Dwa obrazy wojny

W roku 1914 pewien urodzony w Heidelbergu, a zamieszkały w Hanowerze, dziewiętnastoletni Niemiec, natychmiast po ogłoszeniu mobilizacji, wstępuje na ochotnika do 73 pułku fizylierów, wywodzącego się z Hanowerskiego Pułku Gwardii, a zwanego często „Les Gibraltars”, na pamiątkę obrony Gibraltaru przed Hiszpanami w latach 1779 – 1783.

Kilka miesięcy później, już w 1915, pewien zamieszkały w Pradze, trzydziestodwuletni Czech, zupełnie nie ochotniczo, ale pod dumną nazwą jednorocznego ochotnika, zostaje wcielony do austriackiego 91 pułku piechoty w Czeskich Budziejowicach.

Continue reading

Konserwatyzm jako klęska

Postanowiłem umieścić w Dzienniku 2006 ten stary tekst, który ukazał się we Frondzie nr 32, w pierwszej połowie 2004, z dwóch powodów.

Po pierwsze, stał się szkic ten powodem interesującej wymiany zdań na łamach „F”, którą spróbuję tutaj sukcesywnie odtworzyć, po drugie, to chyba pierwszy mój tekst, w którym otarłem się o pewną intelektualną samodzielność. Dziś kilka myśli sformułowałbym już inaczej, ale w jakiś sposób wyznaczyłem sobie tym, ważnym dla mnie tekstem, tory myślenia, po których posuwam się do dziś

Continue reading

Tocqueville

Gabiś, w swoim świetnym literacko i ideowo interesującym „Manifeście Postkonserwatywnym” pisze, że czyta dużo Marksa i innych XIX-wiecznych lewicowców, aby pozbyć się głupich tęsknot za ancien regime.

Marksa czytać, oczywiście, warto, bo był z tego Żydka kawał dobrego eseisty – żeby wymienić chociażby mój ulubiony „18ty brumaire’a Ludwika Bonaparte” – ale głupie tęsknoty skutecznie wyleczyć można również „Dawnym ustrojem i rewolucją”, przecież.

Continue reading

Lampart na marmurowej skale


„Oinia publiczna nie może wybaczyć Jüngerowi jego manewrów i zdolności za które dostał medal „Pour le merite” w czasie pierwszej wojny: umiejętności odwrotu i samodzielnego trwania na straconej pozycji, bez wodzów, pałkarzy, puzonistów. (…) Cóż za horror, ów „elitaryzm”, ów arystokratyzm. Cóż za horror być człowiekiem, który wobec mordu dokonywanego na całych narodach, wstrząśnięty jest najbardziej zbrodnią katyńską – nie dlatego, ze zabito tam bezbronnych, że zabito Polaków, ale że zamordowano tam jego kolegów oficerów. Cóż jednocześnie za zazdrość naszych współczesnych klerków-ideologów: tak blisko był wodza, mógł zrobić prawdziwą karierę, rządzić duszami, ba, nawet wódz go otaczał podziwem, a on nie chciał. Jak nie chciał po wojnie profilować się grzebaniem w jego rozkładającym się do dziś ścierwie. A mógł, odmieniając na przykład termin „opór” na wszystkie sposoby (…) Dlatego sprzedajni „demokraci” muszą rzucać się na „faszystę”, żeby przekonać wszystkich, iż w okresie, gdy wódz panował, zachowywaliby się podobnie, dając tym samym w swym koniunkturalizmie dowód, że lizaliby buty satrapy, jak teraz je konformistycznie liżą większościowej «opinii publicznej».”

Wojciech Kunicki

W przeróżnych zbiorach cytatów sławne „Wiele się musi zmienić, aby wszystko pozostało po staremu” przypisywane jest głównemu bohaterowi „Lamparta” Tomaso di Lampedusy, Fabrycjuszowi księciu Salina. Tymczasem, słowa te wypowiada siostrzeniec księcia, Tancredi, przyłączając się anty-burbońskiej rewolucji (swoją drogą, czy była w Europie dynastia, przeciwko której poddani skutecznie wystąpili więcej razy?). Książe Salina sam nie zmienia niczego – arystokrata nie dworski, lecz prawdziwie feudalny, pan swych poddanych, przyzwyczajony jest, że jego wola spełnia się sama mocą jego autorytetu – jest odgadywana, nie potrzeba nawet jej wyrażać – gdy rzeczywistość obracać się zaczyna przeciwko niemu, staje się bezsilny. Książe Salina w roku 1860 ma pięćdziesiąt lat – jest pięknym, silnym, jurnym mężczyzną i jednocześnie, już wtedy jest martwy. Jako element organicznego, odwiecznego ładu, umiera razem z nim.

Continue reading