Dziennik 2006-2010
Strona autorska Szczepana Twardocha
GŁÓWNALITERATURANAGRODYO AUTORZEPUBLICYSTYKAKANAŁ RSS
Święci
Wpisane 00:07, 3 Wrzesień 2010 przez Szczepan Twardoch

Ci, którzy siedzą w ciemnościach i w ciszy, z twarzami wspartymi o dłonie i łokciami wspartymi o plugawe blaty, drżą podniebienia miękkie w chrapliwych oddechach.
Ci, którzy złożyli swe ciała przy ścianach, podciągnęli kolana ku brodom i objęli je troskliwymi przedramiony.
Ci, którzy na plugawych blatach złożyli policzki i okruchy chleba wyciskają w ich skórze swoje ospowate „połącz punkty”.
Ci, którzy biodra zepchnęli ku najdalszym rubieżom foteli.
Ci, których podniecenie przegrało ze snem i zastygli z dłońmi na piersiach i biodrach tych, które zasnęły zawiedzione.
Ci, których chwiejne kroki zawiodły ku bezpiecznym portom sedesów, przy których trwają w kamiennym półśnie męczeńskim, szarpani torsjami.
Ci, którym sen nie wytrącił z rąk kieliszków i razem z drżeniem serc rozchodzą się fale na calowym lustrze ciepłej wódki.
Ci, których nie obudził żar papierosa i przypieczeni mgliście śnią o bólu.

Wy, którzy zasypiacie: ufni, dobrzy, cisi, z losem pogodzeni biesiadni święci.

Wpisane w Wszystko jest literaturą | 2 Komentarzy Więcej »
Historiozofia dla trzylatków
Wpisane 09:59, 28 Sierpień 2010 przez Szczepan Twardoch

Idziemy po bułki. Franek znudził się skakaniem po kałużach.
- Tatusiu, a gdzie mieskają lyceze?
- Na zamkach.
- A co oni mają na zamkach?
- Zbrojownię, stajnię, w której stoją koniki, komnaty…
- A co jesce mają lyceze?
- Hm… rycerz musiał mieć swoją ziemię.
Idziemy chwilę w milczeniu.
- Tatusiu. A na ksypład cy to jest ziemia lyceza? – Franek wskazuje na pryzmę wykopanej przez koparkę gliny.
- Nie, to nie jest ziemia rycerza.
- A cemu?
- Bo rycerzy już nie ma.
- A cemu?
- Bo była rewolucja i nie ma.
- A cemu była?
- Oj, misiu, o tym czemu była to pogadamy za parę lat, okej?
- Okej. A gdzie są teraz lyceze?
- W Walhalli. W niebie dla rycerzy.
- Aha. A cemu?
- Bo w Walhalli jest im fajnie.
- Aha. Oni wyginęli?
- Tak, wyginęli.
- Skoda ze wyginęli.
- Szkoda.
- Skoda. Bo ja mógłbym być lycezem. Takim plawciwym! Miałbym zamek. I plawciwy miec. I duuuuzo lizaków!

Wpisane w Wszystko jest literaturą | 8 Komentarzy Więcej »
Cytat na dziś XIII
Wpisane 09:52, 25 Sierpień 2010 przez Szczepan Twardoch

W praktyce postrzegamy fakt życia w prowizorycznej przestrzeni, którą charakteryzuje nie tyle rozwój sam w sobie, co rozwój ku wyraźnie określonym stanom. Nasz świat techniczny nie jest obszarem nieograniczonych możliwości, ma raczej charakter embrionalny i dąży ku bardzo określonej dojrzałości. Toteż nasza przestrzeń przypomina ogromną kuźnię. Nie sposób nie zauważyć, że nic tu nie powstaje z uwagi na trwałość, którą tak cenimy choćby w budowlach starożytnych, albo przynajmniej w takim sensie, w jakim sztuka próbuje stworzyć obowiązujący język form. Każdy zastosowany środek ma w sobie raczej coś prowizorycznego, ma charakter warsztatowy, przeznaczony jest do tymczasowego użytku.

