Dziennik 2006-2010
Strona autorska Szczepana Twardocha
GŁÓWNALITERATURANAGRODYO AUTORZEPUBLICYSTYKAKANAŁ RSS
Cytat na dziś XI – żadnych marzeń, panowie
Wpisane 11:09, 21 Grudzień 2009 przez Szczepan Twardoch

Francesco Sforza stał się z prywatnego człowieka księciem Mediolanu, bo był człowiekiem oręża, a jego synowie wskutek unikania trudów i niewygód oręża zeszli z książąt na ludzi prywatnych. Albowiem oprócz innych przyczyn zła, jakie ściąga na siebie twa bezbronność, jest i ta, że stajesz się lekceważonym, co jest jedną z tych infamii, jakich książę musi unikać, jak o tym powie się poniżej. Albowiem mąż zbrojny nie może się równać z bezbronnym, a nie zgadza się z rozumem, aby uzbrojony dobrowolnie słuchał bezbronnego i aby bezbronny przebywał bezpiecznie między uzbrojonymi sługami; albowiem gdy jedna strona ma tylko wzgardę, a druga podejrzenie, niepodobna, by razem zgodnie działały.

To z czternastego rozdziału „Księcia”. Podkreślenie moje. Zasada opisana przez Machiavellego jest aktualna na kilku poziomach. Po pierwsze, ciągle obowiązuje w polityce, ale to raczej oczywiste. Obowiązuje jednak również w życiu społecznym: możliwość lekceważenia bezbronnych jest, moim zdaniem, zasadniczym powodem, dla którego pogrobowcy Krwawego Feliksa nie dopuszczają myśli o odebraniu im (tj. poli-milicji) uprawnień w zakresie reglamentacji dostępu do broni palnej. Nie tylko dlatego, że nie chcą jej dawać tzw. „zwykłym obywatelom”, których lekceważą – również po to, by mogli, niczym feudalny władca przywilejem, obdarować bronią palną tych, których nie lekceważą – gangsterów.

To tak na marginesie wypowiedzi Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska, które ucinają płonne nadzieje środowisk strzeleckich, że projekt ustawy złożony w komisji Palikota może coś zmienić. Charakterystyczna jest zwłaszcza postawa Grzegorza Schetyny, pozwolę sobie tutaj zacytować za onet.pl:

Zdaniem b. szefa MSWiA ułatwienie dostępu do broni to zły kierunek. Schetyna nazwał absurdem pomysł, by zezwolenia na broń nie były już wydawane przez policję, lecz przez samorządy. – Nie będzie akceptacji dla takich zapisów – zapewnił.

Co, u Schetyny szczególnie, nie dziwi ani trochę.  Także: żadnych marzeń, panowie.

Wpisane w Cytat na dziś | 15 Komentarzy Więcej »
„Aksolotl narodów” w „Czasie Fantastyki”
Wpisane 12:57, 27 Październik 2009 przez Szczepan Twardoch

Ukazał się nowy numer „Czasu Fantastyki”, a w nim mój esej, będący komentarzem do historii kontrfaktycznej, którą napisałem na zorganizowany przez Narodowe Centrum Kultury konkurs „Zwrotnice czasu„.

Cały tekst można przeczytać tutaj.

Wpisane w Czas Fantastyki | 24 Komentarzy Więcej »
Bo to mezalians byłby dla psa
Wpisane 11:16, 22 Październik 2007 przez Szczepan Twardoch

W pewnym sensie, dzisiejszy dzień przywitałem z ulgą – akt republikańskiej transcendencji zakończony. Polityczność, tak wezbrana w czasie dokonywania się tego skrutynium, nieco osłabnie, pozwoli skoncentrować się intelektualnie na innych kwestiach.

Przegrałem zakład z K., myliłem się, Tusk zapewne zostanie premierem nie tylko na billboardzie. Nie zmieniam jednak zdania na temat jego braku właściwości i sądzę, że przekonamy się o nim prędzej, niż się komuś może wydawać.
Nie zmieniam zdania również na temat potencjalnej historycznej wielkości Jarosława Kaczyńskiego – chociaż żubr się zadyszał, to Kaczyński swojej szansy na wielkość nie stracił. Polska nie wypuszcza go ze swych objęć.

