Dziennik 2006-2010
Strona autorska Szczepana Twardocha
GŁÓWNALITERATURANAGRODYO AUTORZEPUBLICYSTYKAKANAŁ RSS
Znowu o broni
Wpisane 12:49, 29 Wrzesień 2009 przez Szczepan Twardoch

W nowej “Broni i Amunicji” nr 04/2009 nie znajdą P.T. Czytelnicy mojego felietonu, bom się pisaniem felietonów o broni palnej zmęczył – od dwóch czy trzech numerów w mojej starej kolumnie ukazują się felietony Tomasza Z. Majkowskiego, które czytam z prawdziwą przyjemnością.
Nie o tym jednak chciałem pisać. Jest w nowym numerze “BiA” świetny tekst Zbigniewa Świerczka o nowym, bardzo sensownym projekcie ustawy o broni i amunicji autorstwa Fundacji Rozwoju Strzelectwa, (który szczegółowo scharakteryzowali koledzy ze “Strzału” w którymś z ostatnich numerów). Tekst rozsądny, mądry i rzeczowy, trudno się zresztą innego po koledze Świerczku spodziewać.

W każdym razie projekt ów trafił do Komisji Sejmowej Przyjazne Państwo i został tam, jak wieść gminna niesie, przyjęty bardzo życzliwie przez jej przewodniczącego Mirosława Sekułę. Teraz nadzieję pokładać należy w naszych Czcigodnych Prawodawcach. To znaczy, że nie należy z tą nadzieją przesadzać.
O szczegółach można poczytać tutaj i tutaj. Skrócony zarys projektu znaleźć można na stronach www.ba-bach.pl.

Jakie zaś są szanse na powodzenie naszej beznadziejnej sprawy? W każdym razie, największe jak do tej pory. Co nie znaczy bynajmniej, że duże. Ale rzecz jest o wiele lepiej przemyślana, przygotowana i prowadzona, niż świętej pamięci projekt Andrzeja Czumy. Więc cień nadziei posiadać wolno.

Wpisane w Broń i Amunicja | 1 Komentarz Więcej »
Varia
Wpisane 12:57, 9 Czerwiec 2009 przez Szczepan Twardoch

1. Premiera “Zabaw z bronią” cały czas się opóźnia, z przyczyn niezależnych tak ode mnie, jak od Wydawcy – po prostu, empik wstrzymał przyjmowanie nowości i czekamy. Będę informował kiedy ta śliczna książeczka wreszcie się ukaże.

2. Wybory niewiele mnie obchodziły – gdyby nie Migalski na jedynce PiSu, to pewnie w ogóle bym nie poszedł. A tak poszedłem – głównie po to, aby teraz z satysfakcją obserwować, jak różnym profesorkom z UŚu rośnie gul wielkości arbuza, bo im się kandydat do zratajczakowania bezczelnie wymknął, i zamiast na publiczną egzekucję, pojedzie sobie do Brukseli z tłustą pensją.

3. Historyk idei Marcin Król w “Dzienniku” rozwija przed nami głębię swojego profesorskiego intelektu. Nie umiem wyjść z podziwu: jak wiele trzeba przeczytać, zrozumieć, jak wiele widzieć i słyszeć, jak dobrze rozumieć meandry ludzkiej kondycji i charakteru, jak głęboką trzeba mieć introspekcję w tę delikatną, ulotną rzeczywistość psychologicznych aspektów ludzkiej cielesności, aby sformułować tak błyskotliwą analizę:

Z drugiej strony gdyby do naszej klasy politycznej należały jakieś bardziej atrakcyjne osoby, to niechby się nawet rozbierały. Ale przecież widzimy te ich – przepraszam – ryje i zaniedbane ciała. Nie miałbym chęci oglądać ich rozebranych zdjęć. Ciężko też wymagać, by ładne, młode dziewczyny miały przy nich ochotę na negliż.
Poza tym polscy politycy z nielicznymi tylko wyjątkami nie mają wystarczająco pieniędzy na takie zabawy. Bo choć ogromnie szanuję feministki – są jednak kobiety, które da się przyciągnąć pieniędzmi. Niejednokrotnie mężczyzn też. Pod tym względem nasi politycy nie mają zaś zbyt wiele do zaoferowania. Ze względu na urodę, jak również finanse, nie mieliby więc szans na “rzymskie wakacje”.

