Idziemy po bułki. Franek znudził się skakaniem po kałużach.
- Tatusiu, a gdzie mieskają lyceze?
- Na zamkach.
- A co oni mają na zamkach?
- Zbrojownię, stajnię, w której stoją koniki, komnaty…
- A co jesce mają lyceze?
- Hm… rycerz musiał mieć swoją ziemię.
Idziemy chwilę w milczeniu.
- Tatusiu. A na ksypład cy to jest ziemia lyceza? – Franek wskazuje na pryzmę wykopanej przez koparkę gliny.
- Nie, to nie jest ziemia rycerza.
- A cemu?
- Bo rycerzy już nie ma.
- A cemu?
- Bo była rewolucja i nie ma.
- A cemu była?
- Oj, misiu, o tym czemu była to pogadamy za parę lat, okej?
- Okej. A gdzie są teraz lyceze?
- W Walhalli. W niebie dla rycerzy.
- Aha. A cemu?
- Bo w Walhalli jest im fajnie.
- Aha. Oni wyginęli?
- Tak, wyginęli.
- Skoda ze wyginęli.
- Szkoda.
- Skoda. Bo ja mógłbym być lycezem. Takim plawciwym! Miałbym zamek. I plawciwy miec. I duuuuzo lizaków!
Tag Archives: broń
Cytat na dziś XI – żadnych marzeń, panowie
Francesco Sforza stał się z prywatnego człowieka księciem Mediolanu, bo był człowiekiem oręża, a jego synowie wskutek unikania trudów i niewygód oręża zeszli z książąt na ludzi prywatnych. Albowiem oprócz innych przyczyn zła, jakie ściąga na siebie twa bezbronność, jest i ta, że stajesz się lekceważonym, co jest jedną z tych infamii, jakich książę musi unikać, jak o tym powie się poniżej. Albowiem mąż zbrojny nie może się równać z bezbronnym, a nie zgadza się z rozumem, aby uzbrojony dobrowolnie słuchał bezbronnego i aby bezbronny przebywał bezpiecznie między uzbrojonymi sługami; albowiem gdy jedna strona ma tylko wzgardę, a druga podejrzenie, niepodobna, by razem zgodnie działały.
To z czternastego rozdziału „Księcia”. Podkreślenie moje. Zasada opisana przez Machiavellego jest aktualna na kilku poziomach. Po pierwsze, ciągle obowiązuje w polityce, ale to raczej oczywiste. Obowiązuje jednak również w życiu społecznym: możliwość lekceważenia bezbronnych jest, moim zdaniem, zasadniczym powodem, dla którego pogrobowcy Krwawego Feliksa nie dopuszczają myśli o odebraniu im (tj. poli-milicji) uprawnień w zakresie reglamentacji dostępu do broni palnej. Nie tylko dlatego, że nie chcą jej dawać tzw. „zwykłym obywatelom”, których lekceważą – również po to, by mogli, niczym feudalny władca przywilejem, obdarować bronią palną tych, których nie lekceważą – gangsterów.
To tak na marginesie wypowiedzi Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska, które ucinają płonne nadzieje środowisk strzeleckich, że projekt ustawy złożony w komisji Palikota może coś zmienić. Charakterystyczna jest zwłaszcza postawa Grzegorza Schetyny, pozwolę sobie tutaj zacytować za onet.pl:
Zdaniem b. szefa MSWiA ułatwienie dostępu do broni to zły kierunek. Schetyna nazwał absurdem pomysł, by zezwolenia na broń nie były już wydawane przez policję, lecz przez samorządy. – Nie będzie akceptacji dla takich zapisów – zapewnił.
Co, u Schetyny szczególnie, nie dziwi ani trochę. Także: żadnych marzeń, panowie.
Znowu o broni
W nowej „Broni i Amunicji” nr 04/2009 nie znajdą P.T. Czytelnicy mojego felietonu, bom się pisaniem felietonów o broni palnej zmęczył – od dwóch czy trzech numerów w mojej starej kolumnie ukazują się felietony Tomasza Z. Majkowskiego, które czytam z prawdziwą przyjemnością.
