Krótko mówiąc VII

Ludzie są szczelni. Nie możemy poznać innego człowieka, prawdziwie znamy tylko dzieci, póki są bardzo małe, zanim nie nauczą się, że być człowiekiem to uszczelnić się.

W swoich głowach jesteśmy samotni w towarzystwie odbić, które nie są innymi ludźmi, a tylko przyporządkowanymi im cząstkami nas samych, jak numerki w szatni przyporządkowane są płaszczom.

Znać kogoś to znaczy ulepić kawałek samego siebie na jego odległe podobieństwo.

W „Kawiarni literackiej” w „Polityce”

Zaglądam do „Dzienników” Mrożka. Wygląda to wybuchowo, trudno się oderwać.
I tylko się zastanawiam: co może niepisarza skłonić do czytania dzienników literata? Bo coś skłania, to widać po tym, jak się te opasłe dzienniki Mrożka i inne sprzedają. A ja nie rozumiem, jakim cudem kogoś normalnego może w ogóle interesować samoobnażający się pisarz.

Więcej w papierowej „Polityce” nr 43/2010 oraz tutaj.

Zdrada

Jak mam mu jeszcze kiedyś zaufać? Skoro porzucił mnie tak łatwo, po tych wszystkich espresso które dla niego wycisnąłem! Po tych litrach spienionego lubieżnie mleka! Po tym, jak ubijał we mnie kawę, rozgrzewał mnie i wciskał we mnie arabiki świeżo mielone, dokręcał i w końcu włączał, ja drżałem, a czarny, oleisty napar spływał ze mnie i pokrywał się brązową cremą…
I wystarczyła jedna paczka egzotycznej kawy i znowu czuję tylko ten oszałamiający zapach kardamonu, cały dom nią pachnie, zapachem serajów Konstantynopola i Aleksandrii, ja pachnę tak prosto, zwyczajnie – chociaż przecież schludnie – ale jednak powszednio, tylko kawą, niczym więcej… Moja kawa nie ma tej fałszywej słodyczy, tnącej słodyczy wschodnich chałw i rachatłukum. I widzę go z nią, z dżezwą, znowu! Widzę go, jak sypie do niej ten wyuzdany cukier, tę kawę tak nieprzyzwoicie drobno zmieloną, widzę jak ogrzewa jej krągłości, schładza ją, znowu podgrzewa, mnie nigdy tak nie pieści, we mnie nie tych łatwych namiętności i podniet, nie spieniam się tak łatwo, nie ma otwartego płomienia, ja nie wykipię przecież, jak ona…

Dlaczego zdradzić mnie przychodzi mu tak łatwo? Czy to dlatego, że kupił mnie z przeceny? Czy to przez tę skazę na moim czerwonym lakierze, która sprawiła, że wyceniono mnie tak tanio? Ale w końcu nazywam się DeLonghi! Żadna arystokracja, ale jednak… Dlaczego nie widzi mojej prawdziwej wartości?
I wróci do mnie, przecież wiem, że wróci, wracał już tak wiele razy, znudzi się szybko tą tanią egzotyką, po obiedzie zapragnie znowu zwykłej espresso, któż inny wie, że rano do caffé latte życzy sobie podwójny napar, żeby było mlecznie, cieliście, a jednak mocno i kawowo. Wróci. A ja nic nie powiem, cicho będę dalej dla niego parzył tę kawę, aż w końcu kiedyś pęknie mi serce, a on wtedy wystawi mnie za drzwi, tak jak zrobił z moim poprzednikiem i znajdzie kogoś nowego, na moje miejsce, przecież dżezwa mu nie wystarczy…

I dogorywając na śmietnisku o czym będę myślał? O jego niewdzięczności? Czy o tych wielu dobrych chwilach, które spędziliśmy razem, o tych porankach, kiedy stawał przede mną zaspany, na kacu, zmęczony, półprzytomnie mnie rozgrzewał, a ja dawałem mu z siebie wszystko, dla tego jednego spojrzenia wdzięczności, kiedy kawa spływała mu w tętnice i udawało mu się w końcu otworzyć oczy.

