Dziennik 2006-2010
Strona autorska Szczepana Twardocha
GŁÓWNALITERATURANAGRODYO AUTORZEPUBLICYSTYKAKANAŁ RSS
Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
Wpisane 15:18, 9 Luty 2010 przez Szczepan Twardoch

Moją próżność mile zaskoczyło to, że w ciągu mojego z górą miesięcznego, internetowego milczenia znalazło się paru P.T. Czytelników, którzy w drodze korespondencyjnej lub werbalnej wyrazili swoje niezadowolenie z faktu, że nic tu nie piszę. Jest to oczywiście uczucie niskie i raczej podłe, ta przyjemność z bycia proszonym, ale cóż poradzić. Muszę na dodatek przyznać, że nie zapowiada się, abym mógł w najbliższym czasie wznowić regularne pisanie na moim dzienniczku. Z różnych powodów – spróbuję je pokrótce przedstawić, zgodnie z zasadą, że jak się nie ma nic do powiedzenia, to należy mówić o tym, dlaczego nie ma się nic do powiedzenia.

Po pierwsze więc, jestem zmęczony i zapracowany. I ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę po całym dniu klepania w klawiaturę jest klepanie w klawiaturę. Wieczorem wolę otworzyć wino, zrobić coś dobrego do jedzenia i obejrzeć kolejny odcinek “The Sopranos”. Albo poczytać. Z poczytania mogłoby się coś wykluć, ponieważ książki czasem jeszcze wyzwalają we mnie potrzebę ekspresji. A czytałem ostatnio sporo książek z różnych powodów dobrych i ważnych: “Szepty” i “Tragedię narodu” Figesa, “Morderców” Kazana, “Kawior i popiół” Marci Shore, “Endurance” – świetną książkę Caroline Alexander o wyprawie Shackeltona, “Wielką ucieczkę” Thorwalda, “Ducha Liturgii” Wiadomo Kogo, J.D. pożyczył mi Tiplera i Kurzweila i jeszcze więcej książek sobie kupiłem i odłożyłem do późniejszej lektury, a w te które już przeczytałem powklejałem karteczki, zaznaczając sobie co bardziej interesujące momenty, co znacznie ułatwia późniejsze przelewanie refleksji na klawiaturę. I tak o “Tragedii narodu” Figesa chciało mi się pisać przez porównywanie go do Gaxotte’a, bo też sam Figes się o to prosi, ale jakoś straciłem serce. O “Endurance” chciało mi się coś napisać, bo to wspaniała historia, świetnie napisana, bardzo conradowska – ale jakoś odpuściłem, wolałem przemilczeć. O “Wielkiej ucieczce” też chciało mi się pisać, szczególnie w biorąc pod uwagę “sprawę śląską” – ale dałem sobie spokój. Chciałem napisać coś o “Synecdoche, New York” Kaufmana, bo to jeden z najważniejszych filmów, jakie widziałem w życiu, ale jakoś zabrało mi słów.
Podobnie rzecz się ma z tzw. “wydarzeniami” – a to Michalski w pokutnym worku napisze, że redakcja “KP” zostawia mu nawet pewną autonomię, za co Kinga Dunin dała mu placet, Piątek wypluł zatrutą hostię kłamstwa, a Orliński jak zwykle niczego nie zrozumiał, a to Braun i Kaczmarek nie tylko zrobią świetny film o Jaruzelskim, ale jeszcze puszczą go w TVP, żeby Żakowski z Mazowieckim mogli się zapisać do moczarowców, a Kuczyński z właściwym sobie wdziękiem mógł oświadczyć, że film ów nie wywołał w nim żadnego zastanowienia nad życiorysem generała Jaruzelskiego. Nie żeby ktokolwiek spodziewał się zastanowienia po Kuczyńskim. Jak już kiedyś pisałem, pan Waldemar to klasyczny półinteligent – posiada tę połowę inteligenta odpowiedzialną za intelektualne i społeczne aspiracje, nie posiada zaś tej połowy, która pozwalałaby te aspiracje realizować. No i właśnie: po cholerę mam to pisać, skoro już to kiedyś napisałem? Więc nie piszę. To znaczy w tej chwili piszę o tym, że nie piszę, ale to na jedno wychodzi.

