„Tatusiu, boję się ciemności. Zostań ze mną.” – powiedział mój syn przed zaśnięciem. Wydaje mi się, że po raz pierwszy stanął wobec Boga, śmierci, strachu i nadziei. Z tego miejsca pochodzi wszelka religijność.
„Tatusiu, boję się ciemności. Zostań ze mną.” – powiedział mój syn przed zaśnięciem. Wydaje mi się, że po raz pierwszy stanął wobec Boga, śmierci, strachu i nadziei. Z tego miejsca pochodzi wszelka religijność.
Tatusiu, podrap mnie po pleckach przed zaśnięciem, żeby odpędzić strachy.
Serce topnieje, nie?
Droga :)
To nie rozmowy z synami brzmią jak „Droga”, tylko „Droga” brzmi jak rozmowy z synami (tak sądzę, choć doświadczenia w tej kwestii nie mam). Co nic jej nie ujmuje.
Strach się do dziecka odezwać, bo co człowiek usta otworzy, to wychodzi McCarthy. :)
„co człowiek usta otworzy, to wychodzi McCarthy. :)” — tu też się zaczyna pewnego rodzaju religijność :D
Wydaje mi się, że jednak to miejsce źródłowe o wiele częściej bywa mniej wzniosłe: jest nim szukanie wsparcia nie wobec Groźnej Tajemnicy, ale wobec Wroga, Silniejszego lub takim się wydawającego. No, chyba że każde wejście w noc traktować jako walkę o sen, spokojny sen :-)
…i potem to idzie dalej. Bo co może zrobić rodzic? Nie powie: „synu, jestem z tobą, ciemność zniknie”. Rodzic raczej mówi: „ciemność dalej będzie, ale w niej będziesz czuł, że jestem obok ciebie”. I tu jesteśmy już w samym sercu tego, co religijne.
Dlatego może w kolejności przyswajania sobie pojęć, Diabeł wyprzedza Boga? Boga układamy sobie ze spojrzeń na rodziców, ale dopiero wtedy, kiedy zaczniemy go potrzebować. A potrzebować zaczynamy, kiedy coś podpowiada nam, że w Ciemności coś się może kryć. Dlatego, Olku, wydaje mi się, że chodzi nam o to samo; trzylatek nie rozumie przecież eschatologicznych horrorów ciemności, ciemność to po prostu kryjówka dla Czegoś Strasznego, przed czym obronić może tata.