Cytat na dziś XIV – o tym, dlaczego literatura umarła

„- A co w kawiarniach literackich? – zapytał po chwili ochryple żeglarz i odkaszlnął, ponieważ płomień palinki przyjemnie rozgrzał mu gardło.
- A co ma być? – odparł pytaniem na pytanie Ede, przyjaciel literatury, i rozłożył ręce, jakby odmawiał kredytu całemu światu. – Młodzi ludzie uprawiają sporty, chodzą na pływalnię, zjeżdżają na nartach i oddają się podobnym, rzekomo zdrowym, lecz jednak podejrzanym czynnościom. Ale my obaj, panie Sindbadzie, nie chciałbym być nieskromny, my obaj wiemy przecież, że dla młodych poetów, jednym zdrowym zajęciem jest literatura i kawiania. To są żelazne prawa i nikt nie może ich bezkarnie podważać, a już najmniej ten, kto zaciągnał się na służbę u muz. Czyżby sportsmeni mieli odtąd kierować życiem umysłowym? Ja nie twierdzę, że dla płuc nie jest zdrowsze zjeżdżać na deskach ze Szwabskiej Góry niż dyskutować przez cała noc z panem Bátteszéky w „Czikago”. Ale pisarz ma się troszczyć nie o swoje płuca czy serce. Pisarz ma się troszczyć o swój umysł i ducha, i właśnie kawiarnia daje tę specyficzną, może według zaleceń lekarskich czy gimnastycznych zupełnie niezdrową, ale z literackiego punktu widzenia jedyną dobroczynną atmosferę, w której pisarze znajdują niejaką ochronę przed pokusami świata, samowolą urzędów i brutalnością pieniądza; ich płuca i serce nadweręży wprawdzie nikotyna i czarna kawa, ale ich duch rozkwitnie – i to jest ważniejsze! Wielmożny pan wie, co i ja wiem, i wiedzieli wszyscy dawni pisarze, że bez kawiarni nie ma literatury. Pan Petőfi nie chodził na narty, tylko do „Pilvaxu”, a pan Vörösmarty nie na pływalnię, tylko do „Złotego Wołu”. To są ogromne różnice, proszę uniżenie. Co ja mam czytać wiersze poety, o którym wiem na pewno, ze codziennie wykonuje ćwiczenia gimnastyczne według wskazówek „Mein System” i na rozkaz radia rankiem kładzie się na podłodze i wyrzuca nogi do góry niczym nierządnice, które żyją z tego, że dbają o linię? Dla mnie taka literatura nie ma wartości.”

Sándor Márai, „Sindbad powraca do domu”. Oczywiście.

Cezaremu Michalskiemu w sukurs

W odniesieniu do felietonu ze strony Krytyki Politycznej, postanowiłem wspomóc Cezarego Michalskiego – na wypadek, gdyby brakowało inspiracji. W dziesięciu odsłonach.

Odsłona 1
Jarosław Kaczyński jako architektura późnego modernizmu: wybitna, nieużyteczna, niedoceniana

Odsłona 2
Jarosław Kaczyński w świetle ostatniej płyty Lady Gaga oraz recepcji tejże w krajach Afryki Równikowej

Odsłona 3
Jarosław Kaczyński jako czarne otchłanie ateizmu

Odsłona 4
Jarosław Kaczyński jako wczesny Donald Tusk

Odsłona 5
Jarosław Kaczyński jako późny Donald Tusk: prawdziwy wymiar przemiany

Odsłona 6
Jarosław Kaczyński jako Inny. Traktat o wykluczeniu

Odsłona 7
Jarosław Kaczyński, Cezary Michalski, Yukio Mishima. Żywoty paralelne

Odsłona 8
Jarosław Kaczyński jako medium: parapsychologiczne źródła kaczyzmu

Odsłona 9
Jarosław Kaczyński jako zaprzeczenie ideału piękna z obrazów El Greca

Odsłona 10
Jarosław Kaczyński to ja. Studium obcości