Po drugie. Po drugie mam wrażenie, że moja ogólna postawa, stosunek do świata i bliźnich, jest postawą bardzo mało chrześcijańską. Raczej cioranowsko-maraiowską, toutes proportions gardées, oczywiście. Z czego jakoś nie jestem już ostatnio specjalnie dumny. Tym bardziej, że w życiu prywatnym i zawodowym nic mi nie dolega, a wręcz przeciwnie, z tajemniczych powodów życie jest mi nadzwyczaj przychylne. Z tej postawy, z odrazy do wszelkiego entuzjazmu (a szczególnie do entuzjastów, niezależnie czego ich entuzjazm miałby dotyczyć), do ludzkiego optymizmu, werwy, energii, chęci do działania, do junackości, dziarskości i przebojowości, a więc z wymieszania melancholii, czy może raczej acedii z mizantropią (chociaż oczywiście Ł.O. twierdzi, że mizantropem to można być przyglądając się światu z okien bentleya, ja zaś jestem co najwyżej zgorzkniałym skurczybykiem) i tak wynika już gros mojej publicystycznej i literackiej twórczości. Po co więc mam jeszcze zarażać innych tą postawą via www.dziennik.twardoch.pl? Nic dobrego z tego chyba nie wynika. Gdybym się czymś zachwycił – to od razu napiszę, obiecuję.
No dobrze, zachwyciłem się ostatnio przykrytą śniegiem monochromatyczną Polską, widzianą z okien pociągu, bo ciągle gdzieś się ostatnio pociągami tłukę. Ale zaraz potem pomyślałem, że podoba mi się tylko dlatego, że jej nie widać, że to jak zachwycić się kobietą tylko dlatego, że przykryła się prześcieradłem i nie widać chwilowo, że jest szpetna. Więc trochę lipny był ten zachwyt. Poza tym nienawidzę zimy. Autentycznie zachwyciłem się zaś krótką, pieszą pielgrzymką do sanktuarium w Rudach, ślicznym, zimowym marszem przez dawne cysterskie folwarki, lasy i pola i pustym, ciemnym, gotyckim kościołem, w którym światło paliło się tylko przy obrazie. Ale byłem zbyt zmęczony, żeby o tym napisać.

Po trzecie. Jak już koniecznie muszę coś napisać, to skrobię sobie piórem w notesiku. Dzięki temu nie wylewa się to od razu w świat, tylko sobie leży na papierze i dojrzewa. Za rok to przejrzę i może znajdę tam coś, co będzie się nadawało do podzielenia się z P.T. Czytelnikami. A poza tym, to piszę książki, opowiadania i publicystykę, i jeszcze inne rzeczy, redaguję książki już napisane i robię tysiąc innych rzeczy, które pisarze robią, a o których nie wiedziałem, póki nie zostałem pisarzem zawodowym.

Informacyjnie jeszcze: ukazują się właśnie nowe “Czwórki” w których P.T. Czytelnicy znajdą moje opowiadanie o Poli, które napisałem kiedyś na zamówienie NCK, ukazują się nowe “Arcana” nr 91, gdzie tradycyjnie wypisy z mojego dzienniczka i przedruk “Aksolotla narodów” z CzF. Się polecam życzliwej uwadze.

Wpisane w Inne, Wszystko jest literaturą | 19 Komentarzy Więcej »
Spóźniona odpowiedź
Wpisane 13:20, 1 Maj 2009 przez Szczepan Twardoch

Odpowiedź Michałowi Nierebińskiemu, nieco spóźniona:

