Wpis chaotyczny

Różne rzeczy ostatnio piszę, jednego pisać nie umiem: nie-prozy. Tzn, koresponduję obficie w sprawach przeróżnej wagi, piszę opowiadania, o których za chwilę, powieść piszę, a nawet dwie, nie potrafię napisać jednak przyzwoitego eseju, nie mówiąc już o wpisie w moim drogim dzienniczku. Pomogła mi jednak lektura, chenin blanc i coś w końcu jednak piszę, przynajmniej tutaj.

Może powinienem pisywać takie cotygodniowe relacje, jak Orbitowski? Bardzo zgrabnie mu to wychodzi. Ale ja mam inny tryb dziania się życia, niż Łukasz. Tzn, bardzo niewiele mi sie przydarza podczas zwykłych tygodni, a potem życie wybucha barwami, kiedy samolot ląduje gdzieś bardzo, bardzo daleko. Orbitowski nie ma wybuchów, ma za to wyższy poziom dziania się powszedniego.

Łukasz pisze u siebie o granicach literackiej kompetencji; zgadzam się z jego uwagami, zresztą wiele razy rozmawialiśmy na ten temat. Mówiąc w skrócie: granicę swojej własnej literackiej kompetencji znaleźć jest trudno, a przekraczać jej nie wolno, pod groźbą kary dla pisarza strasznej – śmieszności.
O tym jednak, jak trudno ją znaleźć niech zaświadczy taka dość banalna anegdotka: otóż, napisałem ostatnio dwa opowiadania, z jednym, pod tytułem „Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka” P.T. Czytelnicy będą mieli okazję się zaprzyjaźnić w czerwcowej „Nowej Fantastyce”, o losie drugiego jeszcze nie zdecydowałem. Wysłałem oba opowiadania do trzech panów, których krytyczno-literacka kompetencja i dobry, literacki gust są niekwestionowane. Liczyłem, na krytyczne uwagi, których się doczekałem. Wszystkie recenzje zdradzały, że ci pierwsi czytelnicy – którym niniejszym dziękuję – poprawnie odkodowali przekaz, w opowiadaniach zawarty. Z wszystkimi uwagami – czytając je – mógłbym się zgodzić. Wszystkie były w jakimś stopniu dla moich tekstów pochlebne i wszystkie również wskazywały na pewne tych tekstów słabości – tyle, że uwagi moich zaprzyjaźnionych recenzentów były całkowicie sprzeczne. Tam, gdzie ktoś dostrzegał wyraźne inspiracje pewną książką, ktoś inny ujrzał wybitną oryginalność. Jednemu z moich przyjaciół jedno z opowiadań wydały się sprawnym, wyłącznie rozrywkowym horrorem, bez głębszego tła, jeszcze ktoś inny dostrzegł w tym samym tekście głęboką analizę kondycji współczesnego człowieka. I tak dalej.
To oczywiście banał, ale konstytutywny dla doli pisarza, bo ugruntowujący tę nieoznaczoność, która towarzyszy literatowi – i w ogóle całej branży – od pomysłu do księgarni. To chyba ostatnia branża w której pieniądze inwestuje się zupełnie według wyczucia redaktorów, prezesów i innych dysponentów, ale zawsze, ciągle – według subiektywnego wyczucia. Bez badań rynku, bez analiz. Oczywiście – u nas, w Polsce, to nie są w sumie żadne pieniądze, zważywszy nakłady, ale i tam, gdzie te pieniądze są już naprawdę poważne, sprawy mają się tak samo. Zadie Smith, wtedy zupełnie anonimowa, za swoją pierwszą powieść dostała zaliczkę, za którą mogłaby żyć przez dwadzieścia lat, gdyby żyła skromnie. W tym przypadku nos redaktora się nie mylił. W ilu przypadkach redaktorowi, wypłacającemu setki tysięcy funtów, nos się zapchał?

Ale być może dzięki temu właśnie to wszystko ma jeszcze jakiś sens. Niechże wrócę znowu do powracającego w tym wpisie Orbitowskiego: napisał tenże Orbitowski piękną powieść pt. „Święty Wrocław”, do lektury której P.T. Czytelników zachęcam, bo to książka wcale nie o Wrocławiu, jak imaginuje się spragnionym lokalnych vratislavianów redaktorom tamtejszej prasy. W każdym razie, czytałem ową powieść, jak to się mówi, w szczotkach, tzn. dokładnie z pliku wyświetlanego na czytniku Sony Reader i efektem tejże lektury była obfita dosyć korespondencja z autorem, której fragment, ku uciesze P.T. Czytelników mojego dzienniczka, a za pozwoleniem adresata, pozwolę sobie zamieścić.