Podsumowując: profesorowi Królowi nie podobają się polscy politycy, zarówno z twarzy, jak i z sylwetki, aczkolwiek chętnie ogląda rozebrane zdjęcia Berlusconiego. Po takiej deklaracji nawet “ogromny szacunek”  dla feministek nie robi wrażenia.

4. Stracić robotę zawsze przykro, ale akurat Roberta “Pocałujcie mnie w dupę” Krasowskiego jakoś specjalnie mi nie żal.

5. Na stronie internetowej organu prasowego polskich pederastów ukazała się dość przychylna recenzja “Dwóch przemian Włodzimierza Kurczyka”. Linka nie wklejam, bo tam zbyt dużo zdjęć młodych mężczyzn zachęcających do praktyk, których nie zamierzam reklamować.  Autor recenzji opowiadanie zrozumiał na planie dość ograniczonym, co mu wybaczam, bo jednak zrozumiał. Lektura recenzji zdradziła mi natomiast, że na pewno w jednym zgadzam się z rzeczonym recenzentem: homoseksualizm mianowicie uważa on za efekt określonej, toksycznej relacji z rodzicami, a więc za cechę nabytą, nie zaś wrodzoną, genetyczną. Co jest ciekawe – bo wydawało mi się, że homoseksualna propaganda bardzo mocno podkreśla ową rzekomo wrodzoną, genetyczną naturę pederastii i ośmiesza wszelkie próby reorientacji seksualnej przez psychoterapię. Być może dotyczy to wyłącznie komunikatów skierowanych na zewnątrz. W ogóle, strasznie homofobiczny wydźwięk ma cała ta recenzja.

Wpisane w Inne | 3 Komentarzy Więcej »
Drgawki
Wpisane 15:01, 13 Sierpień 2008 przez Szczepan Twardoch

Coś się w końcu ruszyło. No, nie przesadzajmy: drgnęło zaledwie. I zamarło. Nie dalej jak trzy numery temu, w felietonie Sztuka możliwego pisałem o możliwych i nadchodzących zmianach w nieszczęsnej ustawie o broni i amunicji. Nie będę udawał proroka, ani najbardziej przenikliwego analityka sceny politycznej – powiedzmy, że wieść gminna niosła, iż są w Platformie Obywatelskiej siły zainteresowane zmianą status quo, a ja tę wieść gminną pchnąłem dalej, ku P.T. Czytelnikom.

No i siły się pojawiły. 26 marca Andrzej Czuma, poseł PO, człowiek bez wątpienia godzien szacunku chociażby za piękną kartę z biografii, zapisaną działalnością opozycyjną w ROPCiO, zaproponował zmiany w ustawie o broni i amunicji.

Start nie był jednak najszczęśliwszy. Po pierwsze, odebranie poli-milicji prawa do reglamentowania broni i przeniesienie tego prawa na administrację cywilną to pomysł jak najbardziej godzien pochwały. Ale po co mówić o powszechnym dostępie do broni? To przerazi ludzi, zaś inni posłowie PO zostaną przerażeni ludzkim przerażeniem i sprawa ugotowana. Należy mówić o jasnych kryteriach dostępu do broni, mówić o bandytach, którzy wbrew prawu dostawali od poli-milicji pozwolenia na broń, mówić ewentualnie o ułatwionym dostępie do broni palnej dla uczciwych obywateli.

Po drugie, Czuma powołał się na przykład USA, co nie jest najlepszym chwytem retorycznym. Ameryka kojarzy się Polakom ze strugami ołowiu, przemierzającymi ekran kinowy w filmach sensacyjnych, ze strzelaninami w szkołach i tym, że broń można kupić w sklepie jak gazetę. Wszystko to oczywiście jest bzdurą, Stany to inny świat, amerykańska rzeczywistość nijak w powszechnej świadomości nie przekłada się na polską. Zresztą – zdanie broń dostępna jak w USA nic nie znaczy, bowiem kwestia dostępności broni i prawa do jej noszenia w Ameryce zależy od lokalnych regulacji. Zupełnie inaczej sprawy mają się w stanach gun-friendly, jak Vermont czy Alaska, a zupełnie inaczej chociażby w Washington D.C, gdzie lokalni prawodawcy postawili sobie chyba za punkt honoru przegonić Wielką Brytanię.