O czym jeszcze warto przypominać, kiedy przychodzi odprężenie po wyborczym spazmie: nie zapominajmy o polityczności, nie folgujmy lenistwu iluzjami konsensusu, porozumienia ponad podziałami, jedności opartej nie na idei Polski, lecz na beztożsamości.
Należy mieć odwagę i powiedzieć zwycięskim wrogom to, co powiedział im Jarosław Marek Rymkiewicz dwanaście lat temu. Jeśli nad dosadność i celność przedkładamy maniery, to możemy porzucić pierwsze zdanie życzeń Rymkiewicza i przypomnieć zapomnianą końcówkę tego bonmotu: „I nie myślcie sobie, że jesteście Polsce potrzebni. Polska was nie potrzebuje.” Nawet jeśli jest was więcej, to i tak nie jesteście Polsce potrzebni.
To właśnie jest polityczność.

Polska nie potrzebuje zgody, nie potrzebuje konsensusu, nijakiej jedności. Polska potrzebuje politycznej wojny. Nie szukajmy płaszczyzny porozumienia, szukajmy raczej słabych punktów. Jedność – tylko przez zwycięstwo.
Tylko gnany politycznym sporem na śmierć i życie żubr nie zatrzyma się w biegu.

Wpisane w Inne | 38 Komentarzy Więcej »
Gajusz Terencjusz Tusk
Wpisane 12:37, 30 Wrzesień 2007 przez Szczepan Twardoch

Muszę ze wstydem przyznać, że jestem zwolennikiem Donalda Tuska i gorącym wielbicielem jego talentu politycznego.

Oczywiście, Donald Tusk należy do gatunku polityków bez właściwości, politycznych hollow men, jeśli mogę spostponować Eliota tą najniższą z możliwych interpretacji „Wydrążonych ludzi”.
Takimi politykami wydrążonymi, którzy równie dobrze jak występować osobiście mogliby być reprezentowani przez wykonane z papier-maché fantomy, są Kwaśniewski, Marcinkiewicz, spora część drugiej linii polityków PiSu (tyle, że ci na dodatek są politykami wydrążonymi drugiego gatunku, zamiast gładkich buź dysponującymi tylko nalanymi gębami), większość polityków PO i oczywiście – Donald Tusk, z jego nieodpartym wdziękiem poczciwej normalności.

Jestem przekonany, że taki brak wyrazu, tożsamości, poglądów i właściwości jest zabójczy dla polityki i głęboko szkodliwy dla Polski. Polityczność, rozumiana jako republikanizm, oparty na zasadzie męskiej (nie kobiecej, jak dążąca do kompromisu i konsensusu polska miękka demokracja), na sporze, na światopoglądowej i jednocześnie patriotycznej tożsamości, wymaga jasnych tożsamości, wymaga charakterów, których politycy wydrążeni pozbawieni są całkowicie.

Dlaczego więc jestem, jak zadeklarowałem powyżej, gorącym zwolennikiem Donalda Tuska?
Dlatego, że Donald Tusk bardzo pilnie stara się zmarginalizować partię, która ostatnio w największym stopniu reprezentuje tę polityczną beztożsamość. Chodzi oczywiście o partię, której przewodzi, o Platformę Obywatelską. Czyni to chyba nieświadomie; tym niemniej, skutecznie.

Jak wiadomo, szeroka rzesza zwolenników PO jest dość mocno spolaryzowana – ci, którym serce bije po lewej stronie, głosują na PO przeciwko PiSowi, na rzecz koalicji z LiD. Druga grupa, dziś nieco mniejsza, głosuje na PO licząc, że umiarkowane PO w koalicji utemperuje nieco pisowskich radykałów i pójdą razem w kierunku, na jaki liczono przed dwoma laty. Te dwie grupy w zasadzie niewiele łączy, ich polityczne oczekiwania względem PO są sprzeczne, nie do pogodzenia. Można było ten podział rozgrywać sprawnie i do tej pory liderzy PO jakoś sobie z tym radzili, starannie unikając jasnych deklaracji co do powyborczych koalicji, pozwalając wyborcom hodować swoje nadzieje. Oczywiście, takie deklaracje nie mają przełożenia na faktyczny kształt przyszłych sojuszy, gdyż o tych zdecyduje dopiero nowy układ sił po wyborach – funkcją owych deklaracji jest profilowanie wizerunku partii, orientowanie jej – na potrzeby wyborców – na scenie politycznej, bez zmiany miejsca zajmowanego w spektrum prawica-lewica, partię można zwrócić, wokół własnej osi, w lewo lub w prawo.