Temu stanowi odpowiada nasz krajobraz jawiący się jako przejściowy. Brak tu jakiejkolwiek trwałości form; wszystkie formy modelowane są nieustannie przez dynamiczny niepokój. Brak trwałości środków; nic nie jest trwałe, z wyjątkiem wzrostu krzywej wydajności, która narzędzie wczoraj uznawane za znakomite dziś wyrzuca na złom. Stąd brak trwałości architektury, stylu życia, gospodarki, ściśle związanych z trwałością środków, znamienną choćby dla topora, łuku, żagla czy pługa.

Jednostkę otacza krajobraz warsztatu, od niej samej wymaga się ofiary w postaci pracy cząstkowej, której przemijalność i dla niej nie ulega wątpliwości. Zmienność środków zmusza do ciągłych inwestycji w kapitał i siłę roboczą, które, choć skrywane za ekonomiczną maską konkurencji, naruszają wszelkie prawa ekonomii. Tak oto przemijają całe pokolenia, nie zostawiając po sobie ani oszczędności, ani pomników, znacząc jedynie określone stadium, znak kolejnej fali mobilizacji.

Ernst Jünger, „Robotnik”.

Wpisane w Cytat na dziś | 2 Komentarzy Więcej »
Krótko mówiąc IV
Wpisane 00:21, 24 Lipiec 2010 przez Szczepan Twardoch

Nie napisałem jeszcze zdania, którego szyku nie miałbym ochoty poprawić.

Wpisane w Krótko mówiąc | 5 Komentarzy Więcej »
Różności wpisane w biegu
Wpisane 17:52, 5 Lipiec 2010 przez Szczepan Twardoch

1. Jutro, to jest we wtorek 6 lipca, w klubie N44 na Nowogrodzkiej 44 odbędzie się premierowe spotkanie autorskie poświęcone mojej nowej powieści „Wieczny Grunwald”. Zapraszam.

2. Fragment tejże powieści można przeczytać w ostatnim numerze „Nowej Fantastyki”.

3. Na polityka.pl można przeczytać zaś cóż takiego mam do powiedzenia na temat „Zmierzchu” Meyer. Brzmi interesująco, prawda?

Wpisane w Informacyjne | 4 Komentarzy Więcej »
Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów.
Wpisane 20:45, 18 Czerwiec 2010 przez Szczepan Twardoch

Jeśli narody mają dusze, to do jakich czyśćców i piekieł one zstępują, do jakich niebios ulatują? Wieczny Grunwald nie jest po prostu „powieścią historyczną” – Szczepan Twardoch stworzył tu narrację o losach jednostki i narodu rozpostartą i w przeszłość, i w przyszłość, i wszerz, w życia nieziszczone; roztęcznioną od realizmu faktów historycznych do fantastycznej metafory „ducha narodowego”. Od czasu Teodora Parnickiego nie pisano w Polsce z tak szalonym rozmachem o człowieku rozdzieranym przez żywioł dziejów i schizofrenicznej lojalności mieszańca, dziecka dwóch kultur, bękarta dwóch ojczyzn.
– Jacek Dukaj

Wpisane w Informacyjne | 13 Komentarzy Więcej »
Transfiguration
Wpisane 21:25, 17 Czerwiec 2010 przez Szczepan Twardoch

Wpisane w Informacyjne | 16 Komentarzy Więcej »
Sen o literaturze
Wpisane 18:20, 8 Czerwiec 2010 przez Szczepan Twardoch

Śnił mi się dziś pewien utalentowany pisarz z Krakowa, z którym, jak mi się wydaje, mam zaszczyt się przyjaźnić, a który wyda w czasie bliższym lub dalszym powieść, którą czytam właśnie, a która z kolei zdaje mi się być bardzo dobra. Ale o powieści innym razem, dziś o śnie, który pojawił się pewnie w efekcie wczorajszych krakowskich popołudnia i wieczoru, które bardzo miło spędziłem w jego towarzystwie – między innymi, bynajmniej nie mniej ważnymi, bo siedzieliśmy w towarzystwie nieco szerszym, w zaprzyjaźnionych ludzi pióra obfitującym, ale tylko jeden z nich się w moim śnie pojawił.