Jeśli poseł Czuma chciał powołać na przykład zagraniczny, to trzeba było się odwołać do Czech. Tamtejsze regulacje dotyczące broni palnej są rozsądne i sensowne (moim zdaniem, można je wręcz skopiować), a występują w bardzo podobnym kontekście kulturowym do naszego. A przede wszystkim – nikogo nie odstraszą, bowiem niewielu odwiedziło Stany Zjednoczone, natomiast w Czechach był chyba każdy i jeszcze chyba nikogo tam szalony Czech ze strzelbą nie zastrzelił. Zdaje się zresztą, że podczas krótkiego, medialnego zainteresowania całą sprawą, poseł Czuma zweryfikował swoją retorykę i podczas wystąpień w telewizji powoływał się już na przykład czeski.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Koledzy z klubu PO ustami posła Zbigniewa Chlebowskiego oświadczyli, iż klub PO nie popiera pomysłu posła Czumy. A dlaczego? Tego dokładnie nie wiadomo, ale jako uzasadnienie swojego niepopierania poseł Chlebowski wyrecytował następujące rewelacje: obowiązująca ustawa o broni i amunicji jasno określa, jakie warunki musi spełnić osoba ubiegająca się o zezwolenie na broń. Komendanci wojewódzcy mają po pierwsze cały system ewidencji, po drugie cały system kontroli tych, którzy mają broń i w jaki sposób jest ona wykorzystywana. I po trzecie dzisiaj jest bardzo rygorystyczna procedura uzyskania zezwolenia na broń, łącznie z badaniami psychotechnicznymi, które ubiegający się o broń musi przejść.

O co chodzi – dokładnie nie wiadomo. W jaki sposób argumentem przeciwko liberalizacji prawa o broni miałoby być opisanie stanu faktycznego – to jest ścisłego tej broni reglamentowania – pojąć może chyba tylko dialektyczny umysł posła Chlebowskiego, tudzież innego sejmowego intelektualisty. Grunt, że Czuma dostał po uszach i pokazano mu, gdzie jego miejsce. Natychmiast w mediach pojawił się też nieśmiertelny ekspert od wszystkiego co strzela (czy jakiś inny ekspert własnoręcznie przestrzelił sobie kolano?) i z miną człowieka, który ma coś do powiedzenia wypowiedział się – mniej więcej –
że absolutnie obywatele nie mogą mieć broni, albowiem tylko w ręku ludzi resortu broń znajduje się na swoim miejscu. Troszkę koloryzuję, ale tylko troszkę. Zresztą, co będzie miał ów łysy bóg polskiego antyterroryzmu do powiedzenia łatwo było przewidzieć, natomiast przykrym zaskoczeniem okazał się Roman Polko, który z wysokości swoich generalskich gwiazdek uznał, iż broń palna posiada czarodziejskie właściwości tłumienia superego i wzmacniania destrudo u każdego, kto nie posiada stopnia służbowego. A policja powinna zachować swoje uprawnienia, bo zna się na broni. Stężenie (bez)sensu podobne jak u posła Chlebowskiego.

Z zawodowego obowiązku zajrzałem również na internetowe forum poli-milicyjniaków i dzielni pogrobowcy towarzysza Dzierżyńskiego jak zwykle mnie nie zawiedli: mówiąc w skrócie, im broń należy się jako przywilej (nie jako narzędzie do pracy – właśnie jako przywilej!), bowiem źle zarabiają, a obywatel niech sobie znajdzie inne hobby. Głównym zaś argumentem towarzyszy poli-milicjantów jest fakt nieodpowiedzialności i głupoty Polaków. Czesi niechże sobie broń mają, ale niedorozwinięci Polacy natychmiast by się wszyscy pozabijali. Podobną retorykę o głupocie Polaków, których trzeba krótko trzymać za pysk, znalazłem kiedyś w wypowiedziach generalnego gubernatora Hansa Franka, nasi poli-milicjanci zapewne znaleźliby z Parteigenossen z NSDAP płaszczyznę porozumienia.