Dziś rano Donald Tusk jednak przeszedł sam siebie; podkreślając swój brak tożsamości, ogłosił, iż PO jest gotowe zarówno na koalicję z LiD, jak i na koalicję z PiS. Tym samym, szerszej grupie zwolenników PO zorientowanym zdecydowanie przeciwko aktualnemu rządowi, Donald Tusk wysłał sygnał, aby zagłosowali raczej na LiD, jeśli chcą mieć pewność, że koalicji z PiS nie będzie. Zwolennikom PO-PiSu, którzy lewicą mogą się brzydzić, Donald Tusk doradził poparcie raczej PiSu, aby szanse na tę „post-solidarnościową” koalicję były większe.
Chapeau bas, monsieur Tusk.
Szef PO zapewne wyobraża sobie, że w ten sposób przeciwstawił się manewrowi Jarosława Kaczyńskiego, grającemu od paru dni na osłabienie PO kosztem słabej lewicy. Zdaje się, że Donald Tusk jest osobą o solidnej erudycji historycznej, więc osoba mu życzliwa mogłaby skomentować, iż jest to posunięcie w swej błyskotliwości porównywalne do taktyki Gajusza Terencjusza Warrona, którą tenże zastosował w bitwie pod Kannami. Warron, nacierając radośnie na cofające cię centrum armii kartagińskiej zapewne również nie przypuszczał, że robi dokładnie to, czego oczekuje odeń Hannibal. Skończyło się rzezią, ponieważ wielki Kartagińczyk cały czas panował nad polem bitwy.
Historia zna zresztą wielu wodzów, których zmysł taktyczny ograniczał się do umiejętności „podręcznikowego” reagowania na manewry przeciwnika – stratedzy tego sortu, nawet z przewagą i w ofensywie, nie są zdolni do strategicznej inicjatywy, a jako, że ich reakcje są przewidywalne, to zdolny dowódca przeciwnika w pewnym sensie panuje nie tylko nad swoimi żołnierzami, ale również nad wojskami przeciwnika.

Dlatego właśnie jestem gorącym zwolennikiem Donalda Tuska. Nikt lepiej niż on nie przegrywa potyczek, bitew i wojen, gwarantując, że ludzie wydrążeni ciągle pozostają na marginesie polskiej polityki, rozumianej jako walka o władzę i sprawowanie jej. Czasem znajdują się w centrum polityki rozumianej jako show – ciągle jednak pozostając tylko wykonawcami woli polityków autentycznych. Tusk jest tutaj w pewnym sensie wyjątkiem, jest człowiekiem wydrążonym, lecz samosterownym, w przeciwieństwie do Kwaśniewskiego, który był awatarem Michnika, czy Marcinkiewicza, będącego za czasów swojego premierostwa awatarem Kaczyńskiego. Na szczęście, właśnie ta jego samosterowność pozwala mi wierzyć, że „Prezydent Tusk”, czy nawet premier Tusk wydarzyć się może tylko na billboardzie.

Wpisane w Inne | 12 Komentarzy Więcej »
Wzruszony Michalski o Kaczyńskim
Wpisane 14:50, 25 Wrzesień 2007 przez Szczepan Twardoch

Cezary Michalski pisze o końcu polityki historycznej w dzisiejszym „Dzienniku”. Zgadzam się z częścią zarzutów Michalskiego, zupełnie niepotrzebnie Komendant angażuje ludzi skompromitowanych zbyt aktywnym udziałem w strukturach satelickiego PRL. Nie jest to oczywiście poziom tego procederu, jaki praktykował Adam Michnik, który do swej piersi przytulał generałów, podczas kiedy Kaczyński rzuca ochłap kapralom, ale i tak jest niesmaczne.

