Cytat na dziś XI – żadnych marzeń, panowie

Francesco Sforza stał się z prywatnego człowieka księciem Mediolanu, bo był człowiekiem oręża, a jego synowie wskutek unikania trudów i niewygód oręża zeszli z książąt na ludzi prywatnych. Albowiem oprócz innych przyczyn zła, jakie ściąga na siebie twa bezbronność, jest i ta, że stajesz się lekceważonym, co jest jedną z tych infamii, jakich książę musi unikać, jak o tym powie się poniżej. Albowiem mąż zbrojny nie może się równać z bezbronnym, a nie zgadza się z rozumem, aby uzbrojony dobrowolnie słuchał bezbronnego i aby bezbronny przebywał bezpiecznie między uzbrojonymi sługami; albowiem gdy jedna strona ma tylko wzgardę, a druga podejrzenie, niepodobna, by razem zgodnie działały.

To z czternastego rozdziału „Księcia”. Podkreślenie moje. Zasada opisana przez Machiavellego jest aktualna na kilku poziomach. Po pierwsze, ciągle obowiązuje w polityce, ale to raczej oczywiste. Obowiązuje jednak również w życiu społecznym: możliwość lekceważenia bezbronnych jest, moim zdaniem, zasadniczym powodem, dla którego pogrobowcy Krwawego Feliksa nie dopuszczają myśli o odebraniu im (tj. poli-milicji) uprawnień w zakresie reglamentacji dostępu do broni palnej. Nie tylko dlatego, że nie chcą jej dawać tzw. „zwykłym obywatelom”, których lekceważą – również po to, by mogli, niczym feudalny władca przywilejem, obdarować bronią palną tych, których nie lekceważą – gangsterów.

To tak na marginesie wypowiedzi Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska, które ucinają płonne nadzieje środowisk strzeleckich, że projekt ustawy złożony w komisji Palikota może coś zmienić. Charakterystyczna jest zwłaszcza postawa Grzegorza Schetyny, pozwolę sobie tutaj zacytować za onet.pl:

Zdaniem b. szefa MSWiA ułatwienie dostępu do broni to zły kierunek. Schetyna nazwał absurdem pomysł, by zezwolenia na broń nie były już wydawane przez policję, lecz przez samorządy. – Nie będzie akceptacji dla takich zapisów – zapewnił.

Co, u Schetyny szczególnie, nie dziwi ani trochę.  Także: żadnych marzeń, panowie.

Aksolotl narodów

Z poniższego tekstu publikowałem już na moim dzienniczku fragment, dziś dla ewentualnej uciechy moich nielicznych P.T. Czytelników, zamieszczam całość, namawiając jednocześnie do lektury Czasu Fantastyki nr 4/21.

Aksolotl narodów

Czas Fantastyki 4/21

Narodowe Centrum Kultury jakiś czas temu zaproponowało mi udział w zabawie historycznej, czy też literackiej, zatytułowanej„Zwrotnice czasu”, w której moim zadaniem było  rozpoczęcie pisania historii alternatywnej, scharakteryzowanie punktu rozszczepienia. Moja historia, oparta na założeniu, że Władysław Studnicki zostaje premierem i Polska przystępuje do paktu antykominternowskiego, ukazała się obok historii Lecha Jęczmyka, Macieja Parowskiego oraz Marcina Wolskiego.

Zaangażowałem się w ten projekt z radością, jednak nie dlatego, abym sądził, iż historia alternatywna jako taka niesie ze sobą jakieś nadzwyczajne zalety literackie. Jest dokładnie na odwrót: sądzę, że historia alternatywna jako taka jest gatunkiem literacko wyczerpanym. Te książki, w których historia alternatywna była całkowitą artystyczną wartością dodaną, przynajmniej od czasów „Człowieka z wysokiego zamku” Dicka, ponoszą literacką, artystyczną porażkę. Są oczywiście takie, których wartość literacka jest niepodważalna, mimo, że w jakiś tam sposób historią alternatywną są, jak np. „Lód” Jacka Dukaja – jednak tutaj to nie „alternatywna historyczność” stanowi o ich wartości, jest w nich jedynie cechą przygodną.

To również skłoniło mnie, aby tej historii alternatywnej nie ubierać w literacki, czy para-literacki, kostium, lecz by wyrazić ją w formie ściśle dyskursywnej.

Pisząc fantazję historyczną, w której Studnicki pozostaje premierem, w istocie spełniłem po prostu własną fantazję o Polsce, fantazję o Polsce, która zdołała przekroczyć próg politycznej dojrzałości. Fantazję o Polsce, będącej nie tylko przedmiotem, ale również podmiotem polityki międzynarodowej. Fantazję o akslotlu, który wbrew tradycjom swoich przodków, w końcu dojrzewa.

Dojrzałość Polska utraciła trzysta lat temu, zdziecinniała gdzieś w osiemnastym wieku i  nie odzyskała dojrzałości i będącej jej konsekwencją podmiotowości ani w krótkim interludium suwerenności 1918 – 1939, ani po roku 1989.

Fantazje, w których Polacy zwyciężają wbrew kalkulacji, wbrew rozsądkowi, a dzięki swojej moralnej przewadze mogą pokrzepiać serca, mnie jednak nie interesuje moralna przewaga, interesuje mnie jedynie przewaga polityczna i nie interesuje mnie również pokrzepianie serc. Polskie serca nie potrzebują pokrzepienia, dość są już pokrzepione i drzemią w rozkosznej drzemce własnej sielskości. Polskie serca potrzebują wbicia igły z zastrzykiem z adrenaliny, która poruszy je do biegu.

W istocie, moja fantazja jest reakcją na nieznośną dla mnie tożsamość Polski bezpodmiotowej. Tożsamości Polski – ofiary gwałtu, Polski rozstawianej, a nie rozstawiającej po kątach. Tożsamości Polski intelektualnie niezdolnej do prowadzenia prawdziwej polityki zagranicznej, bo nie rozumiejącej jej podstawowych, clausewitzowskich praw.

W samym centrum zaś tej polskiej tożsamości są niewinne polskie trupy – z dziurami w potylicach, spalone miotaczami płomieni, rozstrzelane, powieszone.

Continue reading