Trochę sam jest sobie winien poseł Czuma, przez zawalony z PR-owego punktu widzenia debiut – a z drugiej strony, trudno mieć doń pretensje, w końcu przynajmniej spróbował, licząc może przynajmniej na solidarność swoich kolegów klubowych. I zapewne jakieś poparcie ma, chociażby posła Niesiołowskiego, ten jednak jest kimś, komu raczej się w PO zleca różne zadania, niż kimś, kto mógłby mieć wpływ na kształt polityki rządzącej w Polsce partii. Trudno zresztą, z oczywistych przyczyn, posła Niesiołowskiego traktować poważnie, skoro jeszcze kilka lat temu o swojej aktualnej partii wyraził się, iż jest ona ugrupowaniem dającym popisy hipokryzji i cynizmu, żerującym na znanych fobiach, ignorancji i naiwnej wierze wyborców. Tutaj się akurat z posłem entomologiem zgadzam, ale chociażby ze względu na powyższe jego pomoc nie zda na wiele się posłowi Czumie i nam, strzelcom.

Zupełnie inna byłaby medialna waga poparcia, udzielonego dzielnemu posłowi przez marszałka Komorowskiego, który – co przyznaję chętnie bez względu na polityczne sympatie – dla strzeleckich środowisk ma zasługi większe, niż wszyscy inni politycy razem wzięci. Jednak marszałek Komorowski tym razem milczy. Prezydium PO zdecydowało zaś, iż projektem Czumy zajmie się dwóch posłów (których nazwisk nikt absolutnie nie chce zdradzić) i kiedy ci posłowie już się nad projektem popracują, zwrócą się do prezydium PO z sugestią, co dalej należy z projektem zrobić. Na przykład złożyć w sejmie, albo wyrzucić do kosza. W każdym razie, podobno wola polityczna zmiany ustawy o broni i amunicji w PO jest. I rozbieżność zdań w temacie broni również jest.

A poseł Andrzej Czuma, człowiek, który na serio angażując się w działalność opozycyjną w PRL bardzo wiele wycierpiał ze strony wiadomych, komunistycznych służb, właśnie dowiedział się, że w komisji śledczej ds. zbadania rzekomych nacisków na organa ścigania, której Czuma jest przewodniczącym, ekspertem został zarekomendowany przez posła Partii Demokratycznej Widackiego były funkcjonariusz SB, wielce zasłużony na polu zwalczania krakowskiej opozycji, nazwiskiem Jerzy Stachowicz, w III RP dzielnie służący w szeregach UOP i ABW, przez prezydenta Kwaśniewskiego odznaczony nawet Srebrnym Krzyżem Zasługi. Podejrzewam, że czeka jeszcze posła Czumę wiele zdziwień. A w kwestii wiadomej ustawy życzę posłowi powodzenia i za Tomaszem Gabisiem wznoszę konserwatywny toast: Wypijmy za niebywałe powodzenie naszej beznadziejnej sprawy!

Tekst napisany w początkach maja br.

Szczepan Twardoch
Broń i Amunicja, nr 03/2008

Wpisane w Broń i Amunicja | 1 Komentarz Więcej »
Napoleon i innowatorzy
Wpisane 13:58, 4 Lipiec 2008 przez Szczepan Twardoch

