Jako, że ostatnio w księgarniach pokazała się już nowa „Fronda” (swoją drogą, dobry numer, zachęcam do lektury), zamieszczam szkic, który ukazał się w numerze poprzedni.
Tag Archives: Cioran
Narodowość jako akt woli c.d.
Kolejny przykład, potwierdzający słuszność wolicjonalnej koncepcji narodowości: Petőfi Sándor. Urodzony jako Alexander Petrović, syn Serba i Słowaczki, zostaje Węgrem, bo lepiej jest być Węgrem, niż synem Serba i Słowaczki. Zwłaszcza, jeśli swoją węgierskość zrealizuje się tak brawurowo i tak wzniośle, jak zrealizował ją Petőfi: pisał po węgiersku i dał się zabić po węgiersku.
Inny Alexander – Alexander Grosschmid, znany szerzej jako Sándor Márai, górnowęgierski Sas, wybrał to samo. Chociaż jego przodkowie, prawem historycznej statystyki, tłukli się zapewne z Madziarami w 1848, w szeregach rumuńsko-saskich milicji, walczących w wojnie domowej po stronie Habsburgów.
A ja, za Cioranem, nie wybiorę sobie narodowości, bo, w przeciwieństwie do tego Rumuna-renegata, mam do tego etniczne prawo.
Márai i Cioran
Dwóch emigrantów z Europy Środkowej, dwie postawy.
Cioran: nawet listy do matki pisze po francusku, wypiera się swojej rumuńskości. Wypiera swoją narodowość, nie tylko w sensie odrzucenia przynależności do oświeceniowej wspólnoty społeczno-politycznej, ale nawet w sensie wyparcia się swojej etniczności.
Gardzi światem, bytem, Bogiem, nawet samobójstem – światem Ciorana jest przerażająca, lodowata pustka najgłębszej otchłani ludzkiej rozpaczy. Szczyty są jedynie w tytule.
Cioran jest jak tomista bez Boga. Najbliższy, jakby mogło się wydawać, odebrania sobie życia, umiera naturalnie; bo nawet samobójstwo nie ma sensu dla tego bhikku – nihilisty, tylko cierpienie jest rzeczywiste.