Ogłoszenia parafialne

Na koniec roku trochę tekstów nieliterackich. W wydawanym przez Deutsches-Polen Institut z Darmstadt „Jahrbuch Polen 2012″ i nowym, styczniowym już, acz ukazującym się jeszcze w grudniu numerze „Znaku” ukaże się mój duży esej pt. „Tożsamość samotna”, odpowiednio po niemiecku i polsku, zaś w nowym, trzecim już numerze dorocznego kwartalnika „Czterdzieści i Cztery” szkic „Moja melancholia. Zamiast manifestu”, tekst może odrobinkę już przeterminowany, sprzed paru najświeższych moich przewartościowanych, ale wierzę, że ciągle interesujący.

Ponadto w świątecznej „Polityce” nowa moja „Kawiarnia literacka”, ale to już akurat tekst raczej literacki, jak sama nazwa wskazuje.

Zapraszam do lektury, życząc dobrych Świąt Bożego Narodzenia. Sol Invictus i Dziw Pacierz niech będą Wam przychylni.

Sam zaś se poradziycie poczitać po jakiymu sie u nŏs rychtuje jŏdło na Wilijŏ. Jak uwarzić kōnopiŏtka sōm żech tam napisŏł, wele tego, co mi mamulka pedzieli i tako u nŏs na Wilijŏ jymy.

Na skraju antymiasta – w „Polityce”

Poszedłem z synem na wieczorny spacer, nad stawy. Siedliśmy i gapiłem się na drobno rozfalowaną wodę i na krajobraz, w którym mieszkam od zawsze.

Ani to wieś, ani miasto, bo nowoczesność nie jest w stanie udźwignąć pojęcia „miasteczka targowego”, jakim była ta moja „wieś gminna” przez pięćset lat, stąd kamieniczki i folwarczne zabudowania, stawy, pola i cysterskie dęby. Nie leży ani w Polsce, ani na Śląsku, bo Śląska już nie ma, a Polska jeszcze się tu nie zadomowiła. Nie leży to miejsce nawet w Europie ani nie leży poza Europą, wielkie nigdzie w środku umarłej cywilizacji, wyrastające z wnętrzności trupa pięćsetletnie dęby, obojętne wobec nowych domów z porothermu tak samo, jak obojętne względem stojących nieopodal seryjnych hitlerowskich domeczków z czerwonej cegły, z ogródkami; marzenie o robotniku związanym z ziemią przez uprawianie przydomowego poletka. Blut und Boden, naiwny, rustykalny sen o tym, że śląskiego człowieka fabryki, kopalni i huty, człowieka Totalnej Mobilizacji można uczynić niemieckim bauerem z romantycznych sielanek o tym, jak to na roli, między pługiem a mieczem bije serce niemczyzny.

A w nowych domach z katalogu z domami naiwny sen o klasie średniej świata Totalnej Demobilizacji, nie ma już robotników, są key accounci i sales repowie, bracia moi i siostry moje udręczone, jest rozpełzające się antymiasto, śląska dwumilionowa konurbacja połyka powoli barokowe kościółki Pilchowic i Stanicy i cysterskie dęby, połknie też średniowieczny klasztor w Rudach, połknie stawy i zdewastowane zabudowania folwarczne, połknie w końcu własny ogon, zadławi się i zdechnie. (…)

Całość do przeczytania na papierze w nowej „Polityce” i na polityka.pl.

W „Kawiarni literackiej” w „Polityce”

Zaglądam do „Dzienników” Mrożka. Wygląda to wybuchowo, trudno się oderwać.
I tylko się zastanawiam: co może niepisarza skłonić do czytania dzienników literata? Bo coś skłania, to widać po tym, jak się te opasłe dzienniki Mrożka i inne sprzedają. A ja nie rozumiem, jakim cudem kogoś normalnego może w ogóle interesować samoobnażający się pisarz.

Więcej w papierowej „Polityce” nr 43/2010 oraz tutaj.