W jednej ze moich książek, w której fabuła wiąże się z nieco innym przebiegiem historii, niż ten, który znamy z podręczników, pozwoliłem sobie, z rozmysłem, na pewien anachronizm, wprowadzając na przełomie XVIII i XIX wieku do masowej produkcji w Austrii karabiny szwajcarskiego wynalazcy Samuela Pauly’ego. Masowo produkowana broń odtylcowa musiałaby zmienić oblicze wielkich wojen z początków XIX wieku – gwintowany karabin, z którego można strzelać celniej, dalej i osiem razy szybciej, a na dodatek na leżąco natychmiast zdezaktualizowałby wszelkie regulaminy polowe piechoty, zmieniłby ekwipunek i mundury – bo skoro strzela się na leżąco, to trzeba mieć ze sobą narzędzie, za pomocą którego można przygotować sobie stanowisko strzeleckie. Tym sposobem łopatka stałaby się standardowym wyposażeniem żołnierza już w początku XIX wieku. Razem z nadejściem łopatki, w niepamięć odejść musiałyby białe rajtuzy francuskiej czy austriackiej piechoty, wraz z białymi kurtkami, bo najlepszy nawet pułk piechoty po jednym dniu kopania okopów zdecydowanie nie cieszyłby więcej oczu swojego Inhabera. Zmian takich potrzebowałem ze względów fabularnych, stąd pomysł.
Czytaj dalej »

Wpisane w Broń i Amunicja | 1 Komentarz Więcej »
Broń i nie-broń
Wpisane 22:05, 12 Kwiecień 2008 przez Szczepan Twardoch

Adolf Hitler wierzył, że uda mu się wygrać wojnę dzięki Wunderwaffe. Wierzenia te rzutowały na całą niemiecką filozofię przemysłu zbrojeniowego podczas drugiej wojny światowej, której główną zasadą był nacisk na technologiczną przewagę i jakość uzbrojenia – masowa produkcja miała znaczenie drugorzędne. Stąd wynikały takie absurdy jak angażowanie wielkich sił i środków w produkcję np. Jagdtigerów – osiemdziesiąt wyprodukowanych pojazdów nie mogło mieć żadnego wpływu na losy frontów, po których toczyły się czołgi liczone w dziesiątkach tysięcy. Zgodnie z prawem Lanchestera, podwajając siłę ognia jednego żołnierza w jednostce osiągniemy mniejszy wzrost siły jednostki, niż podwajając jej liczebność przy zachowaniu dotychczasowej siły ognia każdego żołnierza– nawet nie odwołując się do upraszczających rzeczywistość matematycznych modeli, większość badaczy tematu zgadza się co do tego, że zamiast inwestować potencjał intelektualny i produkcyjny w nowe czołgi, III Rzesza lepiej by wyszła na ciągłym udoskonalaniu i masowej produkcji swojego podstawowego czołgu, PzKpfw IV, który – przynajmniej w wersji G i H – był przecież równorzędnym przeciwnikiem dla sowieckich T-34 i amerykańskich Shermanów.

W przypadku czołgów z drugiej wojny światowej przewaga technologiczna jest sprawą relatywnie prostą do obliczenia, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wystarczy przypisać odpowiednią wartość skuteczności działa i odporności pancerza, potem oszacować jeszcze właściwości trakcyjne, niezawodność i wizualną wykrywalność.

W praktyce, znaczenie miały jeszcze drobniejsze sprawy techniczne, typu szybkość obrotu wieży, jakość przyrządów celowniczych, przenoszony zapas amunicji – etc., ale znaczenia miały również kwestie, które określę sobie na potrzeby tego felietonu, kwestiami kulturowymi.

Nie chodzi mi tutaj tylko o gęby mitologicznych zwierząt, jakie Amerykanie wymalowywali na swoich czołgach podczas wojny koreańskiej, wierząc, że bez wątpienia przestraszą zabobonnych Koreańczyków – co jest, swoją drogą, klasycznym przykładem splotu amerykańskiej etnograficznej naiwności i arogancji – bo czymże innym może być założenie, że Koreańczyk mógłby się nie przestraszyć działa i karabinów maszynowych zwykłego czołgu, ale ten sam czołg z wymalowanym zębatym pyskiem tygrysa miałby u tego samego Koreańczyka wywołać atak paniki.

Kwestią kulturową jest więc absolutna nadreprezentacja Panter i Tygrysów w wielu osobistych relacjach z wojny – można odnieść wrażenie, że polscy, brytyjscy czy sowieccy żołnierze prawie nie spotykali innych niemieckich czołgów, co oczywiście jest zupełnie niemożliwe. Swój udział miała też w tym niemiecka propaganda – „tygrysów królewskich” było pół tysiąca, ale na niemieckich zdjęciach pojawiają się częściej niż dziesiątki razy liczniejsze „czwórki”.

