Ziemkiewicz i Dmowski

W dzisiejszej „Rzepie” niezła analiza pióra Rafała Ziemkiewicza. Zgadzam się zasadniczo z zawartymi w niej tezami, zgadzam się również z argumentacją: nie pisze zresztą Ziemkiewicz nic nowego, czego by wcześniej nie powiedziano. Nie o to zresztą tym razem chodziło. Nie mogę jednak zgodzić się z jednym zdaniem, następującym:

Na tej podstawie twierdzę od kilkunastu lat uparcie, że współczesne polskie społeczeństwo nie ma praktycznie nic wspólnego z tym przedwojennym, w odniesieniu do którego nadal tworzy się rozmaite mity. Nic o nim nie dowiemy się od Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa ani Daszyńskiego.

Czy na pewno w „Myślach nowoczesnego Polaka” nie ma nic, co opisywałoby Polaków współczesnych? Sprawdźmy.

(naród polski) Niedołęstwo nazwał szlachetnością, tchórzliwość – rozwagą, służbę u wrogów – działalnością obywatelską, zaprzaństwo – prawdziwym patriotyzmem. Wszelkie niemal pojęcia polityczne wywrócił, zaczął żyć w świecie moralnych urojeń, a przystosowując się do tego bytu, zaczął nawet tępić w sobie wszelkie zdrowe skłonności, wszelkie przejawy instynktu samozachowawczego.

Czy to na przykład:

Przez porównanie swego narodu z obcymi przekonałem się, że wiele z tych kłamstw naszą tylko myśl zatruwa, że niedorzeczności, które gdzie indziej powtarzane są tylko przez stare panny i w ogóle przez jednostki żyjące poza społeczeństwem, odgrodzone od realnego życia,  u nas stanowią podstawę myślenia ludzi poważnych, kierowników opinii i przodowników pracy publicznej, którzy na nich budują sądy dziekowe i nadzieje polityczne.

O trwającej wśród polskiej inteligencji do dziś najdziwaczniejszej samoświadomości, łączącej w jedno nadmierną pogardę do samych siebie z przekonaniem o własnej wyjątkowości:

Nie ma chyba wśród inteligencji żadnego kraju tak wielkiej stosunkowo liczby ludzi, posiadających wielostronne a powierzchowne wiadomości, połapane z książek i artykułów, a jednocześnie tak głupich w najelementarniejszych sprawach życia, zwłaszcza zbiorowego.(…) Ta nieumiejętność myślenia o sprawach własnego narodu w taki sam sposób, w jaki się myśli o narodach innych, z konieczności doprowadza nas do traktowania swej społeczności, jako narodu wyjątkowego, istniejącego poza wszelkimi prawami społecznymi.

O kobiecym charakterze polskim, o czym jakiś już czas temu mądrze pisała Bielik-Robson:

W żadnym kraju tak jak u nas żony nie rządzą mężami, dzieci rodzicami, a młodzież społeczeństwem.

I dalej, o tym samym:

Jeżeli się głębiej zastanowimy nad istotą pojęć politycznych, najbardziej rozpowszechnionych w naszym społeczeństwo, to dojdziemy do przekonania, że w nich najlepiej bodaj wyraża się ta bierność naszego charakteru. Najpopularniejsze u nas hasło: nie drażnić wrogów – jest hasłem narodu pragnącego sobie zapewnić spokojną wegetację, nie życie, bo wszelkie przejawy naszego życia, naszej energii czynnej z natury rzeczy najsilniej tych wrogów drażnią. (…) Naszym ideałem jest, żeby narody nawzajem szanowały swoje terytoria, żeby sobie wkraczały na nie nawzajem, żeby każdy mógł spokojnie spać na swoim. Wymyśliliśmy sobie nawet teorię, że rola pobitych jest piękniejszą od roli zwycięzców. Tak to monstrualność naszego rozwoju dziejowego po dzis dzień mści się na nas, wypaczając nasz charakter i nasze poglądy na życie.

I jeszcze o tym samym:

Do wad, uważanych przez nas za nadzwyczajne zalety, należy właśnie ta nasza tradycyjna bierność, którą się w ostatnich właśnie czasach przy każdej sposobnośc szczycimy. Nie nazywy jej po imieniu, bo to brzmi brzydko, ale produkujemy ją publicznie pod gładkimi imionami wspaniałomyślności, bezinteresowności, tolerancji, humanitaryzmu. Wbiliśmy sobei w głowę fikcję, że te właśnie piękne przymioty były najdodatniejszymi czynnikami naszej historii i to nam przede wszystkim przeszkadza historię własną rozumieć. To, co świadczyło o naszej słabości, najcześciej podajemy za główną naszą siłę, tak dziś, jak dawniej.

O ile więc recepty, podawane przez Dmowskiego w „Myślach…”, są już dawno przeterminowane, to jednak diagnozy są ciągle aktualne. Wiele pisze Ziemkiewicz w „Michnikowszczyźnie” czy w „Czasie wrzeszczących staruszków” o degeneracji, jaka dotknęła Polaków po 1945 roku. Czy jednak diagnozy Dmowskiego ale także żenujący i wstydliwy koniec II RP, tak wybitnie opisany przez Cata, żenująca polityka prowadzona przez polskie rządy emigracyjne, etc. -nie nakazywałyby się zastanowić, czy to co Ziemkiewicz i wielu innych uznają za dziedzictwo komunizmu, nie jest przypadkiem o wiele starsze? W końcu „Wieszanie” mógł Rymkiewicz napisać o tym, co wydarzyło się dwieście lat temu.

Swoją drogą – jakże straszliwie smutna jest historia polskiej endecji: zaczęła się od wybitnej inteligencji i świetnego pióra Romana Dmowskiego, a skończyła na Wojciechu Wierzejskim. Dziś, za to, co Dmowski pisał o Polakach, wyleciałby pewnie z lokalnego koła LPR – za to właśnie, a nie za antysemityzm, za który do LPR podobno Dmowskiego nie przyjąłby Giertych. Nie mówiąc już o poetyce polskości rodem z Radia Maryja, tego egzotycznego melanżu endeckości, romantyzmu i posoborowego, nowoczesnego katolicyzmu – świetny przykład tego, co tak zajadle Dmowski w polskim charakterze narodowym zwalczał.

To zresztą typowe: tylu prawicowych dziarskich chłopców co drugie zdanie odwołuje się do Józefa Mackiewicza, co możliwe jest tylko dlatego, że go nie czytali: gdyby przeczytać im co fajniejsze kawałki z „Lewej wolnej” albo „Nie trzeba głośno mówić” bez podawania autorstwa, bez wątpienia podnieśliby rwetes, że oto znowu mamy do czynienia z antypolską propagandą, zapewne za pieniądze niemieckie i żydowskie.