Nie o tym jednak chciałem pisać. Jest w nowym numerze „BiA” świetny tekst Zbigniewa Świerczka o nowym, bardzo sensownym projekcie ustawy o broni i amunicji autorstwa Fundacji Rozwoju Strzelectwa, (który szczegółowo scharakteryzowali koledzy ze „Strzału” w którymś z ostatnich numerów). Tekst rozsądny, mądry i rzeczowy, trudno się zresztą innego po koledze Świerczku spodziewać.
W każdym razie projekt ów trafił do Komisji Sejmowej Przyjazne Państwo i został tam, jak wieść gminna niesie, przyjęty bardzo życzliwie przez jej przewodniczącego Mirosława Sekułę. Teraz nadzieję pokładać należy w naszych Czcigodnych Prawodawcach. To znaczy, że nie należy z tą nadzieją przesadzać.
O szczegółach można poczytać tutaj i tutaj. Skrócony zarys projektu znaleźć można na stronach www.ba-bach.pl.
Jakie zaś są szanse na powodzenie naszej beznadziejnej sprawy? W każdym razie, największe jak do tej pory. Co nie znaczy bynajmniej, że duże. Ale rzecz jest o wiele lepiej przemyślana, przygotowana i prowadzona, niż świętej pamięci projekt Andrzeja Czumy. Więc cień nadziei posiadać wolno.
Zabawy z bronią – już do kupienia
W tydzień po premierze w Klubie N44 – „Zabawy z bronią” już do kupienia, np na merlinie. Polecam się uwadze P.T. Czytelników i jestem bardzo uradowany, bo – jakby nie było – to mój pierwszy hardcover oraz moja pierwsza książka niebeletrystyczna.
Książeczka składa się zaś z trzech części. Część pierwsza, zatytułowana „O broni kulturalnie”, traktuje o obecności i symbolice broni w kulturze właśnie, szczególnie w kinie i literaturze, chociaż o malarstwie też parę słów się tam znajdzie.
W części drugiej znajdą P.T. Czytelnicy publicystykę polityczną związaną z kwestią dostępu do broni palnej w Polsce, w części trzeciej jest już ścisłe, bronioznawcze mięso: teksty o konkretnych pistoletach i paru karabinach, notowane w pośpiechu na strzelnicach, między jednym magazynkiem a drugim, w szkodliwych oparach spalonego kordytu, z echem wystrzałów jeszcze dzwoniącym w uszach – że tak pozwolę sobie okoliczności powstawania tych tekstów odrobinę udramatyzować.
Okładka „Zabaw z bronią”

Dzięki okładce nie ma chyba wątpliwości, że chodzi o broń, nie o Bronię. A książka ukaże się w początkach kwietnia. Ilustracje, okładkę i skład zrobił Piotr Łysakowski z Atelier Graficznego Ermellino – i jestem stroną graficzną książki zachwycony. Naprawdę śliczna rzecz.
Wieści z Czerskiej
1. Literatury nie oddamy! Tako rzekł Adam Michnik na rozdaniu „Nike”, o czym donoszą na pewnym obskuranckim forum internetowym.
Polskę mu zabrali źli ludzie, więc już tylko literatura mu została.
No i w zasadzie, jeśli o mnie chodzi, to w porządku.
Nie oddawajcie. Tokarczuk naprawdę możecie sobie zatrzymać.
2. W innym miejscu wrażliwy społecznie redaktor Wyborczej z przerażeniem donosi, iż na naszej-klasie.pl są profile, na których różni źli ludzie pozują z bronią.
I w tym momencie ja również poczułem przerażenie. Otóż pisuję felietony do Broni i Amunicji. Nic to. Ale w rzeczonej Broni i Amunicji jest redaktor naczelny, którego nazwiska z przerażenia nie wymienię. I ów redaktor naczelny, sympatyczny skądinąd człowiek, jeździ sobie po świecie po fabrykach broni i targach militarnych i robi sobie fotki z różnymi mniej lub bardziej popularnymi spluwami. I ma ów redaktor naczelny profil na naszej klasie, wiem, bo sam widziałem. I na tym profilu ma galerię. A tam zdjęcia! Z karabinami maszynowymi! Szturmowymi! Z visem! I Bóg wie czym jeszcze! Ostatnio na przykład osobiście sfotografowałem go podczas straszliwej czynności strzelania z pistoletu walther p99.