I we śnie spacerowaliśmy razem, odziani bardzo elegancko, sportową elegancją przedwojenną – pamiętam, że towarzysz mojego spaceru, prócz sportowej marynarki, nosił kaszkiet, pumpy, podkolankówki w kratkę argyle (bardzo ich zazdrościłem), ja byłem w tweedowym garniturze myśliwskim i prowadziłem staroświecki, przedwojenny rower na białych oponach (który dziwnie przypominał rower pewnej krakowskiej pani redaktor, która swoją uroczą obecnością przełamała męski charakter wczorajszego spotkania).

Więc spacerowaliśmy: jesienią, po jakimś mieście słowackim lub węgierskim, dużym, ale zabudowanym jak małe miasteczko o bardzo stromych ulicach i w knajpach siadaliśmy i jesienne, czerwone winośmy pili i jedli pieczone kaszty z papierowych torebek, potem ucztowaliśmy jesiennie, jedząc pieczeń z kaczki, a potem paliliśmy cygara, rozmawiając niezobowiązująco, życzliwie, w takim przyjemnym, niespiesznym rytmie – aleśmy jednocześnie wiedzieli obaj i ubolewali nad tym, jak nad nieuchronnym nadejściem zimy, że sielanka ta nie potrwa długo, że skończy się źle: albowiem konkurujemy o względy jednej dziewczyny – właśnie dziewczyny, nie kobiety.

Dziewczyna ta nie pojawiła się w moim śnie, który był zresztą snem całkowicie nieerotycznym i nie było o niej mowy między nami, bo wszystko było jasne a dziewczyna nie miała twarzy, ciała ani imienia. Obaj świadomiśmy byli konfliktu i tego przede wszystkim, jaka rzeczona dziewczyna jest: inteligentna, obojętna, wyniosła, skłonna do szyderstw. I tego, jak nami manipuluje: przez uśmiechy, gesty, półsłówka doprowadzić chce do tego, aby się od nas obu jednocześnie wyzwolić, aby się nas pozbyć przez jakiś straszny wybuch naszego tajonego gniewu, który w moim śnie wydawał się nieunikniony i krążył, jak kruk, nad naszym miłym ucztowaniem.

Ale wybuchu nie było, gniew się nie rozlał, siedzieliśmy sobie spokojnie, ciesząc się każdą chwilą w której ciągle jeszcze nie okładamy się po gębach i rozstaliśmy się potem w sposób charakterystyczny dla snów: zaprzyjaźniony literat płynnie stracił parę lat i długie włosy i zamienił się stopniowo w zupełnie innego mojego przyjaciela, z którym jeździliśmy na rowerach poszukując zaginionej walizki z pieniędzmi, z kwotą może nie totolotkową, ale dużą, była to kwestia saaba 9-3 cabrio, przyjechaliśmy do miasta kupić ten piękny samochód, miał jasną, skórzaną tapicerkę, walizkę jednak zgubiliśmy w nocy, dzień wcześniej, pijąc i dokazując na mieście, a potem nie mogłem się zalogować do mojego konta e-mailowego i szedłem schylony, z nosem przy bruku, pomiędzy kostkami szukając hasła do tego konta, zapisanego jakoby na skrawku papierowej chusteczki do nosa.