Pan Jezus przyszedł do wszystkich ludzi, ale nie przez przypadek przyszedł tam, gdzie przyszedł (tzn do semickich pastuchów, znajdujących się na obrzeżach Imperium Romanum) i w ten dokładnie czas, w jaki przyszedł. Dlaczego więc narodził się za panowania Augusta na prowincjach Imperium Romanum, a nie w XIX wieku na Madagaskarze? Ano dlatego, że chrześcijaństwo potrzebowało antycznej filozofii. Generalnie, w historii powstała tylko jedna filozofia, która posiadałaby dialektykę i metodę, wszystkie inne tzw. “filozofie Wschodu” to skomplikowane systemy mądrościowe dialektyki pozbawione, za pomocą których nie da się wyłożyć podstawowych sensów chrześcijaństwa.
Oczywiście, prosty człowiek nie musi znać Platona czy Arystotelesa, ale za każdym razem, kiedy wchodzi na mszę, poniekąd zanurza się w świecie greckiej dialektyki, żyje tymi pojęciami. Bez tego nie da się zrozumieć podstawowych sensów chrześcijaństwa, jak transsubstancji, dwoistej natury Chrystusa, etc. – bo najpierw trzeba przyswoić sobie europejskie pojęcia substancji, istoty, natury, form – etc. Dokładnie tak samo, jak istoty buddyzmu nie da się powiedzieć po platońsku, satori to jednak coś innego niż platońskie noesis, mimo “zewnętrznych” podobieństw, będących jednak, jak sądzę, wynikiem pewnego “uzgadniania” pojęć.

Mało tego: chrześcijaństwa nie da się “przetłumaczyć” na inną kulturę niż europejska ze względu na inne systemy wartości, inne sposoby pojmowania człowieka, świata, społeczeństwa, do których chrześcijaństwa nie da się dopasować. Dobry przykład to historia z krzyżem w Japonii. Japończycy nie byli w stanie znieść krzyża jako narzędzia męki Chrystusa – więc czy można było na potrzeby Japonii zastąpić krzyż czymś innym? Nie wiem, kołem, mieczem, albo palem?

A przecież krzyż to nie tylko narzędzie męki, które właśnie było pod ręką, krzyż to również cały ogromny bagaż jego kulturowej symboliki, do której dodała się i którą zagarnęła męka Chrystusa, krzyż to dwie skrzyżowane osie świata.

Nigdzie w podstawach chrześcijaństwa nie znajdziemy pojęcia “szacunku dla innych kultur”, który jest pojęciem ściśle nowożytnym; praktyka zaś wskazuje, że praca misyjna zawsze prowadzi do erozji tradycyjnych, uprzednich wspólnot. Kultura to nie jest bezładny stos cegieł, z którego można swobodnie wyciągnąć jedną i zastąpić inną. Kultura to budowla: kiedy wyciąga się jedną cegiełkę, budowla się zawala – a w przypadku religii nie mamy nawet do czynienia z cegiełką, a w ogóle z fundamentami, bo kultura jest pochodną tych podstawowych wyobrażeń, mitów, które organizują kosmos dookoła człowieka i które zawsze, u chrześcijanina, shintoisty, animisty, ateisty czy wyznawcy Mamona, mają charakter religijny. Więc przekonanie, że można nawrócić animistę, wyciągając fundament i wsuwając w jego miejsce chrześcijaństwo, bez zburzenia całej budowli, są cokolwiek naiwne.
Czy to smutne? Poniekąd tak, zawsze wielkim smutkiem napełnia mnie wymieranie czy rozpuszczanie się ethnosów, bo sam do rozpuszczającego się ethnosu należę. Ale to tylko ponowoczesne sentymenty, a sentyment nie może nas powstrzymywać w poszukiwaniu prawdy, a prawda jest taka, że nie da się przyjąć chrześcijaństwa odrzucając Europę, ilu postępowych misjonarzy nie przebrałoby się w palmowe liście i ptasie pióra. Można zamiast habitu dać siostrze zakonnej sari, ale nie da się zmienić tego, że zanim uwierzy się w Przeistoczenie, trzeba przyswoić sobie cały europejski bagaż znaczeń i sensów, trzeba zrozumieć czym w Europie jest ciało (bo czym innym, kulturowo rzecz biorąc, niż w Afryce czy Azji, przecież – i na dodatek trzeba jeszcze rozróżnić sarx i soma), trzeba sobie przyswoić europejską logikę. Misjonarska praktyka wskazuje, że proces ten trwa najczęściej wiele pokoleń, czy będą to pokolenia dzikusów hotentockich czy słowiańskich, zanim uda się tę wizję świata przekonstruować.