Redaktor z Podartej Szmaty zapytuje nas retorycznie, co na to policja, czemu nic nie robi? A zapytany policjant, jako wzorowy wychowanek Żelaznego Feliksa, odpowiada – spokojnie, towarzyszu, wszystko sprawdzamy. A więc, R., strzeż się! Co prawda, nie mogą profilaktycznie zamknąć cię w więzieniu, nad czym nasz mili-policjant ubolewa, ale przyjrzą ci się, zbrodniarzu, dokładnie.
Co mi przypomina, że sypiam w jednym łóżku z kobietą, którą osobiście sfotografowałem, kiedy ta z rozanieloną miną ściska karabin mauser Kar98k. Zdjęcie jest w internecie. A ta kobieta, obywatelu sierżancie, uczy studentów! Bóg jeden wie, co jej do głowy przyjść może, każdy wie przecież, jacy są dziś studenci!
Nikt nie jest bezpieczny, nigdzie.
Być może pogrobowcy towarzysza Dzierżyńskiego rozważyliby wprowadzenie pozwoleń na fotografowanie się z bronią palną? Przynajmniej byłaby podstawa prawna, żeby tych podstępnych kryminalistów od razu powsadzać do więzień.
Drgawki
Coś się w końcu ruszyło. No, nie przesadzajmy: drgnęło zaledwie. I zamarło. Nie dalej jak trzy numery temu, w felietonie Sztuka możliwego pisałem o możliwych i nadchodzących zmianach w nieszczęsnej ustawie o broni i amunicji. Nie będę udawał proroka, ani najbardziej przenikliwego analityka sceny politycznej – powiedzmy, że wieść gminna niosła, iż są w Platformie Obywatelskiej siły zainteresowane zmianą status quo, a ja tę wieść gminną pchnąłem dalej, ku P.T. Czytelnikom.
No i siły się pojawiły. 26 marca Andrzej Czuma, poseł PO, człowiek bez wątpienia godzien szacunku chociażby za piękną kartę z biografii, zapisaną działalnością opozycyjną w ROPCiO, zaproponował zmiany w ustawie o broni i amunicji.
Start nie był jednak najszczęśliwszy. Po pierwsze, odebranie poli-milicji prawa do reglamentowania broni i przeniesienie tego prawa na administrację cywilną to pomysł jak najbardziej godzien pochwały. Ale po co mówić o powszechnym dostępie do broni? To przerazi ludzi, zaś inni posłowie PO zostaną przerażeni ludzkim przerażeniem i sprawa ugotowana. Należy mówić o jasnych kryteriach dostępu do broni, mówić o bandytach, którzy wbrew prawu dostawali od poli-milicji pozwolenia na broń, mówić ewentualnie o ułatwionym dostępie do broni palnej dla uczciwych obywateli.
Po drugie, Czuma powołał się na przykład USA, co nie jest najlepszym chwytem retorycznym. Ameryka kojarzy się Polakom ze strugami ołowiu, przemierzającymi ekran kinowy w filmach sensacyjnych, ze strzelaninami w szkołach i tym, że broń można kupić w sklepie jak gazetę. Wszystko to oczywiście jest bzdurą, Stany to inny świat, amerykańska rzeczywistość nijak w powszechnej świadomości nie przekłada się na polską. Zresztą – zdanie broń dostępna jak w USA nic nie znaczy, bowiem kwestia dostępności broni i prawa do jej noszenia w Ameryce zależy od lokalnych regulacji. Zupełnie inaczej sprawy mają się w stanach gun-friendly, jak Vermont czy Alaska, a zupełnie inaczej chociażby w Washington D.C, gdzie lokalni prawodawcy postawili sobie chyba za punkt honoru przegonić Wielką Brytanię.