Jednak, zupełnie nie rozumiem, jak można czynić zarzut Kaczyńskiemu z tego, że próbuje osłabić swojego najsilniejszego przeciwnika, PO, wzmacniając LiD.
Czyżby Michalski również rozumiał politykę jako sztukę gestów, nie sztukę realizacji celów? Zagranie na wzmocnienie słabego przeciwnika kosztem groźniejszego jest przecież elementarną częścią każdej strategii, wojennej, politycznej, biznesowej czy jeszcze innej, w sytuacji, w której występuje więcej niż jeden gracz.
Wzmacniając pozycję LiD, kosztem PO, Kaczyński zmniejsza szanse na powstanie po wyborach koalicji PO-LiD, zmniejszając tym samym szanse na dojście lewicy do władzy. Czy powinien takiego działania zaniechać z powodu moralnego obrzydzenia względem Kwaśniewskiego (który, oczywiście, obrzydliwy jest) , którego to obrzydzenia jednak zdają się nie podzielać Tusk czy Komorowski i pozwolić aby ten moralnie obrzydliwy Kwaśniewski został premierem?
Wrażliwość moralna Michalskiego zdaje się być wewnętrznie sprzeczna.

Michalski jest oburzony, że Kaczyński rozgrywa Kwaśniewskiego przeciwko Tuskowi, uważając to za niegodne, za „odejście od ideałów sierpnia” nie oburza zaś go oczywista po zwycięstwie PO koalicja Tuska z Kwaśniewskim. Mnie nie oburza ani jedno, ani drugie, bom do oburzeń niezbyt skłonny, ale skoro Cezary Michalski jest tak moralnie pobudzony, to mógłby posiadać wrażliwość jednak bardziej uniwersalną albo większą przenikliwość.

Dalej Michalski wzrusza się i zasmuca, że gra Kaczyńskiego nie ma już dziś nic wspólnego z emocjami stanu wojennego. Witamy na ziemi, panie redaktorze! Dopiero teraz się pan redaktor połapał, że Rosjanie już raczej nie wejdą a Jaruzelski jest na emeryturze? Stan wojenny wydarzył się ćwierć wieku temu z kawałkiem i polityk, kierujący się dziś emocjami sprzed dwudziestu sześciu lat nie wystawiałby swojemu intelektowi zbyt dobrego świadectwa. Czy zgodzi się pan redaktor, że emocje z bitwy pod Mątwami również się nieco już przeterminowały?

Na koniec, Michalski wytacza swe najcięższe działo. Kaczyński „emocjami stanu wojennego” gra na zimno. Tutaj pan redaktor przekroczył granice groteski. Czyżby chciał, aby politycy wierzyli we własną propagandę? Myślę, że nawet w tej zasadniczo upośledzonej intelektualnie grupie społecznej, jaką są politycy, takich idiotów jest niewielu. Michalski jest wielbicielem demokracji i liberalnego konsensusu – jakim cudem może więc zarzucać komuś, że sprawnie i racjonalnie posługuje się jednym na podstawowych narzędzi demokratycznej polityki?

A że Komendant gada bzdury, gadając o tym, że koalicja PO i LiD będzie jak stan wojenny? Oczywiście, że to bzdury, równie dobrze ktoś mógłby mówić, że koalicja PSL i PiS będzie jak rozbicie dzielnicowe, a koalicja PO i PiS jak henrykowskie pacta conventa, potop szwedzki albo śmierć króla Władysława pod Warną. Czy jakieś inne wydarzenie historyczne.
Jednak semantyczną bzdurą jest w zasadzie każde działanie propagandowe. Hasła nic nie znaczą, nic nie znaczą hasła PO o „spokoju” i „budowaniu”, hasła nie odwołują się przecież do inteligencji adresata, lecz mają działać na emocje. Hasła wyborcze ocenia się pod względem ich skuteczności, nie sensu. Z tego punktu widzenia, wygłoszenie bzdury o koalicji stanu wojennego nie jest zagraniem genialnym, ani nawet szczególnie mądrym, ale też nie jest jakimś strasznym kiksem. Nie jest szczególnie skuteczne, ale na pewno nie jest przeciwskuteczne.
Na brak skuteczności Komendant jednak nie narzeka. Od 1989 roku żaden polityk z taką łatwością nie kontrolował całego politycznego spektaklu w Polsce.