I zanim zaczniemy rozpaczać nad upadkiem świata syberyjskich szamanów, to zastanówmy się, czy żal nam rzezanych z dębu Światowidów, gontyn, żertw i świętych gajów? Może jakimś sentymentalnym głupcom żal – mi wcale, bo zamiast tego pozwolono nam, dzikusom z euroazjatyckich puszcz, wejść do platońskiej Akademii. Chrześcijaństwo otworzyło nam drzwi do uczestnictwa w najważniejszym i największym, jak do tej pory, dokonaniu rodzaju ludzkiego, cywilizacji europejskiej, której umierania jesteśmy świadkami. Więc dlaczego miałoby mi być żal kultury japońskiej, gdyby ta była zagrożona śmiercią, skoro wcale nie tęsknię do Słowian?

Wpisane w Inne | 5 Komentarzy Więcej »
Barbarzyństwo chrześcijaństwa
Wpisane 21:05, 21 Luty 2009 przez Szczepan Twardoch

Sądzę, Filipie, że mylisz się fundamentalnie, gdy piszesz na swoim blogu, że “kiedy bowiem staje się ono [chrześcijaństwo] kulturą, cywilizacją – nieważne czy średniowieczną „teokracją” czy nowoczesną „antropokracją” – traci swój smak, przemienia się w kolejny system wychowawczy, w system nakazów i zakazów, w obrębie którego żywa relacja z Panem Bogiem – w tym i wadzenie się z Nim – zostaje zastąpione przez nieznośne moralizatorstwo“.

Nie po raz pierwszy słyszę taką koncepcję chrześcijaństwa, i poniekąd zgadzam się – tym na pewno chrześcijaństwo nie jest, nie jest chrześcijaństwo systemem moralnościowym, którego jedynym celem jest regulacja ludzkiego życia. Nie zgadzam się, kiedy słyszę czasem, że ktoś wzbrania się nazwać chrześcijaństwo religią, rezerwując ten termin dla religijności naturalnej, dla oddawania czci bogom, aby ci zechcieli spuścić deszcz w suszę, albo pokarać wrogów pomorem, acz rozumiem powody tego wzbraniania – nie o tym chcę jednak pisać.

Odrzucasz, Filipie, siedemnaście wieków chrześcijańskiej historii, a ja, nie z przekory, ale z głębokiego przekonania, odpowiem: chrześcijaństwo swoją eschatologiczną rolę odegrać może tylko poprzez trwanie jako cywilizacja. Chrystus przyszedł w określony czas i miejsce nie przez przypadek i nie przez przypadek apostołowie pojechali do Rzymu. Aby chrześcijaństwo trwało, potrzebny był Most Mulwijski, “in hoc signo vinces” i edykt mediolański, potrzebna była cywilizacja Antyku i potrzebne były miecze frankijskiej kawalerii pod Poitiers i równoległa obrona Konstyntanopola, potrzebny był germański, pogański etos wojownika, który po kilku wiekach obróbki stał się etosem rycerskim i przetrwał nieomalże do czasów nam współczesnych. Ci krwawi barbarzyńcy, ledwie przecież dotknięci chrześcijaństwem, bez wątpienia Chrystusa traktowali jako nowego, ekscentrycznego nieco boga i bez wątpienia prosili go, tak jak swoich bogów starych, o obfite łupy, o branki i o to był dał im pewną rękę, aby te łupy i branki zdobyć – ale to ich miecze obroniły Kościół.

A jak wygląda chrześcijaństwo bez państwa i bez cywilizacji, łatwo się przekonać, bo Historia pozwoliła sobie na taki eksperyment w Japonii, gdzie kakure kirishitan trwali w głębokim ukryciu, bez państwa i bez cywilizacji przez trzy wieki – i gdzie przez te trzy wieki chrześcijaństwo zdegenerowało się do mętnego kultu przodków, do paru zapamiętanych fonetycznie modlitw, niezrozumiałych dla tych, którzy je odmawiali, bez żadnej duchowej zawartości. Po Meiji niektórzy z tych “ukrytych chrześcijan” przyłączyli się do Kościoła, ale wielu nie dostrzegło niczego, co miałoby ich łączyć z nowoczesnymi katolikami i pozostali w swych ukryciach, czcząc dalej figurki Chrystusa upozowanego na Buddę, nieświadomi Dobrej Nowiny.