Piszę ja:

(…)I wreszcie ostateczna, końcowa uwaga.  Być może powinienem przeczytać książkę jeszcze raz, bo nie jestem pewien, czy ja wszystko zrozumiałem. Nie wiem, czy zrozumiałem czym naprawdę jest Święty Wrocław, czy dobrze odkodowałem.
Przemienieni świętowrocławianie piękni i krwiożerczy – OK. Cudownie przerażająca scena, tak w ogóle. Czy to jakaś wariacja na temat katolickiego pojęcia ciała chwalebnego?
I sam koniec świata – piękny. Naprawdę, okrutny i bezwzględny, smutny i piękny.
Ale: nie rozumiem, ogólnie, o co chodzi. Tzn, powiedzmy, próbuję: najpierw są znaki, mecenas Firgała jest świadkiem narodzin czarnego dziecka, jakby to była chwila, w której ŚW się rodzi, tak? Cegła maluje obrazy, ok. Ale o co chodzi, z tym zejściem w historię Tomasza, pod ŚW? Najpierw Niemcy i rycerze, potem nefilimy, smok, którego w ogóle nie rozumiem (Smok, w sensie Węża? Szatan?), a potem Palec. O co chodzi? Święty Wrocław to Bóg i koniec świata? Taki model Paruzji, gdzie Firgała to trzej królowie, Cegła to prorocy, a Adam to Jan Chrzciciel? Czy może coś co przedbosko-przeddiabelskie? W tym mieszczą się również ci przemienieni świętowrocławianie, jak karykatura Zbawienia, i trwanie Tomasza-narratora, jako karykatura Potępienia? 

Na co odpowiada Łukasz:

Cudowne, stary! Naprawdę. Jest coś takiego, że piszesz książkę z określoną intencją, a potem ktoś rozbiera to logicznie wedle innych założeń. Mi chodziło o zestawienie świat codzienny, realny, zwykły i skończony, a tutaj pojawia się rzeczywistość mityczna, archetpowa. całe zejście ma wiele z Junga, a przecież bohater, schodząc w dół, zagłębia się w świat archetypów. Kojarzonych z historią, ale tą opowiedzianą przez mity, stąd wojna, królowie, rycerze, potem giganci i smoki, a potem palec czegoś, zapewne jakiegoś starego boga, ale to już musi pozostać niepoznane, tak jak niepoznany pozostał święty Wrocław. Święty chyba w sensie przedchrześcijańskim.

Myślę, że Orbitowski się myli, niewiele ma przecież do gadania w sprawie interpretacji własnej powieści. Może więc Jacek Dukaj miał kiedyś rację, kiedy zignorował zupełnie wątki rewolucyjne, wątki tworzenia się nowoczesnego pojęcia narodu, wątki odgrywania tych samych rewolucji w różnych kostiumach – socjalistycznych, narodowo-socjalistycznych, bonapartystowskich, etc. – i uznał mojego „Sternberga” za powieść o mitologii IV RP, chociaż taka interpretacja była jak najdalsza od moich zamiarów. Ale może taki był Zeitgeist - podobnie jak w przypadku jednego z opowiadań, o których pisałem wcześniej, gdzie mój zaprzyjaźniony recenzent zauważył wyraźną inspiracją dość głośną książką, której jednak nie znałem, pisząc rzeczone opowiadanko. Przeczytałem ją później – i musiałem się zgodzić, wyraźna są te inspiracje, musiały przesiąknąć jakoś, osmotycznie.

W Krakowie…

Jutro, o godzinie 17, stawię się na spotkaniu autorskim w Empiku Megastore na krakowskim Rynku.
Zapraszam wszystkich P.T. Czytelników z Krakowa i okolic, którzy mają ochotę posłuchać o „Sternbergu” i tym, co za tą powieścią stoi.
Spotkanie zorganizowała SuperNOWA, a poprowadzi je Marcin Baniak z Radia Kraków.

Varia autopromocyjne

1. 24 sierpnia, w piątek, o godzinie 18:00 w Katowicach, w Empiku w Silesia City Center, odbędzie się spotkanie autorskie ze mną, które poprowadzi pani Anna Kontek z „Dziennika Zachodniego”. Porozmawiamy sobie o „Sternbergu” i o czym tam tylko będzie się komuś chciało rozmawiać. Wszystkich nieznajomych i znajomych zapraszam, jeśli ktoś ma tylko czas, albo ochotę – jeżeli będę przynudzał, zawsze można pójść na lody od Grycana, albo do kina.

2. Ukazał się właśnie nowy, 22 numer „SFFH„, a w nim moje opowiadanie pt. „Bodhisattwa”. Efekt włóczenia się po Mongolii parę lat temu, lektur Ossendowskiego z akcją osadzoną na mongolskich stepach właśnie i fascynacji historią „żołnierzy wykletych”. Jak zwykle, polecam się P.T. Czytelnikom.

Napisali o „Sternbergu”…

Zgodnie ze złożoną spory kawałek czasu temu obietnicą, mogę dziś odnieść się w paru słowach do artykułu Jacka Dukaja z „Tygodnika Powszechnego” pt. „Rewolucja której nie było”. Dukaj stawia tezę, że mój „Sternberg” jest próbą zbudowania mitologii IV RP. Nawiązuje przy tym do „Wieszania” Rymkiewicza, i do mojego szkicu o „Wieszaniu”, pt. „Pusty stryczek„.