Wpisane w Wszystko jest literaturą | 5 Komentarzy Więcej »
I znów wszystko jest literaturą
Wpisane 21:52, 28 Maj 2010 przez Szczepan Twardoch

Wszystko jest literaturą, bo literatura może być z wszystkiego. Może być introspekcyjna, a może być behawioralna, może nigdy nie odwołać się do tego co rzekomo miałoby się dziać wewnątrz bohaterów.

Ale ja chciałbym zobaczyć literaturę na ulicy. Nie wiem dlaczego, ani po co, to nie manifest, to po prostu ulotne pragnienie. Więc chciałbym zobaczyć literaturę, cokolwiek oznacza to słowo, nie w języku, nie w narracji lub jej braku, lecz w twarzach ludzi, w światłach ulicznych, w dziurach w asfalcie, w drzewach, domach, komisach samochodowych i sklepach ogrodniczych. Ale przede wszystkim w ludziach. Widzieć ich – po prostu, bez tła, bez niczego więcej.

Więc jadę i patrzę. Wracam samochodem z zakupów, bagażnik pełen mam jedzenia i wina bo odwiedzają nas przyjaciele i będziemy siedzieć w ogrodzie razem, i pić to wino i jeść to jedzenie.

Jadę powoli przez miasto, które nagle odżyło, bo to pierwszy dzień zupełnie letni, po zimie, od której nie chciało się żyć, po ponurej wiośnie i po powodzi.

Więc jadę i patrzę na ludzi.

Hamuję przed światłami. Obok na chodniku zatrzymuje się piękna dziewczyna na rowerze, o bardzo białej skórze, o rudych włosach spiętych i w czerwonych okularach. Jest rozgrzana jazdą na rowerze, na jej czole błyszczy pot i jest też wzburzona. Stoi, mówi coś podniesionym głosem, gestykuluje, mówi do starszej kobiety, również na rowerze, jechały razem. Nie słyszę słów, bo bardzo głośno gra Jamiroquai w samochodowym odtwarzaczu. Ta druga kobieta: czy to jej matka, znajoma z pracy?

A ruda rowerzystka nagle odwraca się, jakby poczuła moje spojrzenie, patrzy na mnie, robi mi się głupio że się tak gapię, więc odwracam wzrok, ale zaraz potem zerkam na nią znowu i a ona już nie mówi podniesionym głosem, tylko patrzy w asfalt pod nogami, jakby wstydziła się, że zza pancerza samochodu stałem się świadkiem czegoś, sam nie wiem czego – kłótni?

A potem: bardzo gruby mężczyzna z nagim torsem, z drżącym, bladym brzuchem i z wielką, okrągłą głową. Stoi na podwórzu swojego domu, w wysokiej trawie i ostrzy kosę, wodząc osełką jakby grał na skrzypcach. Ma opasły kark i bardzo chude nogi w obcisłych dresach.

A potem: stara kobieta w odświętnej, letniej sukni stara się iść po chodniku, pomaga sobie balkonikiem, stawia przed sobą ten balkonik, i albo chodnik jest krzywy, albo staruszka traci równowagę, bo balkonik się chwieje, ale znowu, następny krok, znowu pozornie chwiejny, ale idzie, idzie, idzie.

I chciałbym w tej trójce dostrzec jakiś porządek, jakiś sens, jakiś kosmos. Ale nie znajduję. Ale w przypadek też nie wierzę. Bo ci ludzie, dziewczyna, grubas, staruszka, to po prostu życie i literatura, w tym nie ma ładu, sensu ani przypadku, bo życie i literatura są większe niż wszelki sens i wszelki przypadek.

Wpisane w Wszystko jest literaturą | 1 Komentarz Więcej »
„Deszcz” na onet.pl
Wpisane 10:44, 21 Maj 2010 przez Szczepan Twardoch

Deszcz pada, jakby padał od zawsze: z uporem, to narastając, to gasnąc, ale nie przestaje, od soboty wieczorem. Bierawka wylała się już do starorzecza i zapewne dzisiaj rozleje się na poldery i może nawet podtopić parę domów. Mam nadzieję, że jednak nie podtopi, ale cóż deszczowi po moich nadziejach? Okna domów wielu moich przodków wychodziły bezpośrednio na Odrę i oni również, tak wiele razy mieli nadzieję: i czasem deszcz gasł, a czasem to oni pakowali dobytek i szli na wzgórza, patrząc jak szarobrunatna woda zabiera wszystko, co tylko może zabrać.