Przekonany jestem więc, Filipie, że chrześcijaństwo musi być cywilizacją, by trwać. W germańskim etosie wojowniczym, w antycznej cywilizacji, w które chrześcijaństwo wsiąkło zrealizował się transcendentalny plan trwania Mistycznego Ciała Chrystusa. Chrześcijaństwo mogło trwać, bo chłopi czcili Maryję tak, jak wcześniej czcili Demeter, bo wojownicy malowali sobie krzyż na pancerzach tam, gdzie wcześniej malowali młot Thora.

Bez pogańskiej wojowniczości Europejczyków nie rozniosłaby chrześcijaństwa po świecie żądza złota konkwistadorów. Bez dziedzictwa Antyku, bez filozofii i nauki, nie byłoby w chrześcijaństwie niczego atrakcyjnego, bo ci, którzy się na chrześcijaństwo nawracali, przynajmniej w równym, jeśli nie w większym stopniu nawracali się na Europę. Dotyczy to tak samo dzikich Polan Mieszka, jak i innych dzikusów na całym świecie.

Bez cywilizacji chrześcijaństwo pozostałoby tylko ekscentryczną sektą semickich pastuchów.
O wielu takich sektach nie pamiętają już nawet badacze starożytności.

Tu kryje się pewien cudowny dowód na mistyczny wymiar Kościoła: w tym, że dziwaczna sekta obszarpanych pasterzy z zapadłej prowincji na skraju Imperium stała się po trzystu latach tegoż imperium religią państwową i nie dość tego: przetrwała tego imperium upadek, na jego gruzach pozwoliła zbudować pierwszą uniwersalną cywilizację w dziejach, pierwszą, która rozniosła swoje ziarna na całą ludzkość.

Wpisane w Inne | 11 Komentarzy Więcej »
Krucyfiks
Wpisane 09:10, 15 Październik 2007 przez Szczepan Twardoch

Chociaż gotyk jest najpiękniejszy, to barokowe kościoły lubię najbardziej. Spektakularne draperie szat, dramatyczne gesty, ekstatyczny wzrok wzniesiony ku pomalowanym w niebiosa sklepieniom. Aniołki, amorki i putta. Pilastry i gzymsiki. Cierpliwa ręka lokalnego artysty, która wymalowała imitujące marmur żyłki na stiukach. I jeszcze poczerniały werniks obrazów, tych dobrych, jak tryskające krwią z kikuta odrąbanej szyi “Ścięcie Jana Chrzciciela” Michaela Willmana z mojej parafii i tych kiepskich bohomazów, urągających Malarstwu, których tyle wisi w zacisznych kaplicach, zakamarkach i przedsionkach barokowych kościołów.

Barokowy kościół odpowiada mojemu temperamentowi, bo lubię patos i lubię takie zaskakujące połączenia: wśród wolut, putt, pozłotki i westchnień – On, ukryty podwójnie, za złotymi drzwiczkami tabernakulum i w materii.

