec 2009 (9)
    • Luty 2009 (5)
    • Styczeń 2009 (3)
    • Grudzień 2008 (3)
    • Listopad 2008 (5)
    • Październik 2008 (6)
    • Wrzesień 2008 (3)
    • Sierpień 2008 (5)
    • Lipiec 2008 (6)
    • Czerwiec 2008 (5)
    • Maj 2008 (4)
    • Kwiecień 2008 (6)
    • Marzec 2008 (7)
    • Luty 2008 (2)
    • Styczeń 2008 (4)
    • Grudzień 2007 (1)
    • Listopad 2007 (3)
    • Październik 2007 (7)
    • Wrzesień 2007 (11)
    • Sierpień 2007 (12)
    • Lipiec 2007 (10)
    • Czerwiec 2007 (10)
    • Maj 2007 (8)
    • Kwiecień 2007 (13)
    • Marzec 2007 (13)
    • Luty 2007 (8)
    • Styczeń 2007 (15)
    • Grudzień 2006 (11)
    • Listopad 2006 (9)
    • Październik 2006 (23)
    • Wrzesień 2006 (24)
  • Kalendarz

    Marzec 2009
    P W Ś C P S N
    « lut   kwi »
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    3031  
  • Translator

    Polish flagEnglish flagGerman flagFrench flagRussian flagCzech flagHungarian flag 
  • Na facebooku

  • Książki



  • Tak

  • Czytam

    • A. & Ł. Oleksakowie
    • Alfy, Lancie i ciężarówki
    • Anarcha, czyli Dante
    • Andrzej Solak
    • Esthel
    • Felietony Krzyśka Łęckiego
    • Funky Dieter
    • Jacek Dukaj
    • Koty Orbitowskiego
    • Kronika Novus Ordo
    • Ślůnzok ze Aldrajchu
    • Łukasz Orbitowski
    • M&M Kryjakowie – fotografia
    • Maciej Gnyszka
    • Miłośnik Ezry Pounda
    • Okiem Studyty
    • Paweł Milcarek
    • Przemek Bociąga
    • S.Michalkiewicz
    • Slavoi – Próbki
    • Tomasz Gabiś
    • Urbaniuk robi zdjęcia
    • Wojtek Wencel
    • x. Isakowicz-Zaleski
  • Łamy

    • 44
    • Arcana
    • Broń i Amunicja
    • Christianitas
    • Czas Fantastyki
    • FA-Art
    • fronda.pl
    • lampa
    • Nowa Fantastyka
    • Opcje
    • SFFH
  • Teksty

    • Babilon i mimesis
    • Jak nie zostałem Polakiem – narodowość jako akt woli.
    • Konserwatyzm jako klęska
    • Lampart na marmurowej skale
    • Pusty stryczek. O „Wieszaniu” Rymkiewicza.
    • Rozpacz, chrześcijaństwo i konserwatyzm
    • Umieranie Sándora Máraiego
  • twardoch.pl

    • Agata, żona
    • Dziennik 2004-2005
    • Ewa, siostra – w Maroku
    • Fechtunek
    • Podróże małe i duże
  • Meta

    • Zaloguj się
    • Kanał RSS z wpisami
    • Kanał RSS z komentarzami
    • WordPress.org
  • Spam Blocked

    3 292 komentarzy będących spamem odrzucone przez
    Akismeta
  • Wishful thinking


    My blog is worth $12,984.42.
    How much is your blog worth?

Copyright © by Szczepan Twardoch 2010. Strona chodzi na Wordpressie. Skórka: AskGraphics.