Jeśli poseł Czuma chciał powołać na przykład zagraniczny, to trzeba było się odwołać do Czech. Tamtejsze regulacje dotyczące broni palnej są rozsądne i sensowne (moim zdaniem, można je wręcz skopiować), a występują w bardzo podobnym kontekście kulturowym do naszego. A przede wszystkim – nikogo nie odstraszą, bowiem niewielu odwiedziło Stany Zjednoczone, natomiast w Czechach był chyba każdy i jeszcze chyba nikogo tam szalony Czech ze strzelbą nie zastrzelił. Zdaje się zresztą, że podczas krótkiego, medialnego zainteresowania całą sprawą, poseł Czuma zweryfikował swoją retorykę i podczas wystąpień w telewizji powoływał się już na przykład czeski.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Koledzy z klubu PO ustami posła Zbigniewa Chlebowskiego oświadczyli, iż klub PO nie popiera pomysłu posła Czumy. A dlaczego? Tego dokładnie nie wiadomo, ale jako uzasadnienie swojego niepopierania poseł Chlebowski wyrecytował następujące rewelacje: obowiązująca ustawa o broni i amunicji jasno określa, jakie warunki musi spełnić osoba ubiegająca się o zezwolenie na broń. Komendanci wojewódzcy mają po pierwsze cały system ewidencji, po drugie cały system kontroli tych, którzy mają broń i w jaki sposób jest ona wykorzystywana. I po trzecie dzisiaj jest bardzo rygorystyczna procedura uzyskania zezwolenia na broń, łącznie z badaniami psychotechnicznymi, które ubiegający się o broń musi przejść.
O co chodzi – dokładnie nie wiadomo. W jaki sposób argumentem przeciwko liberalizacji prawa o broni miałoby być opisanie stanu faktycznego – to jest ścisłego tej broni reglamentowania – pojąć może chyba tylko dialektyczny umysł posła Chlebowskiego, tudzież innego sejmowego intelektualisty. Grunt, że Czuma dostał po uszach i pokazano mu, gdzie jego miejsce. Natychmiast w mediach pojawił się też nieśmiertelny ekspert od wszystkiego co strzela (czy jakiś inny ekspert własnoręcznie przestrzelił sobie kolano?) i z miną człowieka, który ma coś do powiedzenia wypowiedział się – mniej więcej –
że absolutnie obywatele nie mogą mieć broni, albowiem tylko w ręku ludzi resortu broń znajduje się na swoim miejscu. Troszkę koloryzuję, ale tylko troszkę. Zresztą, co będzie miał ów łysy bóg polskiego antyterroryzmu do powiedzenia łatwo było przewidzieć, natomiast przykrym zaskoczeniem okazał się Roman Polko, który z wysokości swoich generalskich gwiazdek uznał, iż broń palna posiada czarodziejskie właściwości tłumienia superego i wzmacniania destrudo u każdego, kto nie posiada stopnia służbowego. A policja powinna zachować swoje uprawnienia, bo zna się na broni. Stężenie (bez)sensu podobne jak u posła Chlebowskiego.
Z zawodowego obowiązku zajrzałem również na internetowe forum poli-milicyjniaków i dzielni pogrobowcy towarzysza Dzierżyńskiego jak zwykle mnie nie zawiedli: mówiąc w skrócie, im broń należy się jako przywilej (nie jako narzędzie do pracy – właśnie jako przywilej!), bowiem źle zarabiają, a obywatel niech sobie znajdzie inne hobby. Głównym zaś argumentem towarzyszy poli-milicjantów jest fakt nieodpowiedzialności i głupoty Polaków. Czesi niechże sobie broń mają, ale niedorozwinięci Polacy natychmiast by się wszyscy pozabijali. Podobną retorykę o głupocie Polaków, których trzeba krótko trzymać za pysk, znalazłem kiedyś w wypowiedziach generalnego gubernatora Hansa Franka, nasi poli-milicjanci zapewne znaleźliby z Parteigenossen z NSDAP płaszczyznę porozumienia.
