Odpowiedź Michałowi Nierebińskiemu, nieco spóźniona:
Pan Jezus przyszedł do wszystkich ludzi, ale nie przez przypadek przyszedł tam, gdzie przyszedł (tzn do semickich pastuchów, znajdujących się na obrzeżach Imperium Romanum) i w ten dokładnie czas, w jaki przyszedł. Dlaczego więc narodził się za panowania Augusta na prowincjach Imperium Romanum, a nie w XIX wieku na Madagaskarze? Ano dlatego, że chrześcijaństwo potrzebowało antycznej filozofii. Generalnie, w historii powstała tylko jedna filozofia, która posiadałaby dialektykę i metodę, wszystkie inne tzw. „filozofie Wschodu” to skomplikowane systemy mądrościowe dialektyki pozbawione, za pomocą których nie da się wyłożyć podstawowych sensów chrześcijaństwa.
Oczywiście, prosty człowiek nie musi znać Platona czy Arystotelesa, ale za każdym razem, kiedy wchodzi na mszę, poniekąd zanurza się w świecie greckiej dialektyki, żyje tymi pojęciami. Bez tego nie da się zrozumieć podstawowych sensów chrześcijaństwa, jak transsubstancji, dwoistej natury Chrystusa, etc. – bo najpierw trzeba przyswoić sobie europejskie pojęcia substancji, istoty, natury, form – etc. Dokładnie tak samo, jak istoty buddyzmu nie da się powiedzieć po platońsku, satori to jednak coś innego niż platońskie noesis, mimo „zewnętrznych” podobieństw, będących jednak, jak sądzę, wynikiem pewnego „uzgadniania” pojęć.
Mało tego: chrześcijaństwa nie da się „przetłumaczyć” na inną kulturę niż europejska ze względu na inne systemy wartości, inne sposoby pojmowania człowieka, świata, społeczeństwa, do których chrześcijaństwa nie da się dopasować. Dobry przykład to historia z krzyżem w Japonii. Japończycy nie byli w stanie znieść krzyża jako narzędzia męki Chrystusa – więc czy można było na potrzeby Japonii zastąpić krzyż czymś innym? Nie wiem, kołem, mieczem, albo palem?
A przecież krzyż to nie tylko narzędzie męki, które właśnie było pod ręką, krzyż to również cały ogromny bagaż jego kulturowej symboliki, do której dodała się i którą zagarnęła męka Chrystusa, krzyż to dwie skrzyżowane osie świata.
Nigdzie w podstawach chrześcijaństwa nie znajdziemy pojęcia „szacunku dla innych kultur”, który jest pojęciem ściśle nowożytnym; praktyka zaś wskazuje, że praca misyjna zawsze prowadzi do erozji tradycyjnych, uprzednich wspólnot. Kultura to nie jest bezładny stos cegieł, z którego można swobodnie wyciągnąć jedną i zastąpić inną. Kultura to budowla: kiedy wyciąga się jedną cegiełkę, budowla się zawala – a w przypadku religii nie mamy nawet do czynienia z cegiełką, a w ogóle z fundamentami, bo kultura jest pochodną tych podstawowych wyobrażeń, mitów, które organizują kosmos dookoła człowieka i które zawsze, u chrześcijanina, shintoisty, animisty, ateisty czy wyznawcy Mamona, mają charakter religijny. Więc przekonanie, że można nawrócić animistę, wyciągając fundament i wsuwając w jego miejsce chrześcijaństwo, bez zburzenia całej budowli, są cokolwiek naiwne.
Czy to smutne? Poniekąd tak, zawsze wielkim smutkiem napełnia mnie wymieranie czy rozpuszczanie się ethnosów, bo sam do rozpuszczającego się ethnosu należę. Ale to tylko ponowoczesne sentymenty, a sentyment nie może nas powstrzymywać w poszukiwaniu prawdy, a prawda jest taka, że nie da się przyjąć chrześcijaństwa odrzucając Europę, ilu postępowych misjonarzy nie przebrałoby się w palmowe liście i ptasie pióra. Można zamiast habitu dać siostrze zakonnej sari, ale nie da się zmienić tego, że zanim uwierzy się w Przeistoczenie, trzeba przyswoić sobie cały europejski bagaż znaczeń i sensów, trzeba zrozumieć czym w Europie jest ciało (bo czym innym, kulturowo rzecz biorąc, niż w Afryce czy Azji, przecież – i na dodatek trzeba jeszcze rozróżnić sarx i soma), trzeba sobie przyswoić europejską logikę. Misjonarska praktyka wskazuje, że proces ten trwa najczęściej wiele pokoleń, czy będą to pokolenia dzikusów hotentockich czy słowiańskich, zanim uda się tę wizję świata przekonstruować.