Do nas woda nie dojdzie: mieszkamy wyżej. Ale patrząc wczoraj na wezbraną rzekę przypominałem sobie inną wysoką wodę, powódź z lipca 1997 roku. Miałem wtedy osiemnaście lat: moją okolicę, tę którą mogę objąć poczuciem bycia „moją”, a więc ciche, zielone wsie na obrzeżach górnośląskiej konurbacji, te wsie tak różne od popularnego obrazu czarnego Górnego Śląska dotknęła tamta powódź potężnie, mocno, ale nie tragicznie: nie było ofiar, ale ulicami płynęły rzeki. A dla mnie tamta powódź jest szczególnie ważna, bo stała się dla mnie pierwszym, małym rytuałem przejścia. Z chłopięctwa do dorosłości. Oczywiście: nie uczyniła mnie dorosłym, jak nie stałem się mężczyzną, kiedy po raz pierwszy pocałowałem dziewczynę. Ale coś we mnie zmieniła: bo raz pierwszy w życiu byłem za coś odpowiedzialny. Tak jak ten pocałunek pierwszy nieodwołalnie zamknął okres dziecięcej niewinności i wprowadził mnie w świat płci, planetę wcześniej odległą jak Saturn.

Reszta na onet.pl. Zapraszam.

Wpisane w onet.pl | 2 Komentarzy Więcej »
  • Wstecz
  • Najnowsze wpisy

    • Święci
    • Historiozofia dla trzylatków
    • Cytat na dziś XIII
    • Różności, zapowiedzi
    • Krótko mówiąc IV
  • Najnowsze komentarze

    • Szczepan Twardoch o Cytat na dziś XIII
    • Szczepan Twardoch o Historiozofia dla trzylatków
    • Szczepan Twardoch o Święci
    • Il Federale o Święci
    • Studyta o Historiozofia dla trzylatków
    • WP o Historiozofia dla trzylatków
    • Piotr o Cytat na dziś XIII
    • Ignac o Historiozofia dla trzylatków
  • Tagi

    Śląsk Ślůnsk ślůnsko godka Arcana broń Broń i Amunicja Chateaubriand Christianitas chrześcijaństwo Cioran Czas Fantastyki dukaj Ernst Jünger felieton fiderkiewicz film Fronda Jünger język śląski kaczyński kino kościół konkurs literatura lustracja Márai Mackiewicz Michalski michnik Militaria opowiadanie orbitowski podróże polityka powieść Przemienienie Rosja Sándor Márai Spitsbergen spotkanie sternberg Tocqueville twardoch zabawy z bronią zimne wybrzeża
  • Kategorie

    • Arcana (4)
    • Broń i Amunicja (15)
    • Christianitas (5)
    • Cytat na dziś (12)
    • Czas Fantastyki (6)
    • FA-Art (1)
    • Fronda (6)
    • Gazeta Polska (2)
    • Informacyjne (73)
    • Inne (148)
    • Krótko mówiąc (3)
    • ś.p. Życie (1)
    • Militaria (13)
    • Niepublikowane (11)
    • onet.pl (2)
    • Opcje (4)
    • Pů našymu (6)
    • Wszystko jest literaturą (21)
    • Z papieru (2)
  • Archiwa