Trochę sam jest sobie winien poseł Czuma, przez zawalony z PR-owego punktu widzenia debiut – a z drugiej strony, trudno mieć doń pretensje, w końcu przynajmniej spróbował, licząc może przynajmniej na solidarność swoich kolegów klubowych. I zapewne jakieś poparcie ma, chociażby posła Niesiołowskiego, ten jednak jest kimś, komu raczej się w PO zleca różne zadania, niż kimś, kto mógłby mieć wpływ na kształt polityki rządzącej w Polsce partii. Trudno zresztą, z oczywistych przyczyn, posła Niesiołowskiego traktować poważnie, skoro jeszcze kilka lat temu o swojej aktualnej partii wyraził się, iż jest ona ugrupowaniem dającym popisy hipokryzji i cynizmu, żerującym na znanych fobiach, ignorancji i naiwnej wierze wyborców. Tutaj się akurat z posłem entomologiem zgadzam, ale chociażby ze względu na powyższe jego pomoc nie zda na wiele się posłowi Czumie i nam, strzelcom.
Zupełnie inna byłaby medialna waga poparcia, udzielonego dzielnemu posłowi przez marszałka Komorowskiego, który – co przyznaję chętnie bez względu na polityczne sympatie – dla strzeleckich środowisk ma zasługi większe, niż wszyscy inni politycy razem wzięci. Jednak marszałek Komorowski tym razem milczy. Prezydium PO zdecydowało zaś, iż projektem Czumy zajmie się dwóch posłów (których nazwisk nikt absolutnie nie chce zdradzić) i kiedy ci posłowie już się nad projektem popracują, zwrócą się do prezydium PO z sugestią, co dalej należy z projektem zrobić. Na przykład złożyć w sejmie, albo wyrzucić do kosza. W każdym razie, podobno wola polityczna zmiany ustawy o broni i amunicji w PO jest. I rozbieżność zdań w temacie broni również jest.
A poseł Andrzej Czuma, człowiek, który na serio angażując się w działalność opozycyjną w PRL bardzo wiele wycierpiał ze strony wiadomych, komunistycznych służb, właśnie dowiedział się, że w komisji śledczej ds. zbadania rzekomych nacisków na organa ścigania, której Czuma jest przewodniczącym, ekspertem został zarekomendowany przez posła Partii Demokratycznej Widackiego były funkcjonariusz SB, wielce zasłużony na polu zwalczania krakowskiej opozycji, nazwiskiem Jerzy Stachowicz, w III RP dzielnie służący w szeregach UOP i ABW, przez prezydenta Kwaśniewskiego odznaczony nawet Srebrnym Krzyżem Zasługi. Podejrzewam, że czeka jeszcze posła Czumę wiele zdziwień. A w kwestii wiadomej ustawy życzę posłowi powodzenia i za Tomaszem Gabisiem wznoszę konserwatywny toast: Wypijmy za niebywałe powodzenie naszej beznadziejnej sprawy!
Tekst napisany w początkach maja br.
Szczepan Twardoch
Broń i Amunicja, nr 03/2008
Napoleon i innowatorzy
W jednej ze moich książek, w której fabuła wiąże się z nieco innym przebiegiem historii, niż ten, który znamy z podręczników, pozwoliłem sobie, z rozmysłem, na pewien anachronizm, wprowadzając na przełomie XVIII i XIX wieku do masowej produkcji w Austrii karabiny szwajcarskiego wynalazcy Samuela Pauly’ego. Masowo produkowana broń odtylcowa musiałaby zmienić oblicze wielkich wojen z początków XIX wieku – gwintowany karabin, z którego można strzelać celniej, dalej i osiem razy szybciej, a na dodatek na leżąco natychmiast zdezaktualizowałby wszelkie regulaminy polowe piechoty, zmieniłby ekwipunek i mundury – bo skoro strzela się na leżąco, to trzeba mieć ze sobą narzędzie, za pomocą którego można przygotować sobie stanowisko strzeleckie. Tym sposobem łopatka stałaby się standardowym wyposażeniem żołnierza już w początku XIX wieku. Razem z nadejściem łopatki, w niepamięć odejść musiałyby białe rajtuzy francuskiej czy austriackiej piechoty, wraz z białymi kurtkami, bo najlepszy nawet pułk piechoty po jednym dniu kopania okopów zdecydowanie nie cieszyłby więcej oczu swojego Inhabera. Zmian takich potrzebowałem ze względów fabularnych, stąd pomysł.
Continue reading