Sam już nie wiem, co tutaj jest lewicowe.
Bo z jednej strony, kiedy usłyszałem dziś w radio o skurczybykach z PO, które postanowiły obłożyć podatkiem ekologicznym wszystkie samochody, jednak z założeniem, że 100 złotych rocznie zapłaci właściciel samochodu nowego, a 3000 właściciel auta starszego niż lat siedemnaście, to pierwszy odruch miałem atawistycznie korwinowski: małpy obiecywały, że obniżą podatki, a tutaj, proszę bardzo, nowy podatek – bo zamiast jednokrotnej akcyzy przy kupnie samochodu, ten miałby być do płacenia co rok.
Po korwinowskim atawizmie, wspomnieniu czasów, kiedy człowiek miał osiemnaście lat, pryszcze i wierzył, że Korwin wie wszystko najlepiej, przyszedł czas na odruch lewicowy: mendy najbardziej uderzają w ludzi ubogich, których na nowe samochody nie stać – i którzy, posiadając auta warte mniej, niż roczny podatek, będą musieli zezłomować posprowadzane z zachodu stare graty i przesiąść się z powrotem do transportu publicznego, którego jakość w naszym kraju pozostawia wiele do życzenia. Słowem – auto przywilejem dla klasy średniej i wyższej, proletariat niech nam nie zagraca dróg golfami pospawanymi u wujka Józka z dwóch aut i przystanku. A przecież dla tychże ludzi ubogich, mieszkających na wsiach, z których codzień odjeżdża jeden pekaes, samochód, nawet dwudziestoletni, jest warunkiem uczestnictwa we wszlkim życiu społecznym, wykraczającym poza wypicie piwa na murku pod gieesem.
Potem znowu prawicowo: ejże, ale przecież to jednak lewactwo, promocja kolektywnego transportu i zniechęcanie do transportu indywidualnego. Sustainable development, i tak dalej. Chociaż jednak nie do końca, bo to zwykle jednak wyglądo odwrotnie: najpierw dostosowuje się infrastrukturę i organizuje transport publiczny, a dopiero potem zachęca ludzi do korzystania z tejże.
I na dodatek wszystko to wyłącznie na podstawie lewackiego zabobonu, czyli globalnego ocieplenia, które niepostrzeżenie wyparło religię wcześniejszą, tj. dziurę ozonową, w którą już nikt nie wierzy. Z drugiej strony, podstawy tego zabobonu są jednak poniekąd konserwatywne: wiara w różne cuda nie z tego świata, dziury ozonowe i inne globalne ocieplenia to surogat protestanckiej, purytańskiej skromności, która miała kiełznać pod innym względem materialistyczny purytanizm. Tam, gdzie kult globalnego ocieplenia ma się najlepiej, chrześcijaństwo jest w postępującym zaniku, ale sama forma społeczna pozostała, potrzebny był więc czynnik, który na nowo uzasadni czarne szaty purytańskiego bogacza zamiast lśniących atłasów bogacza katolickiego, dziś w postaci toyoty prius zamiast cadillaca z sześciolitrowym silnikiem.
I tak można w kółko. Prawicowe więc, czy lewicowe – niewątpliwie jednak skurwysyństwo. Do tego jeszcze bardzo polskie, klasyczna polska kretyńska polityczna kseromania. Bo Niemcy i Francuzi tak mają. Bogu dziękować, że Niemcy i Francja leżą w podobnej co Polska strefie klimatycznej, bo w innym wypadku pewnie dużo energii poświęcanoby u nas arcyważnej kwestii nawadniania pustyń piaszczystych.