Ci, którzy siedzą w ciemnościach i w ciszy, z twarzami wspartymi o dłonie i łokciami wspartymi o plugawe blaty, drżą podniebienia miękkie w chrapliwych oddechach.
Ci, którzy złożyli swe ciała przy ścianach, podciągnęli kolana ku brodom i objęli je troskliwymi przedramiony.
Ci, którzy na plugawych blatach złożyli policzki i okruchy chleba wyciskają w ich skórze swoje ospowate „połącz punkty”.
Ci, którzy biodra zepchnęli ku najdalszym rubieżom foteli.
Ci, których podniecenie przegrało ze snem i zastygli z dłońmi na piersiach i biodrach tych, które zasnęły zawiedzione.
Ci, których chwiejne kroki zawiodły ku bezpiecznym portom sedesów, przy których trwają w kamiennym półśnie męczeńskim, szarpani torsjami.
Ci, którym sen nie wytrącił z rąk kieliszków i razem z drżeniem serc rozchodzą się fale na calowym lustrze ciepłej wódki.
Ci, których nie obudził żar papierosa i przypieczeni mgliście śnią o bólu.
Wy, którzy zasypiacie: ufni, dobrzy, cisi, z losem pogodzeni biesiadni święci.
Są jeszcze nie-święci. Czarne koszule kieliszka, które przetrwały biesiadę na lądzie, na morzu i w powietrzu.
Ci, którzy kładą do łóżka spoczywających na blatach.
Ci, którzy okrywają kocem śpiących przy ścianach.
Ci, którzy odrywają braci od okruchów chleba naszego powszedniego.
Ci, którzy kładą poduszki pod głowy zasypiającym w fotelach.
Ci, którzy pocieszają zawiedzone.
Ci, którzy trzymają drgające ciała ostatnich w szeregu, by nie utonęli.
Ci, którzy trzymają przyjaciół za ramiona, żeby nie burzyli mętnej tafli.
Ci, którzy wygaszają ogień i ostatnie światło.
Oni, którzy trwają: MVSN, Może Vódki Się Napijem, wychodzą nad ranem, zanim święci się obudzą. Wiedzą, że tamci wkrótce będą przeklinać to, co niedawno tak głośno sławili.
Nie-święci idą do najbliższej knajpy, żeby zbierać mężczyzn do swojej Czarnej Brygady. A kiedy przestępują próg, szepczą: „Non ho tradito”.
(szkoda, że ten wpis nie ukazał się 8 września)
:-)
Niezły pomysł, także formalny (białym wierszem czarna litania) na wiersz – tyle że bez pointy. Wprawdzie życie jest często „monologiem wariata”, czyli pointy nie miewa – poezja jednak dlatego jest poezją, że mieć ją powinna.
Z ciepłymi pozostając myślami (mimo przygody z Grunwaldem) – LeW
Zaskoczenie. Intersujące. Tu i ówdzie wieje „oldskulem”, ale ogólnie pozytwnie…
noż prawie Dębowiejski! Józek!