Wpisane w Inne | 2 Komentarzy Więcej »
Jarosław, Cat Jarosława
Wpisane 18:47, 27 Sierpień 2007 przez Szczepan Twardoch

Jarosław Marek Rymkiewicz udzielił bardzo interesującego wywiadu „Rzeczpospolitej”, reprezentowanej przez bezradną trochę wobec osobowości poety Joannę Lichocką.

Lektura sprawiła mi ogromną frajdę. Rymkiewicz robi coś niesłychanego: intelektualista pierwszej ligi, mówi, że „wszystko co robi Jarosław Kaczyński, jest dobre dla Polski, włączając w to nawet jego błędy”.

Nie jest to postawa serwilistyczna, jak u chociażby, toutes proportions gardées, Rosiewicza, który, odrzucony przez artystyczne salony i saloniki, robi z siebie idiotę na scenie, śpiewając dla PiSu jakieś potworne, propagandowe szlagiery. Czy jak – aby dodać dla odpowiedniej symetrii, całego legionu artystów, zakładających, że w chórze moralnie oburzonych ostrzegaczy przed totalitaryzmem ich głosu zabraknąć nie może. Czy tych, którzy pięćdziesiąt lat temu pisali o „nowego człowieczeństwa Adamach”, co nie tylko pomogło w karierze za peerelu, ale utorowało również drogę na salony najwyższe, międzynarodowe.

Rymkiewiczowi Jarosław Kaczyński nie jest do niczego potrzebny. Nie może dać mu niczego, czego Rymkiewicz już by nie posiadał, ani odebrać tego, co Rymkiewicz już ma.
Określając Kaczyńskiego mianem największego polskiego polityka od śmierci Piłsudskiego, Rymkiewicz dokonuje zaś aktu wielokrotnie odgrywanego w historii – bezinteresownego zawierzenia artysty względem wielkiej, politycznej osobowości. Nie – polityka, lecz właśnie osobowości.
Takich przykładów w historii europejskiej kultury jest bardzo wiele, chociaż oczywiście o wiele mniej, niż przykładów artystycznego serwilizmu, pełnionego z nadzieją na stypendium lub grant.
Najlepiej jednak odwołać się do przykładu, który z postawą Rymkiewicza kojarzy mi się najbliżej: to hołd, jaki Stanisław „Cat” Mackiewicz złożył Józefowi Piłsudskiemu, namaszczając go po swojemu na kandydata do korony polskiej. Bezinteresowności intencji Mackiewicza łatwo dowieść, przypominając jego wizytę w Berezie Kartuskiej – umiłowanie dla Piłsudskiego nie przekładała się u Cata na atencję dla piłsudczyków, którzy zaliczali się raczej, poza paroma świetnymi wyjątkami, do ludzi nieciekawego formatu. Rymkiewicz tego nie mówi, ale trudno mi uwierzyć, aby mógł darzyć atencją ten zastęp beznadziejnych kreatur, robiących w telewizji za tzw. „twarze PiSu”, albo nawet drugiego – nijakiego, niezdarnego i nieudanego brata.

Rymkiewiczowi obcy jest panujący w szeregach ćwierćinteligentów wstręt wobec polityki. Najlepszą metodą na przypisanie się do gatunku ludzi lepszych jest dziś deklarowanie obrzydzenia do polityczności jako takiej, do walki o władzę, które to deklarowane obrzydzenie ma w założeniu kreować widoczną, moralną wyższość obrzydzonego, a w rzeczywistości świadczy wyłącznie o jego naiwności. Jedyną wizją Polski, na jaką stać idoli przeciętnego wykształciucha, jest jakaś wizja burżuazyjnej zasobności, z polityką zredukowaną do funkcji zarządzania redystrybucją niezbyt wysokich i niezbyt niskich podatków. Pokochał taką niską wizję Polski nawet Cezary Michalski, ze swoją obsesją centrum i liberalnego minimum, tymczasem Polska potrzebuje głębokiej polityczności, aby trwać. Polska albo będzie wielka, albo nie będzie jej wcale, zostanie tylko dystrykt polskojęzyczny, uwięziony między autostradami, supermarketami i pomnikami Jana Pawła II. Bez politycznej walki na śmierć i życie, bez politycznej krwi, Polska straci tę niewielką szansą, jaką jeszcze posiada, na bycie czymś więcej niż tylko zapyziałą prowincją, ciułającą swoje grosiki na drodze do raju mieszczańskiej, tandetnej zamożności.