Trudno oczywiście autorowi spierać się z tym, co o jego książce pisze krytyk. Mogę jednak stwierdzić, jaki był mój literacki zamiar – a P.T. Czytelnicy sami ocenić mogą, czy był to zamiar sensowny oraz czy udało mi się go zrealizować.
Otóż, pisząc „Sternberga” chciałem napisać powieść, której bohaterkami będą Polityka i Historia, odgrywające sztukę pt. „Rewolucja i kontrrewolucja”. Jacek Dukaj odszyfrowuje bez trudu szereg nawiązań do polskiej rzeczywistości lat 1989 – 2007, na ich podstawie budując swoją tezę o „Sternbergu” jako o literaturze budującej mit założycielski IV RP.
A przecież w „Sternbergu” bez wątpienia więcej jest nawiązań do historii początków III Rzeszy, z ledwie zakodowanymi SA, SS, Waffen-SS, Nocą Długich Noży na czele. Równie wiele jest bezpośrednich odniesień do rewolucji francuskiej – a wszystko to właśnie po to, by więcej napisać o Rewolucji jako takiej, nie zaś o mitologii IV RP. Dość powiedzieć, że koncepcja całej powieści oraz dwa z jedenastu rozdziałów powstały jeszcze w 2003 roku, kiedy o IV RP niewiele było jeszcze słychać.

Tak czy inaczej, interpretacja Jacka Dukaja jest bardzo interesująca i stawia odbiór „Sternberga” na takim poziomie, na jakim liczyłem go zobaczyć, więc Jackowi za ten – miejscami mocno krytyczny tekst, co sami P.T. Czytelnicy mają okazję sprawdzić – serdecznie dziękuję.

Zgodnie z moim literackim zamiarem, zrozumieli „Sternberga” Maciej Urbanowski, który w krótkiej wzmiance na łamach sobotniej „Rzeczpospolitej” określił go jako „kontrrewolucyjne capriccio historyczne” oraz Arseniusz Studyta, autor mojego ulubionego bloga – Studionu, w obszernej notce poświęconej moim obu moim powieściom.
Wielość interpretacji tej powieści sprawia mi, swoją drogą, sporo frajdy – tak czy inaczej, mój zamiar bliższy był interpretacji studyckiej, niż dukajowskiej.

Swoją drogą, widzę, że nie spotkała się z dobrym przyjęciem P.T. Czytelników moja koncepcja uczynienia bohaterów powieści egzemplifikacjami konkretnych, ludzkich postaw wobec rewolucji. Faktycznymi bohaterkami „Sternberga” miały być Polityka i Historia – podczas kiedy bohaterowie fabularni, ludzcy, mieli być tylko typami ludzkimi, możliwie szczelnie pokrywającymi szerokie spektrum postaw, od ortodoksyjnego, transcendentnego odrzucenia Rewolucji, przez odrzucenie umiarkowane, polityczne (to oczywiście bracia Sternbergowie), przez cały przegląd wielowymiarowych akceptacji i odrzuceń, z różnych przyczyn i pobudek. Dlatego właśnie narracja często porzuca głównych bohaterów, aby zająć się prowincjonalnymi
urzędnikami.

Czuję się również w obowiązku wspomnieć o dwóch bardzo interesujących i obfitych w treść wpisach na forum „Nowej Fantastyki”, pióra kol. Fauconniera, którego znam wyłącznie z internetowego pseudonimu, poświęconych, odpowiednio „Sternbergowi” i „Epifani”.
Przyjemnie – acz niełatwo – jest pisać dla tak wymagającego Czytelnika.

Zamiast podsumowania – odpowiedź na pytanie, które zadał Studyta, kończąc swój tekst o moich książkach: na razie, próbuję jednocześnie iść obiema drogami, czasem nawet w jednej książce, co stwierdzam, przeglądając dwa, gotowe już rozdziały „Przemienienia”.

W Tygodniku Powszechnym o IV RP

W ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego” (pierwszy raz w życiu kupiłem periodyk dla prawdziwych intelektualistów!) Jacek Dukaj ciekawie pisze o moim „Sternbergu” i „Wieszaniu” Rymkiewicza w kontekście tworzącej się mitologii IV RP.

Mam parę uwag do tego artykułu – na stronie zamieszczę je, kiedy szkic Jacka dostępny będzie w sieci.

W Em o Sternbergu, rycerskości i innych sprawach

Dzisiaj – w środę – o 21:30 pojawię się na antenie Radia Em, gdzie rozmawiać będę przedpremierowo o „Sternbergu” w kontekście pojęcia „rycerskości” i miejsca, jakie pojęcie to zajmuje we współczesnym świecie. Audycję prowadzi Łukasz Tura.

Radio Em w eterze słychać na Górnym Śląsku wraz z Częstochową i Krakowem – 107,6 FM, można też posłuchać w sieci –
na stronie www radia.

Sternberg – okładka

Książka w tym tygodniu trafia do drukarni, w księgarniach ma szanse znaleźć się na przełomie kwietnia i maja, a ja tymczasem dzielę się z P.T. Czytelnikami okładką.
W przeciwieństwie do okładki mojego debiutanckiego zbiorku- poniższa bardzo mi się podoba.
Grafika jest, oczywiście, z epoki.

STERNBERG