Żołnierze księcia Alberta pod Wagram

Feldmarszałek Albert książę zu Sachsen-TeschenW armii austriackiej, podobnie jak w wielu innych armiach europejskich każdy pułk miał swojego właściciela. Inhaber, jak się po niemiecku ta godność nazywała, pokrywał część kosztów utrzymania pułku, był jego formalnym dowódcą, mianował oficerów i dodawał sobie, pułkiem, splendoru. Stąd, oczywiście, był to zaszczyt zarezerwowany dla najlepszych rodów cesarstwa.
Feldmarszałek Albert książę zu Sachsen-Teschen, z bocznej linii Habsburgów, miał nawet dwa pułki. Jeden austriacki, 3. Pułk Kirasjerów z siedzibą na Morawach i jeden saksoński, huzarów.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, oba te pułki spotkały się pod Wagram. Jeszcze dziwniejszym trafem, po przeciwnych stronach. Mało tego, saksońscy huzarzy księcia Alberta starli się z austriackimi kirasjerami księcia Alberta. W starciu zwyciężyli huzarzy.
Jako, że oficerowie w pułkach byli najczęściej z rodzinnego nadania, w obu jednostkach służyło bardzo wielu krewniaków – tym bardziej, że między Saksonią i Austrią od dawna panował pokój.

Współcześni autorzy próbują sugerować jakieś straszne, tragiczne rozdarcie, którego mieliby doświadczać postawieni w tej sytuacji żołnierze. Przykładając do tego wydarzenia współczesny, narodowy klucz, albo jedni, albo drudzy musieliby być uznani za zdrajców, tertium non datur. I mimo, że dotyczy zdarzenia tak chronologicznie bliskiego (to zaledwie dwieście lat!), to jest to anachronizm z rodzaju tych, które klucz narodowy przykładają nawet do bitwy pod Byczyną.

Continue reading

Człowiek – dywizja

Simo HäyhäCztery lata temu zmarł Simo Häyhä, Fin, żołnierz Wojny Zimowej. Ten mały i szczuplutki żołnierzyk (160 cm wzrostu) w ciągu stu dni swojej służby zastrzelił z karabinu pół tysiąca sowieckich żołnierzy, dokładając do tego dwustu zabitych z pistoletu maszynowego. Siedmiuset pokonanych wrogów.

Häyhä jest Snajperem Wszechczasów, do nadzwyczajnego death toll dodając inne, niesłychane ciekawostki: korzystał wyłącznie z otwartych przyrządów celowniczych zwykłego, „liniowego” Mosina-Naganta M28, niektóre trafienia zaliczając nawet na 400 metrów. Komu dane było postrzelać z wojskowego karabinu używając muszki i szczerbinki, ten zdaje sobie sprawę, jaki to poziom mistrzostwa – inni, niech wierzą na słowo. Häyhä nie korzystał z lunety, gdyż – jak sam twierdził – wymuszała zbyt wysokie ułożenie głowy, względem karabinu, dawała demaskujące snajpera odblaski oraz zachodziła mgłą – dlatego, chociaż oferowano mu szwedzki Mauser z lunetą, pozostał przy swoim Mosinie. Z wielu innych można dodać jeszcze jedną – Häyhä został ranny na dziesięć dni przed podpisaniem pokoju. Pocisk dum-dum z karabinu radzieckiego snajpera trafił go w szczękę i, jak mówili żołnierze, odnoszący już nieprzytomnego Häyhä’ego do polowego szpitala, „urwał mu pół głowy”. Jednak, zanim stracił przytomność, Häyhä zdołał jeszcze zastrzelić Rosjanina, który go trafił – mimo, że rana była tak poważna, że parę lat minęło, zanim Häyhä wyzdrowiał zupełnie, a ogromne blizny były wyraźnie widoczne jeszcze dobre sześćdziesiąt lat po wojnie.

Continue reading

J.M. Bocheński OP o wojnie.

„7. Na uwagę zasługuje pod tym względem ważna zasada etyczna, głosząca, że do rozstrzygania czy dana wojna jest słuszna, powołani są w zwykłych warunkach tylko ludzie stojący na czele państwa, a nie żołnierze, wyjąwszy wypadek zupełnej oczywistości, że wojna jest niesłuszna. Wynika stąd, że żołnierz niemal zawsze idzie w bój z czystym sumieniem. Nawet, gdyby wojna była niesłuszna, odpowiedzialność ponoszą za nią rządzący – dopóki sprawa nie jest oczywista żołnierza ma nie tylko prawo, ale i obowiązek słuchać i bić się. (…)”

J.M. Bocheński, De Virtute Militari, podkreślenie moje.

Continue reading

Konsensus

Istnieje pewien społeczny konsensus, co do poglądów, których podzielanie jest warunkiem przynależności do elitarnej grupy ludzi rozsądnych. Demokracja jest najlepszą formą rządów. Masoneria nie istnieje, a poza tym jest organizacją zrzeszającą ludzi szlachetnych. Średniowieczna inkwizycja winna jest śmierci milionów niewinnych ofiar. Gazeta Wyborcza jest periodykiem obiektywnym i bezstronnym. Murzyni, palący samochody na ulicach Paryża, w taki sposób wyrażają swój sprzeciw wobec wykluczenia, jakie ich dotyka. Gdyby Polakom dać do ręki broń palną, wymordowali by w pijanym widzie swoich bliskich.

Rodzinne zdjęcia. Ze ślubnej fotografii sprzed osiemdziesięciu lat, spoglądają na mnie podparte sztywnymi kołnierzykami, zacięte twarze przodków. Jeden z nich nosi wąsy, które wydają się być anachroniczne nawet wobec mody z lat dwudziestych; podkręcone, szpiczaste, sięgają prawie oczu. Dłonie zaciskają się na cylindrach i białych rękawiczkach, chociaż niektóre kobiety noszą się jeszcze „po chłopsku”. W środku siedzi przerażony pan młody ze swoją świeżą, zrezygnowaną żoną.

Continue reading

Pogranicza

W czasach i miejscach, pasujących do znanego od czasów pierwszych państw toposu pogranicza, człowieczeństwo ma inny wymiar, niż na miejskim bruku. Piszę – w czasach, gdyż pogranicza niekiedy przewalały się przez interior Imperiów, z prędkością i siłą pancernego walca, jak pogranicze, które za radziecką ofensywą przetoczyło się przez ziemie polskie pod panowaniem niemieckim w styczniu 1945 i trwało rok – a w górach, lasach i bunkrach, nawet kilka lat.

Pogranicze bowiem nie musi wcale być przemytniczym rajem na obłożonej celnymi posterunkami granicy, jak w Pirenejach, czy cieśninach i otwartych wodach Morza Śródziemnego. Pogranicze może rozdzielać cywilizację i anarchię, jak Dzikie Pola w XVI i XVII wieku, na których polska, chwiejna państwowość graniczyła z tatarsko-kozackim chaosem, czy sławny Dziki Zachód, gdzie Europejczycy parli na ludy w chronologii historiozoficznej młodsze o pięć tysięcy lat, tkwiące bowiem w epoce kamienia. Pogranicze może tkwić również w duszach i sercach ludzi, rozdzielając szlachetnie naiwnych w swym heroizmie antykomunistycznych partyzantów Ognia, Łupaszki i innych zapomnianych bohaterów, od tych, którzy po prostu chcieli ułożyć sobie spokojnie życie oraz od tych, którzy zamierzali żyć na pewnym poziomie, więc zostawali towarzyszami.

Continue reading