Barona Romana Fiodorowicza von Ungern-Sternberg zawdzięczamy Ferdynandowi Ossendowskiemu. Nie jego istnienie jako takie, które złożyć należy na karb działalności rodziców barona, ale jego ciągłe, po prawie stu latach, istnienie w sferze kultury. Ossendowski oczywiście zasługuje na osobny tekst, ale o nim innym razem. Teraz powiedzmy tylko, że zapewne mało kto słyszałby o jednym z wielu walczących z bolszewikami watażków, gdyby Ossendowski w latach dwudziestych nie napisał i nie wydał swojej powieści „Przez kraj zwierząt, bogów i ludzi”, w której mieszając prawdę z fikcją (złośliwi powiedzieliby: z konfabulacją) opowiedział historię swojej burzliwej podróży z opanowanego przez bolszewików Irkucka, do Mongolii i potem, dalej, do Tybetu (gdzie, jak się zdaje, nigdy nie dotarł). Rzecz stała się światowym bestsellerem i do dziś wcale się nie zestarzała, dalej przyjemnie czyta się o konnych pościgach, strzelaninach z bolszewikami i „dzikimi” Buriatami, o posiadających tajemne moce lamach-wojownikach i rozbójnikach tybetańskich.
I wreszcie o samym Krwawym Baronie, w książce Ossendowskiego postaci szalonej, na swój sposób wzniosłej, tajemniczej – i, owszem, krwawej.
A zatem, kim był Krwawy Baron?