Warto dodać, że Rymkiewicza uwielbienie dla Jarosława Kaczyńskiego nie ma charakteru ideologicznego. Rymkiewicz nie wielbi Kaczyńskiego za to, że ten ma jakieś wyjątkowo celne i bardzo określone poglądy, w domyśle prawicowe. Kaczyński poglądów prawicowych raczej nie posiada, lokując się w jakimś wygodnym i raczej nieokreślonym centrum, z wyraźną afirmacją wartości post-rewolucyjnych. Światopogląd Kaczyńskiego ma jednak, w ogóle, znaczenie drugorzędne. Poglądem Jarosława Kaczyńskiego jest Polska i dlatego Kaczyński jest mężem stanu.
Polityczny charakter Kaczyńskiego nie jest zdefiniowany ideologią, lecz racją stanu – i dlatego, w istocie, projekt IV RP nie jest projektem „Polski prawicowej”, czy „Polski katolickiej” – jest projektem „Polski w ogóle”, zamiast „Polski na niby”. Tutaj Kaczyński również powtarza drogę Marszałka.

Pytanie brzmi, czy Kaczyński podoła odpowiedzialności, jaką na jego barki wkłada Rymkiewicz? Czy okaże się godzien tego wspaniałego, literackiego hołdu, jaki mu Rymkiewicz w swoim średniowiecznym geście składa?

Tego nie wiemy i nie dowiemy się, póki nie obróci się karta w książce Historii.
Marszałek Piłsudski, sam, osobiście, bez wątpienia uratowałby Polskę przed wyborem najgorszego z wszystkich możliwych rozwiązań konfliktu z Niemcami lub Rosją, nieuniknionego, bo wynikającego z geopolitycznej nierównowagi. Jednak, w 1939 Marszałek już nie żył, a za swojego życia nie zdołał wychować następcy i w Polsce w roku 1939 nie było u władzy nikogo, kto potrafiłby Polskę przeprowadzić przez nadchodzący tumult.

Bez wątpienia, o czym sam Rymkiewicz mówi, Kaczyński popełnia wiele błędów. Ale to właśnie ta wielkość, o której pisze Rymkiewicz, zdecydowała, że zdecydował się ogłosić moje wyraźne votum separatum w momencie odejścia Marka Jurka, chociaż uważam, że w kwestii meritum sporu, rację miał ten ostatni a środowisko skupione wokół Marka Jurka jest mi w ogóle światopoglądowo bardzo bliskie. Jednak Polska to coś więcej.

Wpisane w Inne | 6 Komentarzy Więcej »
  • Najnowsze wpisy

    • Święci
    • Historiozofia dla trzylatków
    • Cytat na dziś XIII
    • Różności, zapowiedzi
    • Krótko mówiąc IV
  • Najnowsze komentarze

    • Szczepan Twardoch o Cytat na dziś XIII
    • Szczepan Twardoch o Historiozofia dla trzylatków
    • Szczepan Twardoch o Święci
    • Il Federale o Święci
    • Studyta o Historiozofia dla trzylatków
    • WP o Historiozofia dla trzylatków
    • Piotr o Cytat na dziś XIII
    • Ignac o Historiozofia dla trzylatków
  • Tagi

    Śląsk Ślůnsk ślůnsko godka Arcana broń Broń i Amunicja Chateaubriand Christianitas chrześcijaństwo Cioran Czas Fantastyki dukaj Ernst Jünger felieton fiderkiewicz film Fronda Jünger język śląski kaczyński kino kościół konkurs literatura lustracja Márai Mackiewicz Michalski michnik Militaria opowiadanie orbitowski podróże polityka powieść Przemienienie Rosja Sándor Márai Spitsbergen spotkanie sternberg Tocqueville twardoch zabawy z bronią zimne wybrzeża
  • Kategorie

    • Arcana (4)
    • Broń i Amunicja (15)
    • Christianitas (5)
    • Cytat na dziś (12)
    • Czas Fantastyki (6)
    • FA-Art (1)
    • Fronda (6)
    • Gazeta Polska (2)
    • Informacyjne (73)
    • Inne (148)
    • Krótko mówiąc (3)
    • ś.p. Życie (1)
    • Militaria (13)
    • Niepublikowane (11)
    • onet.pl (2)
    • Opcje (4)
    • Pů našymu (6)
    • Wszystko jest literaturą (21)
    • Z papieru (2)
  • Archiwa