Czołg jest jednak zjawiskiem świeżym, nie ma jeszcze stu lat. Kulturowa percepcja zaś obejmuje każdą broń, determinując nie tylko jej skuteczność, ale również to, czy dana rzecz w ogóle jako broń będzie postrzegana. Nikt nie ma wątpliwości, że nóż kuchenny nie ma kulturowego znaczenia broni, chociaż oczywiście może być użyty jako narzędzie do walki, tak samo jak nożyk do tapet, noga od krzesła, butelka, latarka czy cokolwiek innego, czym da się wygodnie bliźniego zdzielić w łeb, dźgnąć lub ciachnąć. W kwestii różnych „tactical folderów” sprawa jest bardziej rozmyta – sama nazwa sugeruje zastosowanie taktyczne (ale chyba nie w skali batalionu?), ale człowieka niezbyt zorientowanego w temacie łatwo przekonamy, że ma do czynienia ze scyzorykiem – użytkowym nożem noszonym w kieszeni celem obierania jabłek i otwierania listów. Co, swoją drogą, może zasadniczo zwiększyć nasze szanse w sądzie, gdybyśmy się, nie daj Bóg, tym „tactical folderem” kiedyś obronili. Natomiast, nóż sprężynowy jest jako broń identyfikowany jednoznacznie.

Nóż sprężynowy jest bronią, natomiast – zdaje się – jako broń nie są już postrzegane różnego rodzaju szable, miecze i rapiery, które nabrały raczej kulturowego znaczenia artefaktu – przedmiotu kolekcjonerskiego lub hobbystycznego, zabytku, kuriozum. Identyfikację jako broń zachowała w większym stopniu stara broń palna – karabin skałkowy jest postrzegany jako broń, pochodząca z tego samego okresu szabla kawaleryjska już nie. Jest to prawdopodobnie funkcja zatarcia pamięci o faktycznej funkcji mieczy i szabel – jeszcze w 1940 roku, w okupowanym przez Sowietów Wilnie za posiadanie szabli groziły takie same sankcje karne (czyli kara śmierci) jak za posiadanie broni palnej, co zobrazował Józef Mackiewicz w symbolicznej scenie w powieści „Droga donikąd” – kiedy główny bohater, biedując, usiłuje sprzedać starą, rodzinną karabelę – i jeden z ludzi, do których zwraca się z ofertą sprzedaży, reaguje paniką, krzycząc, że Sowieci nie będą pytać ile ta szabla ma lat, dwieście czy dwa, broń to broń.

W polskim prawie bronią wymagająca pozwoleń lub rejestracji są pałki imitujące kije bejsbolowe, kastety, nunczaka i ostrza ukryte w laskach – z wyjątkiem tej ostatniej, prawo postępuje tutaj za kulturowym rozróżnieniem na broń i nie-broń. W Wielkiej Brytanii na listę broni zabronionej (nomen omen) wciągnięto ostatnio japońskie miecze, katany – podobno dlatego, że tanich, chińskich imitacji katan chętnie używają różnego rodzaju przestępcy. Nie chce mi się jakoś w to wierzyć, sądzę, że jest to raczej pochodna tego, że miecz japoński jest jedyną długą bronią białą, która często pojawia się w kinie w roli broni we współczesnym kontekście. Bohaterka „Kill Bill” macha kataną właśnie – a nie szablą kawaleryjską czy długim mieczem, co spowodowane jest zapewne rozrośniętą do groteskowych rozmiarów legendą japońskiej broni – vide opowieści o katanach tnących lufy czołgowych dział. Posiadania rapiera lub topora nikt jeszcze w Albionie nie zabrania – i nie ma tutaj co ironizować, czy brytyjski przestępca, któremu odebrano prawo posiadania katany, jest na tyle głupi, że celem zrealizowania swych morderczych instynktów nie zastąpi katany szablą po dziadku-kawalerzyście – bo jeśli uliczny bandzior rzeczywiście nosił katanę (w co, jak mówiłem, niespecjalnie wierzę) to nie robił tego dla zaspokojenia swojego destrudo, ale po to, by groźnie się prezentować, tak groźnie jak bohaterowie kina akcji. Zaś z szablą po dziadku nie prezentowałby się groźnie, lecz groteskowo.

