Paweł Paliwoda, komentator „Dziennika”, w wydaniu z 21 marca, raczył podzielić się z czytelnikami doświadczeniami z traumy, jaką przeżył, składając wizytę w sklepie z militariami.
Ale nie uprzedzajmy faktów. Traumę pana Paliwody wywołał następujący fakt: w Gorzowie Wielkopolskim jakiś niespełna rozumu czternastolatek usiłował obrabować drogerię przy pomocy zabawki – uzi na plastikowe kulki. Potencjalny bandzior został obezwładniony przez ochroniarza, ochraniającego rzeczoną drogerię. John Rambo, Bruce Lee ani nawet Jerzy Dziewulski drogerii raczej nie ochraniał, więc możemy sobie swobodnie założyć, że aktu obezwładnienia dokonał standardowy ochroniarczyk, tj. znudzony pan w bojówkach i koszuli z napisem „OCHRONA”, którego zasadniczą funkcją jest przeganianie zmarzniętych meneli, którzyc chcieliby się ogrzać w danym przybytku handlu.
Ten komediowy zasadniczo epizod skłonił jednak Paliwodę do wizyty w sklepie z militariami. I cóż komentator tam znalazł? Gwałtu, rety, pan komentator nie wie dokładnie co, bo nie potrafi tego nawet nazwać, ale, ogólnie rzecz biorąc, jakieś zabawki, udające broń. Uzi, colty i schmeissery. Broń śrutowa i kulkowa, za pomocą której można wybić oko. Oczywiście, chodzi o wiatrówki i tzw. „air-soft” – wybaczmy komentatorowi, to tylko niekompetencja, a przecież nikt nie ma zakazu wypowiadania się o sprawach, na których się nie zna, prawda? Cały ten śmiertelny arsenał może być wykorzystany – wg pana Paliwody – do zamachów terrorystycznych. I dlatego należałoby go zabronić. Szczególnie dzieciom.