I zanim zaczniemy rozpaczać nad upadkiem świata syberyjskich szamanów, to zastanówmy się, czy żal nam rzezanych z dębu Światowidów, gontyn, żertw i świętych gajów? Może jakimś sentymentalnym głupcom żal – mi wcale, bo zamiast tego pozwolono nam, dzikusom z euroazjatyckich puszcz, wejść do platońskiej Akademii. Chrześcijaństwo otworzyło nam drzwi do uczestnictwa w najważniejszym i największym, jak do tej pory, dokonaniu rodzaju ludzkiego, cywilizacji europejskiej, której umierania jesteśmy świadkami. Więc dlaczego miałoby mi być żal kultury japońskiej, gdyby ta była zagrożona śmiercią, skoro wcale nie tęsknię do Słowian?
„I zanim zaczniemy rozpaczać nad upadkiem świata syberyjskich szamanów, to zastanówmy się, czy żal nam rzezanych z dębu Światowidów, gontyn, żertw i świętych gajów? Może jakimś sentymentalnym głupcom żal – mi wcale”
Zgadzam sie z Panem. Taki pogląd jest bardzo nie popularny.
Profesor Ireneusz Krzeminski kiedyś w programie RING(już RAZ nie prowadził, a Paliwoda – ten od krzyku o posiadaniu broni) stwierdził, że T.T. Terlikowski w cywilizowanym kraju powinien siedzieć w więzieniu.
Pewnie wg prof. Krzemińskiego Pan też powinien siedzieć:)
Na IV roku miałem na studiach taki przedmiot „Związki Wyznaniowe & coś tam)”. Wypowiedziałem sie podczas dyskusji mniej więcej tak jak Pan, a szanowna pani profesor zasugerowała mi, że to faszyzm. Gdy poprosiłem o uzasadnienie, odpowiedziała mi, że każda kultura musi być równa!(sic)I dla każdej trzeba być tolerancyjnym, bo tylko tak można ją zrozumieć.
Zresztą gdy przeczytałem zalecany podręcznik do „Prawa Wyznaniowego” – to od razu widać, że prof. Zielinski nawet nie próbował ukryć swoich antyklerykalnych poglądów i sypał anegdotami o Papieżach – i to niby w naukowym podręczniku, a nie książce publicystycznej.
Ta odpowiedź skłania do postawienia całej masy pytań, ale tę miła pracę pozostawię Michałowi Nierebińskiemu :-) Chyba, że się nie odezwie, to zabiorę głos.
Na razie napisze tylko, że clue Twojego wpisu: „…pozwolono nam, dzikusom z euroazjatyckich puszcz, wejść do platońskiej Akademii. Chrześcijaństwo otworzyło nam drzwi do uczestnictwa w najważniejszym i największym, jak do tej pory, dokonaniu rodzaju ludzkiego, cywilizacji europejskiej, której umierania jesteśmy świadkami.” wydaje mi się stawianiem sprawy na głowie. Raczej ta Akademia była jedną – nie jedyną – z dróg, które doprowadziły nas do chrześcijaństwa.
hmmm… a czy to takie pewne, że bez Chrześcijaństwa nigdy by ta platońska Akademia do nas nie zawitała? takie dygresyjne pytanko.
Dzięki (również nieco spóźnione) za odpowiedź. Jestem w trakcie pisania odpowiedzi, więc chwilowo uchylam się od komentarza.
Właśnie sie dowiedziałem, że był Pan ostatnio w Lublinie na Kulu. Mam nadzieje, że w przyszłości będzie Pan zamieszczał na tym blogu informacje i spotkaniach autorskich.