Kulturowe rozróżnienie na bron i nie-broń nie koresponduje więc w jakiś szczególny sposób z autentyczną wartością bojową broni. Zgodnie ze wspomianym prawem Lanchestera, cztery czołgi PzKpfw IV przwyższały siłę bojową jednego Tigera II, kosztując niemieckiego podatnika tyle samo, lub mniej – nie towarzyszy im jednak żadna legenda. Szablą można chlasnąć równie dobrze jak kataną. Noga od krzesła w roli pały sprawdzi się tak samo jak tzw. „bejzbol”, jednak to „bejzbol” trafił na billboardy i dorobił się czarnej legendy. Swoją drogą, a propos billboardów, to „bejzbol” rzeczywiście nie służy do zabijania, tylko do bicia – gdyby celem bandziorów było zabijanie, użyliby siekiery albo noża, równie dostępnnych, a bardziej zabójczych. Sensu tamtej kampanii społecznej nie zrozumiałem do dziś.

Chciałoby się więc zaryzykować tezę, iż o tym, co jest kulturowo identyfikowane jako broń, a co nie, decyduje powszechność zbrojnego użycia danego przedmiotu – szable i miecze już nie są bronią, bo nikt nikogo nimi nie siecze, zaś bejzbol owszem, bo ktoś kogoś nim tłucze – jednak przypadek siekiery, która wśród ludu polskiego jest częstym narzędziem zbrodni i groźby, a jednak postrzegana jest jako narzędzie i nie trzeba jej rejestrować w powiatowej komendzie policji, obala taką koncepcję.

Nie ulega jednak wątpliwości – obiektywnie istnieją jedynie kawałki metalu i drewna, połączone ze sobą w skomplikowany sposób. To, czy dany stalowy odważnik na patyku jest młotkiem, narzędziem do wbijania gwoździ, czy bronią, narzędziem do rozbijania głów, jest już tylko interpretacją tego obiektywnego faktu.

Szczepan Twardoch
Broń i Amunicja, nr 01/2008

Wpisane w Broń i Amunicja, Militaria | 2 Komentarzy Więcej »
  • Wstecz
  • Najnowsze wpisy

    • O McCarthym na polityka.pl
    • Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
    • Cytat na dziś XI – żadnych marzeń, panowie
    • Aksolotl narodów
    • Powieść o ludziach radzieckich
  • Najnowsze komentarze

    • Wachmistrz o O McCarthym na polityka.pl
    • Marcin Kotowski o O McCarthym na polityka.pl
    • Jakub o Aksolotl narodów
    • 63624 o O McCarthym na polityka.pl
    • Jakub o O McCarthym na polityka.pl
    • ms o O McCarthym na polityka.pl
    • Foxx o Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
    • Wachmistrz o Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
  • Tagi

    Śląsk Ślůnsk ślůnsko godka Arcana broń Broń i Amunicja Chateaubriand Christianitas chrześcijaństwo Cioran Czas Fantastyki dukaj Ernst Jünger felieton fiderkiewicz film Fronda Jünger język śląski kaczyński kino kościół konkurs literatura lustracja Márai Mackiewicz Michalski michnik Militaria opowiadanie orbitowski podróże polityka powieść Przemienienie Rosja Sándor Márai Spitsbergen spotkanie sternberg Tocqueville twardoch zabawy z bronią zimne wybrzeża
  • Kategorie

    • Arcana (3)
    • Broń i Amunicja (15)
    • Christianitas (5)
    • Cytat na dziś (10)
    • Czas Fantastyki (6)
    • FA-Art (1)
    • Fronda (6)
    • Gazeta Polska (2)
    • Informacyjne (69)
    • Inne (147)
    • ś.p. Życie (1)
    • Militaria (13)
    • Niepublikowane (11)
    • Opcje (4)
    • Pů našymu (6)
    • Wszystko jest literaturą (15)
    • Z papieru (2)
  • Archiwa