    • Wrzesień 2010 (1)
    • Sierpień 2010 (2)
    • Lipiec 2010 (3)
    • Czerwiec 2010 (5)
    • Maj 2010 (6)
    • Kwiecień 2010 (2)
    • Marzec 2010 (1)
    • Luty 2010 (1)
    • Grudzień 2009 (2)
    • Listopad 2009 (3)
    • Październik 2009 (4)
    • Wrzesień 2009 (5)
    • Sierpień 2009 (1)
    • Lipiec 2009 (6)
    • Czerwiec 2009 (3)
    • Maj 2009 (9)
    • Kwiecień 2009 (3)
    • Marzec 2009 (9)
    • Luty 2009 (5)
    • Styczeń 2009 (3)
    • Grudzień 2008 (3)
    • Listopad 2008 (5)
    • Październik 2008 (6)
    • Wrzesień 2008 (3)
    • Sierpień 2008 (5)
    • Lipiec 2008 (6)
    • Czerwiec 2008 (5)
    • Maj 2008 (4)
    • Kwiecień 2008 (6)
    • Marzec 2008 (7)
    • Luty 2008 (2)
    • Styczeń 2008 (4)
    • Grudzień 2007 (1)
    • Listopad 2007 (3)
    • Październik 2007 (7)
    • Wrzesień 2007 (11)
    • Sierpień 2007 (12)
    • Lipiec 2007 (10)
    • Czerwiec 2007 (10)
    • Maj 2007 (8)
    • Kwiecień 2007 (13)
    • Marzec 2007 (13)
    • Luty 2007 (8)
    • Styczeń 2007 (15)
    • Grudzień 2006 (11)
    • Listopad 2006 (9)
    • Październik 2006 (23)
    • Wrzesień 2006 (24)
  • Kalendarz

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  
  • Translator

    Polish flagEnglish flagGerman flagFrench flagRussian flagCzech flagHungarian flag 
  • Na facebooku

  • Książki



  • Tak

  • Czytam

    • A. & Ł. Oleksakowie
    • Alfy, Lancie i ciężarówki
    • Anarcha, czyli Dante
    • Andrzej Solak
    • Esthel
    • Felietony Krzyśka Łęckiego
    • Funky Dieter
    • Jacek Dukaj
    • Koty Orbitowskiego
    • Kronika Novus Ordo
    • Ślůnzok ze Aldrajchu
    • Łukasz Orbitowski
    • M&M Kryjakowie – fotografia
    • Maciej Gnyszka
    • Miłośnik Ezry Pounda
    • Okiem Studyty
    • Paweł Milcarek
    • Przemek Bociąga
    • S.Michalkiewicz
    • Slavoi – Próbki
    • Tomasz Gabiś
    • Urbaniuk robi zdjęcia
    • Wojtek Wencel
    • x. Isakowicz-Zaleski
  • Łamy

    • 44
    • Arcana
    • Broń i Amunicja
    • Christianitas
    • Czas Fantastyki
    • FA-Art
    • fronda.pl
    • lampa
    • Nowa Fantastyka
    • Opcje
    • SFFH
  • Teksty

    • Babilon i mimesis
    • Jak nie zostałem Polakiem – narodowość jako akt woli.
    • Konserwatyzm jako klęska
    • Lampart na marmurowej skale
    • Pusty stryczek. O „Wieszaniu” Rymkiewicza.
    • Rozpacz, chrześcijaństwo i konserwatyzm
    • Umieranie Sándora Máraiego
  • twardoch.pl

    • Agata, żona
    • Dziennik 2004-2005
    • Ewa, siostra – w Maroku
    • Fechtunek
    • Podróże małe i duże
  • Meta

    • Zaloguj się
    • Kanał RSS z wpisami
    • Kanał RSS z komentarzami
    • WordPress.org
  • Spam Blocked

    3 282 komentarzy będących spamem odrzucone przez
    Akismeta
  • Wishful thinking


    My blog is worth $12,984.42.
    How much is your blog worth?

Copyright © by Szczepan Twardoch 2010. Strona chodzi na Wordpressie. Skórka: AskGraphics.