Czasem jednak bywam w skromnym, akademickim kościele św. Michała Archanioła. Ściany są gołe i białe, zamiast sklepienia protestancki, wsparty na belkach strop. Między oknami wyjątkowo nieudane obrazy stacji Drogi Krzyżowej i wyżej, na półeczce, wielki Archanioł z lekkim zezem i “Quis ut Deus” na tarczy.
A jednak w tym kościele najłatwiej jest mi się modlić. Wszystko za sprawą prezbiterium, płytkiego i symbolicznego, również gołego i pomalowanego na beżowo, w którym na ogromnym krzyżu z ciemnego drewna rozciągnięty jest Chrystus. Rzeźba jest udana i naturalistyczna i w surowym, pustym wnętrzu, na gołej ścianie ten ogromny krucyfiks krzyczy i przypomina, jakim skandalem jest chrześcijaństwo. Krzyczy o tym, o czym przypominają mi czasem różni muzułmanie i ateusze, którzy we Włoszech czy w Szwajcarii podnoszą straszny rejwach, bo ich biedne dzieciątka muszą patrzeć na rozpostartego na krzyżu trupa. W pewnym sensie mają rację – oczywiście, ich problemy powinny spotkać się z naszą zimną obojętnością, a próba ich realizacji ze stanowczym oporem, bo ciągle jeszcze jesteśmy u siebie, ale mają oni rację o tyle, że to rzeczywiście skandal: na krzyżu wisi zamęczony, martwy Bóg.
Kiedy więc klęczę w cieniu krzyża na posadzce tego małego kościółka, nie umiem myśleć o niczym innym, dla skupienia niepotrzebny jest wysiłek woli. Wzrok sam nieustannie wraca do krucyfiksu i w pewnym sensie te przybite gwoździami ciało najlepiej ujmuje to, czym naprawdę jest katolicyzm.

Może dlatego protestanci wolą gołe krzyże. Amerykański Dżizas w białej sukience jest kumplem i doradcą, który mówi jak żyć i pomaga. Jezus, Siddhartha Gautama i Anthony Robbins.
I zapewne dlatego, porzucając na chwilę plan transcendentalny, w katolicyzmie jest wielkość i wzniosłość, stanowiąca pożywkę dla Sztuki. Protestantyzm we wszystkich swoich odmianach pozostaje przecież artystycznie jałowy.

Wpisane w Inne | 9 Komentarzy Więcej »
Wolno mielą…
Wpisane 13:00, 19 Listopad 2006 przez Szczepan Twardoch

…kościelne młyny.
Ale myślałem, że wolniej, a tutaj okazuje się, że nasz Kościół jest tylko o jakieś dziesięć, dwanaście lat do tyłu, o czym przekonali mnie dziś Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi polscy, przemawiając w liście do wiernych językiem Gazety Wyborczej z połowy lat dziewięćdziesiątych.
“Ofiary dzikiej lustracji” – chodziło zapewnę o księdza Czajkowskiego, który dzielił się radością z esbekami w celu wzajemnego ubogacania?

Wpisane w Inne | Komentarze są wyłączone Więcej »
  • Najnowsze wpisy

    • O McCarthym na polityka.pl
    • Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
    • Cytat na dziś XI – żadnych marzeń, panowie
    • Aksolotl narodów
    • Powieść o ludziach radzieckich
  • Najnowsze komentarze

    • Wachmistrz o O McCarthym na polityka.pl
    • Marcin Kotowski o O McCarthym na polityka.pl
    • Jakub o Aksolotl narodów
    • 63624 o O McCarthym na polityka.pl
    • Jakub o O McCarthym na polityka.pl
    • ms o O McCarthym na polityka.pl
    • Foxx o Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
    • Wachmistrz o Wpis o tym, dlaczego nie ma nowych wpisów
  • Tagi

    Śląsk Ślůnsk ślůnsko godka Arcana broń Broń i Amunicja Chateaubriand Christianitas chrześcijaństwo Cioran Czas Fantastyki dukaj Ernst Jünger felieton fiderkiewicz film Fronda Jünger język śląski kaczyński kino kościół konkurs literatura lustracja Márai Mackiewicz Michalski michnik Militaria opowiadanie orbitowski podróże polityka powieść Przemienienie Rosja Sándor Márai Spitsbergen spotkanie sternberg Tocqueville twardoch zabawy z bronią zimne wybrzeża
  • Kategorie

    • Arcana (3)
    • Broń i Amunicja (15)
    • Christianitas (5)
    • Cytat na dziś (10)
    • Czas Fantastyki (6)
    • FA-Art (1)
    • Fronda (6)
    • Gazeta Polska (2)
    • Informacyjne (69)
    • Inne (147)
    • ś.p. Życie (1)
    • Militaria (13)
    • Niepublikowane (11)
    • Opcje (4)
    • Pů našymu (6)
    • Wszystko jest literaturą (15)
    • Z papieru (2)
  • Archiwa