    • Wrzesień 2010 (1)
    • Sierpień 2010 (2)
    • Lipiec 2010 (3)
    • Czerwiec 2010 (5)
    • Maj 2010 (6)
    • Kwiecień 2010 (2)
    • Marzec 2010 (1)
    • Luty 2010 (1)
    • Grudzień 2009 (2)
    • Listopad 2009 (3)
    • Październik 2009 (4)
    • Wrzesień 2009 (5)
    • Sierpień 2009 (1)
    • Lipiec 2009 (6)
    • Czerwiec 2009 (3)
    • Maj 2009 (9)
    • Kwiecień 2009 (3)
    • Marzec 2009 (9)
    • Luty 2009 (5)
    • Styczeń 2009 (3)
    • Grudzień 2008 (3)
    • Listopad 2008 (5)
    • Październik 2008 (6)
    • Wrzesień 2008 (3)
    • Sierpień 2008 (5)
    • Lipiec 2008 (6)
    • Czerwiec 2008 (5)
    • Maj 2008 (4)
    • Kwiecień 2008 (6)
    • Marzec 2008 (7)
    • Luty 2008 (2)
    • Styczeń 2008 (4)
    • Grudzień 2007 (1)
    • Listopad 2007 (3)
    • Październik 2007 (7)
    • Wrzesień 2007 (11)
    • Sierpień 2007 (12)
    • Lipiec 2007 (10)
    • Czerwiec 2007 (10)
    • Maj 2007 (8)
    • Kwiecień 2007 (13)
    • Marzec 2007 (13)
    • Luty 2007 (8)
    • Styczeń 2007 (15)
    • Grudzień 2006 (11)
    • Listopad 2006 (9)
    • Październik 2006 (23)
    • Wrzesień 2006 (24)
  • Kalendarz

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  
  • Translator

    Polish flagEnglish flagGerman flagFrench flagRussian flagCzech flagHungarian flag 
  • Na facebooku

  • Książki



  • Tak

  • Czytam

    • A. & Ł. Oleksakowie
    • Alfy, Lancie i ciężarówki
    • Anarcha, czyli Dante
    • Andrzej Solak
    • Esthel
    • Felietony Krzyśka Łęckiego
    • Funky Dieter
    • Jacek Dukaj
    • Koty Orbitowskiego
    • Kronika Novus Ordo
    • Ślůnzok ze Aldrajchu
    • Łukasz Orbitowski
    • M&M Kryjakowie – fotografia
    • Maciej Gnyszka
    • Miłośnik Ezry Pounda
    • Okiem Studyty
    • Paweł Milcarek
    • Przemek Bociąga
    • S.Michalkiewicz
    • Slavoi – Próbki
    • Tomasz Gabiś
    • Urbaniuk robi zdjęcia
    • Wojtek Wencel
    • x. Isakowicz-Zaleski
  • Łamy

    • 44
    • Arcana
    • Broń i Amunicja
    • Christianitas
    • Czas Fantastyki
    • FA-Art
    • fronda.pl
    • lampa
    • Nowa Fantastyka
    • Opcje
    • SFFH
  • Teksty

    • Babilon i mimesis
    • Jak nie zostałem Polakiem – narodowość jako akt woli.
    • Konserwatyzm jako klęska
    • Lampart na marmurowej skale
    • Pusty stryczek. O „Wieszaniu” Rymkiewicza.
    • Rozpacz, chrześcijaństwo i konserwatyzm
    • Umieranie Sándora Máraiego
  • twardoch.pl

    • Agata, żona
    • Dziennik 2004-2005
    • Ewa, siostra – w Maroku
    • Fechtunek
    • Podróże małe i duże
  • Meta

    • Zaloguj się
    • Kanał RSS z wpisami
    • Kanał RSS z komentarzami
    • WordPress.org
  • Spam Blocked

    3 282 komentarzy będących spamem odrzucone przez
    Akismeta
  • Wishful thinking


    My blog is worth $12,984.42.
    How much is your blog worth?

Copyright © by Szczepan Twardoch 2010. Strona chodzi na Wordpressie. Skórka: AskGraphics.