Nie kupuj!

Meandry konsumpcji, zwane czasem wealth of nations, a czasem waporosami leninizma, nie dają spokoju naszej oikumenie, od kiedy pierwszy Włoch ustawił swoją ławę, banka, i, za nic zgoła mając kościelny zakaz lichwy, jął handlować czasem. Konsumpcja, pod postacią zaklęć, panowała i panuje nad umysłami Europejczyków i Amerykanów – konserwatyści i postępowcy nakładają na siebie klątwy i anatemy, a imię ich: wartość dodana, laissez faire, laissez passer, konsumpcjonizm, gospodarka rabunkowa i inne, zapełniające karty czarodziejskich grymuarów Wielkich Magów: Smitha, Marksa, Milla, Keynesa, Hayeka, Friedmana, Rothbarda i innych.

W USA zaś pewna zdolna uczennica czarodzieja postanowiła na próbę, na rok, porzucić magię pieniądza. Chociaż gorliwa w wyznawaniu swego mistrza, jakimś cudem nie straciła zmysłu obserwacji.

Judith Levine, autorka „Not Buying It”, jest klasyczną amerykańską liberałką – lewaczką, w naszym pojęciu. Wierzy w akcję afirmacyjną, prawa kobiet, zwierząt i mniejszości, opowiada się przeciwko dostępowi do broni, uważa Busha za zbrodniarza i gardzi prymitywnym patriotyzmem. Jest społecznie i ekologicznie wrażliwa, popiera redystrybucję dochodu narodowego i wysokie podatki. Poza tym, przed Bożym Narodzeniem 2003, wyczerpała limit wszystkich swoich kart kredytowych – osiągając, przy niewielkich dochodach – naprawdę imponujący poziom zadłużenia.

Continue reading

Shema Israel, baby.

Wracając samochodem, nocą, z Warszawy, słuchałem jakiegoś katolickiego radia. Jako przerywnik audycji poświęconej Biblii, z głośników rozległa się pioseneczka – do wtóru męskich, basowych głosów, dziewczę zawodziło sobie „Shema Israel, Adonai Elohenu”, po czym, tłumaczyła to jeszcze na polski, „Słuchaj Izraelu…”.

Piosenka była dość wdzięczna, więc nie przełączyłem. W zasadzie, nawet nie razi mnie zbytnio ta nowoczesna metafora, która skłania katolików z różnych nowoczesnych wspólnot to śpiewania tej pieśni – prawdą jest, jakobyśmy stali się nowym ludem wybranym, a Żydzi, odrzuciwszy nowe przymierze, swojego statusu wybrania sami się pozbawili. Wyobrażam sobie nawet, że ktoś, wychowany w mieści, kto nigdy nie słyszał jak mężczyźni w białych koszulach na śląskiej wsi śpiewają „Te Deum” albo „Święty Boże, Święty Mocny”, szuka tego przeżycia wzniosłości w pieśniach żydowskich, bo jakieś niemrawe pienia, że „Jezus kocha cię, ooo”, do wtóru gitary, takiego przeżycia religijnego na pewno nie dostarczą. Zresztą, jeszcze trochę, a wymrą albo przejdą na emeryturę wszyscy księża, dla których śpiewanie „Święty Boże, Święty Mocny” nie jest aktem niepogłębionym teologicznie, ludowo pobożnym, archaicznym a nowi, zamiast tego, zaproponują zmieszanym wiernym pioseneczki o Jezusie.

I starzy mężczyźni w białych koszulach schylą łyse głowy i posłuchają księdza, niektórzy może nawet pośpiewają coś tam pod nosem.

Continue reading

Przemija postać świata

Historiozofowie zasadniczo spierają się co do tego, czy historia polega na tym, że zawsze jest tak samo, czy raczej za każdym razem inaczej. Starożytni Grecy mieli kołową koncepcję czasu – dlatego Spengler uznaje ich za inną cywilizację, przyznając nam kulturową wspólnotę jedynie z Rzymianami. Nie wdając się w spór, czy czytanie Platona czyni nas spadkobiercami starożytnego narodu żołnierzy, pedałów i filozofów, musimy jednak stwierdzić, że na naszych oczach przemija postać świata, a zatem mylili się starożytni Hellenowie, uznając że z każdą olimpiadą czas zaczyna się na nowo.

Continue reading