    • Marzec 2010 (1)
    • Luty 2010 (1)
    • Grudzień 2009 (2)
    • Listopad 2009 (3)
    • Październik 2009 (4)
    • Wrzesień 2009 (5)
    • Sierpień 2009 (1)
    • Lipiec 2009 (6)
    • Czerwiec 2009 (3)
    • Maj 2009 (9)
    • Kwiecień 2009 (3)
    • Marzec 2009 (9)
    • Luty 2009 (5)
    • Styczeń 2009 (3)
    • Grudzień 2008 (3)
    • Listopad 2008 (5)
    • Październik 2008 (6)
    • Wrzesień 2008 (3)
    • Sierpień 2008 (5)
    • Lipiec 2008 (6)
    • Czerwiec 2008 (5)
    • Maj 2008 (4)
    • Kwiecień 2008 (6)
    • Marzec 2008 (7)
    • Luty 2008 (2)
    • Styczeń 2008 (4)
    • Grudzień 2007 (1)
    • Listopad 2007 (3)
    • Październik 2007 (7)
    • Wrzesień 2007 (11)
    • Sierpień 2007 (12)
    • Lipiec 2007 (10)
    • Czerwiec 2007 (10)
    • Maj 2007 (8)
    • Kwiecień 2007 (13)
    • Marzec 2007 (13)
    • Luty 2007 (8)
    • Styczeń 2007 (15)
    • Grudzień 2006 (11)
    • Listopad 2006 (9)
    • Październik 2006 (23)
    • Wrzesień 2006 (24)
  • Kalendarz

    Marzec 2010
    P W Ś C P S N
    « lut    
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
    293031  
  • Translator

    Polish flagEnglish flagGerman flagFrench flagRussian flagCzech flagHungarian flag 
    By N2H
  • Na facebooku

  • Książki



  • Tak

  • Czytam

    • A. & Ł. Oleksakowie
    • Alfy, Lancie i ciężarówki
    • Anarcha, czyli Dante
    • Andrzej Solak
    • Esthel
    • Felietony Krzyśka Łęckiego
    • Funky Dieter
    • Jacek Dukaj
    • Koty Orbitowskiego
    • Kronika Novus Ordo
    • Ślůnzok ze Aldrajchu
    • Łukasz Orbitowski
    • Maciej Gnyszka
    • Miłośnik Ezry Pounda
    • Okiem Studyty
    • Paweł Milcarek
    • Przemek Bociąga
    • S.Michalkiewicz
    • Slavoi – Próbki
    • Tomasz Gabiś
    • Urbaniuk robi zdjęcia
    • Wojtek Wencel
    • x. Isakowicz-Zaleski
  • Łamy

    • 44
    • Arcana
    • Broń i Amunicja
    • Christianitas
    • Czas Fantastyki
    • FA-Art
    • fronda.pl
    • lampa
    • Nowa Fantastyka
    • Opcje
    • SFFH
  • Teksty

    • Babilon i mimesis
    • Jak nie zostałem Polakiem – narodowość jako akt woli.
    • Konserwatyzm jako klęska
    • Lampart na marmurowej skale
    • Pusty stryczek. O “Wieszaniu” Rymkiewicza.
    • Rozpacz, chrześcijaństwo i konserwatyzm
    • Umieranie Sándora Máraiego
  • twardoch.pl

    • Agata, żona
    • Dziennik 2004-2005
    • Ewa, siostra – w Maroku
    • Fechtunek
    • Podróże małe i duże
  • Meta

    • Zaloguj się
    • Kanał RSS z wpisami
    • Kanał RSS z komentarzami
    • WordPress.org
  • Spam Blocked

    2 499 komentarzy będących spamem
    odrzucone przez
    Akismeta
  • Wishful thinking


    My blog is worth $12,984.42.
    How much is your blog worth?

Copyright © by Szczepan Twardoch 2010. Strona chodzi na Wordpressie. Skórka: AskGraphics.