    • Marzec 2010 (1)
    • Luty 2010 (1)
    • Grudzień 2009 (2)
    • Listopad 2009 (3)
    • Październik 2009 (4)
    • Wrzesień 2009 (5)
    • Sierpień 2009 (1)
    • Lipiec 2009 (6)
    • Czerwiec 2009 (3)
    • Maj 2009 (9)
    • Kwiecień 2009 (3)
    • Marzec 2009 (9)
    • Luty 2009 (5)
    • Styczeń 2009 (3)
    • Grudzień 2008 (3)
    • Listopad 2008 (5)
    • Październik 2008 (6)
    • Wrzesień 2008 (3)
    • Sierpień 2008 (5)
    • Lipiec 2008 (6)
    • Czerwiec 2008 (5)
    • Maj 2008 (4)
    • Kwiecień 2008 (6)
    • Marzec 2008 (7)
    • Luty 2008 (2)
    • Styczeń 2008 (4)
    • Grudzień 2007 (1)
    • Listopad 2007 (3)
    • Październik 2007 (7)
    • Wrzesień 2007 (11)
    • Sierpień 2007 (12)
    • Lipiec 2007 (10)
    • Czerwiec 2007 (10)
    • Maj 2007 (8)
    • Kwiecień 2007 (13)
    • Marzec 2007 (13)
    • Luty 2007 (8)
    • Styczeń 2007 (15)
    • Grudzień 2006 (11)
    • Listopad 2006 (9)
    • Październik 2006 (23)
    • Wrzesień 2006 (24)
  • Kalendarz

    Marzec 2010
    P W Ś C P S N
    « lut    
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
    293031  
  • Translator

    Polish flagEnglish flagGerman flagFrench flagRussian flagCzech flagHungarian flag 
    By N2H
  • Na facebooku

  • Książki



  • Tak

  • Czytam

    • A. & Ł. Oleksakowie
    • Alfy, Lancie i ciężarówki
    • Anarcha, czyli Dante
    • Andrzej Solak
    • Esthel
    • Felietony Krzyśka Łęckiego
    • Funky Dieter
    • Jacek Dukaj
    • Koty Orbitowskiego
    • Kronika Novus Ordo
    • Ślůnzok ze Aldrajchu
    • Łukasz Orbitowski
    • Maciej Gnyszka
    • Miłośnik Ezry Pounda
    • Okiem Studyty
    • Paweł Milcarek
    • Przemek Bociąga
    • S.Michalkiewicz
    • Slavoi – Próbki
    • Tomasz Gabiś
    • Urbaniuk robi zdjęcia
    • Wojtek Wencel
    • x. Isakowicz-Zaleski
  • Łamy

    • 44
    • Arcana
    • Broń i Amunicja
    • Christianitas
    • Czas Fantastyki
    • FA-Art
    • fronda.pl
    • lampa
    • Nowa Fantastyka
    • Opcje
    • SFFH
  • Teksty

    • Babilon i mimesis
    • Jak nie zostałem Polakiem – narodowość jako akt woli.
    • Konserwatyzm jako klęska
    • Lampart na marmurowej skale
    • Pusty stryczek. O “Wieszaniu” Rymkiewicza.
    • Rozpacz, chrześcijaństwo i konserwatyzm
    • Umieranie Sándora Máraiego
  • twardoch.pl

    • Agata, żona
    • Dziennik 2004-2005
    • Ewa, siostra – w Maroku
    • Fechtunek
    • Podróże małe i duże
  • Meta

    • Zaloguj się
    • Kanał RSS z wpisami
    • Kanał RSS z komentarzami
    • WordPress.org
  • Spam Blocked

    2 509 komentarzy będących spamem
    odrzucone przez
    Akismeta
  • Wishful thinking


    My blog is worth $12,984.42.
    How much is your blog worth?

Copyright © by Szczepan Twardoch 2010. Strona chodzi na Wordpressie. Skórka: AskGraphics.