Dziś dwutakt. Najpierw, ponownie, Cioran:
Gdybym był posłuszny mojemu pierwszemu odruchowi, spędzałbym całe dni na pisaniu pożegnalnych i obraźliwych listów.
A następnie Tyrmand:
— Zaczynam nowe życie — rzekł lekko, lecz zaraz zatrzymał się nad powierzchnią słów, tyle razy już wypowiedzianych.
Weszli do parku od strony ulicy Pięknej. Mikołaj mówił: — Postanowiłem zerwać z kodeksem naszej codzienności. Odtąd białe będę nazywał publicznie białym, a czarne czarnym.
— Przecież zawsze tak postępowałeś. Nie wydawało mi się to zbyt mądre.
— Dotąd uprawiałem jedynie wolny komentarz do idej i wydarzeń. Od dziś rozciągam go na stoliki kawiarniane. Rozgraniczenia moralne wydawały mi się dotychczas przesądem. Nie dostrzegałem nic niestosownego w piciu wódki ze złodziejami cudzych pomysłów, z karierowiczami windującymi się na cudzych karkach w górę i liżącymi brudne ręce komunistycznych ministrów, z sutenerami żyjącymi z lansowania zgwałconych uprzednio przy pomocy alkoholu dziewcząt, z mężami, uprawiającymi tanią rozpustę w mieszkaniach swych żon, przebywających właśnie w przeciwgruźlicznych sanatoriach. Nic mi nie przeszkadzało w klepaniu ich po plecach w Spatifie, o ile tylko byli zabawni, mili, inteligentni. Koniec z tym! Postanowiłem podporządkować się obiektywnej skali wartości, aż do krańcowych konsekwencji nie podawania ręki kłamcom, łobuzom i sprzedajnym obłudnikom.
— Przeprowadź się do Puszczy Białowieskiej. W Warszawie zginiesz z głodu.
Doniesiono mi, że pojawił się tutaj mój ulubiony aforyzm z „Wyznań i anatem” (czy to czyjś inny przekład, a nie Krzysztofa Jarosza? bo u niego jest „”uległ).
W każdym razie na tę okoliczność spuszczę się ze skrywanego w gębi ducha marzenia. Może to czyta Ktoś Bardzo Ważny i zechce się pochylić nad moim wpisem.
Otóż chciałbym kiedyś mieć felieton, który nosiłby nadtytuł „Pierwszy odruch”, a obok figurowałoby stale to właśnie motto z Ciorana.
Nie musi nawet być jakoś bardzo dobrze płatny. Ważniejsze, żeby z tego tytułu przysługiwała ochrona osobista ;-)
Przekład jest Joanny Ugniewskiej, pochodzi ze zbiorku pt. „Aforyzmy”, wydanego w Czytelniku, w roku 1993, z paskudnymi ilustracjami, na ogniście żółto-pomarańczowym papierze i z głupią, niebieską okładką. Składają się nań „Sylogizmy goryczy”, „O niedogodności urodzenia się”, „Rozćwiartowanie” oraz właśnie „Wyznania i anatemy”.